Rzekome „dzieło judeo-satanistów” a Księga Estery

Na stronie Gajowego Maruchy forumowicz posługujący się nickiem Olagordon przetłumaczył/a artykuł Eustace Mullinsa pt. „Ukryty holokaust”
Autor wysnuł tezę jakoby „… współczesna historia zaczyna się od Kongresu Wiedeńskiego w 1815 roku, kiedy Żydzi, uwolnieni z gett i niosący ze sobą złoto zgromadzone przez Roszyldów, … wykorzystywali zdobyte bogactwa by zachwiać rządami Europy i skazać je na przerażające odejście w niepamięć.” Biorąc pod uwagę inne tłumaczenia tego indywiduum, osoba podpisująca się jako OlaGordon postawiła sobie za cel demonizowanie Żydów poprzez demonizowanie ksiąg starotestamentowych w sobie tylko znanemu celu. Poniżej załączam fragmenty wpisu/tłumaczenia z moimi uwagami.

„…Pomysł, że ‘pasywni’ dotąd Żydzi, po raz pierwszy w historii, uczą się zabijać, przeczy całej zapisanej historii tej zarazy…
Wiele takich dokonywanych rzezi na ofiarach przez Żydów, zawartych jest w księdze Estery:
ESTERA VIII: 11: „Kiedy król nakazał Żydom, którzy byli w innych miastach, aby zebrali się razem, i stanęli w obronie życia, aby zniszczyć, wyrżnąć, i spowodować by zginęli wszyscy ludzie i prowincje, które by ich atakowały, zarówno dzieci jak i kobiety, oraz by zabrać rzeczy swoich ofiar.” Dlatego żydowska prostytutka używała swojej władzy nad królem, by pozwolił Żydom na masakry, ‘zarówno niemowląt jak i dzieci”, nie tylko w jednym mieście, ale w całym królestwie, ponieważ ‘Żydzi byli w każdym mieście’, tak jak dzisiaj.
Ta biblijna historia opisuje pierwszy przypadek totalnej wojny, w której miały być zabite kobiety i dzieci, w przeciwieństwie do tradycyjnej walki, w których zawodowi żołnierze, przeszkoleni do tego zadania, spotykali się na polu bitewnym by walczyć ze sobą i z honorem wygrać lub przegrać. Żydzi, podobnie jak ich milion dolarów na tydzień apologeci, Pat Robertson i pastor Jerry Falwell, dokładają wszelkich starań, aby wyjaśnić nam, że nie muszą walczyć na polu bitwy, aby zdobyć terytorium, bo Bóg obiecał im ziemię, i ta ‘święta obietnica’ jest jedynym prawem w dzisiejszym świecie. Miejmy nadzieję, że w pewnym momencie Falwell i Robertson pokażą nam prawdziwe dokumenty, na których sporządzono ten historyczny akt.
Do tej pory ignorują wszystkie pytania o dowodach ich fantastycznych roszczeń w imieniu Żydów, i za to otrzymują miliony. Pomimo widocznych wysiłków Falwella i Robertsona w imieniu żydowskiego planu zamordowania świata, okazuje się, że Żyd woli unikać pola bitwy i walki twarzą w twarz, i ukradkiem organizuje rzezie bezradnych kobiet i dzieci.”

„Jeden z najbardziej uderzających elementów tego znanego cytatu z Księgi Estery, JEDYNEJ PRAWDZIWEJ ŻYDOWSKIEJ KSIĘGI BIBLII (moje pogrubienie), i z tego powodu jedynej w której nie występuje bóg, pokazuje, że hasłem Żydów wskazującym na ich znajomość Żydowskiego Planu Morderstwa Świata jest ich pamięć o rzezi niewiniątek, i odzew „miałem dobry dzień”.
Od tamtej masakry, Żydzi zawsze podawali to rozpoznawcze hasło, w jidysz lub w jakimkolwiek języku konkretnego narodu, który planowali przejąć, mówiąc: ‘dobrego dnia’, co oznacza, oczywiście, że „czekamy z niecierpliwością na więcej rzezi kobiet i dzieci Gojów lub bydła Gojów’. Teraz, gdy w USA Żydzi osiągnęli tak ogromną władzę ekonomiczną i polityczną, wydali instrukcje wszystkim swoim pracownikom ogromnej sieci detalicznej branży spożywczej, aptek i sklepów odzieżowych, której są właścicielami w całych Stanach Zjednoczonych, że muszą witać klientów, mówiąc: ‘miłego dnia’.
To pozornie przyjazne i podobno bezsensowne pozdrowienie pozwala Żydowi wiedzieć, że jest w sklepie należącym do Żydów, i że jego właściciele spodziewają się mieć ‘dobry dzień’ w przyszłości, poprzez większą ilość rzezi niewinnych Gojów i bezbronnych kobiet i dzieci. Najważniejszym twierdzeniem w Księdze Estery jest ostrzeżenie, że ‘padł na nich strach przed Żydami’.
Dziś czarny cień nadchodzącej tragedii unosi się nad każdym chrześcijaninem, z powodu strachu przed Żydami, i z powodu ich instynktownej wiedzy o tym, jak bydlę zamknięte w rzeźni, że Żyd zamierza zabić je dla zysku.”

Niezupełnie, pierwszym wypadkiem w Biblli gdzie jest mowa o wyrżnięciu całej miejscowej populacji jest księga Jozuego. W niej JHWH nakazuje hebrajczykom wygubienie ludów mieszkających w Kanaanie, pod pretekstem niewłaściwych praktyk religijnych. Oczywiście, dla współczesnych europejczyków, jest jasne, że to nie może być prawdziwy powód, jako że rozumiemy że Bóg miłujący człowieka nie mógłby nakazać tej rzezi na biedakch, którzy z gorliwości religijnej zajmują się czarami, okultyzmem i składaniem ofiar z ludzi. „Logicznym”, zatem jest że to sami hebrajczycy musieli stosować takie praktyki religijne a nie mieszkańcy Kanaanu. Taki też „logiczny” wniosek można wysnuć z tłumaczeń „Olagoron’a” i jej/jego ekspertów.
Przejdźmy jednak do samej Księgi Estery, która opisuje historię Żyda Mordechaja, królewskiego urzędnika, jego kuzynki Hadassy, Króla Achaszwerosza oraz jego wezyra Hamana.

„Księga, składająca się z 10 rozdziałów, zawiera opowieść o pewnym epizodzie z życia dworskiego, perskiego króla Achaszwerosza (zwanego także Assuerusem, lub Aswerusem, w formie greckiej Kserksesem).
Na jego dworze w Suzie pojawia się młoda Żydówka Estera i po oddaleniu przez króla jego żony Waszti (1 rozdział) Estera zostaje jego żoną. Opiekun Estery Mordechaj (Mardocheusz) zakazał jej wyjawiać swoje pochodzenie.
Odkrywszy spisek przeciw królowi, Mordechaj uprzedza władcę o zamachu na jego życie. Największemu dostojnikowi dworskiemu Agagitowi Hamanowi tymczasem udało się wymóc na królu dekret przeciw Żydom, którzy mieli być zgładzeni (3 rozdział). Estera – po poleceniu Mordechaja (4 rozdział) – stawia się przed królem i jednak przekonuje władcę do cofnięcia dekretu.
Haman traci humor, gdy Mordechaj znów nie chce mu się pokłonić; poleca więc postawić bardzo wysoki pal i postanawia, że namówi króla, by powieszono na nim Mordechaja (5 rozdział). Król czyta kroniki, z których dowiaduje się, że Mordechaj wykrył zamach na jego życie, ale nie został za to nagrodzony, gdy pojawia się Haman, pyta go, co należy uczynić dla osoby, którą król chciałby uhonorować. Haman myśli, że chodzi o niego, toteż podaje wyszukane propozycje, po czym otrzymuje polecenie, aby w ten sposób uczcił Mordechaja (6 rozdział).
Estera wyjawia królowi, że Haman wydał ją wraz z jej ludem na zagładę. Haman zostaje powieszony przez króla (7 rozdział). Mordechaj zajmuje jego miejsce. Żydom król zezwala zgładzić swych wrogów. 14 dnia miesiąca adar Żydzi zabijają 75 000 swoich wrogów. Następnego dnia zgładzono także wszystkich synów Hamana i innych wrogów (8 rozdział).
Na cześć tych zajść wyznaczono święto i dzień odpoczynku dla wszystkich Żydów zwane Purim, które odbywało się od tej pory 14 i 15 dnia miesiąca adar (9 rozdział). Mordechaj zostaje drugą osobistością po królu i działa dla dobra Żydów (10 rozdział).” Powyższy opis został zaczerpnięty z wikipedii ale jest moim zdaniem obiektywny.

Kluczowe jest porównanie dwóch wersetów Ester 3:13 i 8:11:
Ester. 3:13
I wysłano te listy przez gońców do wszystkich prowincji królewskich, że ma się wytępić, pozabijać i wytracić wszystkich Żydów od chłopca do starca, dzieci i kobiety jednego dnia, mianowicie trzynastego dnia dwunastego miesiąca, to jest miesiąca Adar; mienie ich zaś należy zagrabić.
(BW)

Ester. 8:11
Że król zezwolił Żydom po wszystkich miastach zgromadzić się i stanąć w obronie swojego życia, wszystkich zaś zbrojnych jakiegokolwiek ludu czy prowincji wrogo odnoszących się do nich wygubić, pozabijać i wytracić wraz z dziećmi i kobietami, a mienie ich zagrabić.
(BW)

Ciekawe dlaczego apologeci religijnego antysyjonizmu i ich popularyzator „Olagordon” zapomnieli wspomnieć o pierwszym z tych wersetów. Owszem, gdyby w tej „JEDYNEJ PRAWDZIWEJ ŻYDOWSKIEJ KSIĘDZE BIBLII” nie było wersetu 3:13 mielibyśmy całkowite prawo uznać tą interpretację, ale niestety jest. Pan Mullins raczył w swoim artykule napisać:” … to ta wrodzona żądza krwi Żydów doprowadziła do tego, by wybrali na swoje główne „religijne” święto, święto Purim, które celebruje rzeż niewiniątek.” Po pierwsze Purim nie jest głównym świętem judaistycznym, po drugie Purim to nie Rosz Haszana. Wreszcie, po trzecie trudno jest uznać za „niewiniątka” ludzi, którzy korzystając z okazji politycznej, gotowi są wymordować cały naród w tym również kobiety i dzieci, bo wolno.

(SyøTroll)

Reklamy

Słowo o nadpolakach

No cóż trochę się zawiodłem na panu Gajowym.
Ja nie obrażałem matki Maruchy ani pozostałych interlokutorów.

Cytat za pamiętnika „zaporowca” (tendencyjny bo PRLowski)
„Albinów Duży.
Piątek. 1 listopada 1946 roku. Jest dzień 1 listopada, czyli Dzień Wszystkich
Świętych. Dzień ten spędziliśmy bez żadnych robót. Wieczorem odmarsz do
następnej kwatery. Po przemówieniu „Zapory” ruszyliśmy w dalszą drogę.
Kolonia Wólka Abramowska. Sobota. 2 listopada 1946 roku. Bez żadnych przejść. Po drodze
zatrzymaliśmy się we wsi Malina zmarznięci i głodni. We wsi jest trudno znaleźć
coś do jedzenia. Dopiero po gruntownych poszukiwaniach znaleźliśmy w bród
wszystkiego. Mimo to jednak musieliśmy brać jedzenie siłą, to znaczy bić się z
babami o kromkę chleba i garnuszek mleka.
Piłatka. Niedziela. 3 listopada 1946
roku. Cały dzień deszcz. Nad ranem dołączył „Faraon” z kilkoma chłopakami. Około
południa ruszyliśmy na Wierzchowiska, gdzie spodziewaliśmy się roboty, gdyż
Bezpieczeństwo nękało nas całą przeszłą noc warkotem samochodów i strzałami. Nic
nie znalazłszy w wiosce, zdobyliśmy konie i ruszyliśmy na dalsze kwatery.
Kolonia Krzanowska. Wtorek. 5 listopada 1946 roku.
Jeszcze dziś jesteśmy mokrzy. Bezpieczeństwo szuka nas, a wkoło słychać warkot
maszyn. Siedzimy na kwaterach cicho i popijamy bimberek. Jedzenia mamy dosyć,
gdyż „Stary” („Zapora”) posłał do sklepu po żywność.
Kolonia Abramowska. Środa. 6 listopada 1946 roku.
Dobrze nam, choć mało jedzenia. Cały dzień siedzieliśmy na kwaterze. Gospodarza
oderwaliśmy od roboty i musiał na harmonii nam grać. Wieczorem „Samotny”
poprowadził nas na małą robotę. Po rozdzieleniu zdobyczy otrzymałem palto na
futerku.
Albinów Duży – Leszczyna. 7 listopada 1946 roku – 22 listopada 1946 roku.
Cały przeciąg czasu przechodzi bez żadnych przeżyć.
Otrocze. Sobota. 30 listopada 1946 roku.
Kwatery zajęliśmy. Nazajutrz wybieramy się na robotę do wsi
komunistycznej Huta. Tokary, Huta,
Gródki. Niedziela. 1 grudnia 1946 roku.
Dziś robota. Koniec wioski Tokary, gdzie mieszkają komuniści, rozbity. Następna
wioska Huta. Cała wioska po krótkim ostrzelaniu w naszych rękach. Baty członkom
ORMO, demolacja mieszkań, uzupełnienie mundurów, kożuchów, butów. Do jedzenia
zabrano świnię. Ze wsią Gródki staje się to samo, tylko Komendant ORMO spalony.
Kocudza. Środa. 4 grudnia 1946 roku.
Znowu „Moskiewka”. „Samotny” prowadzi akcję. Komuniści strzelają z mieszkań,
lecz mimo to wieś przechodzi w nasze ręce. Historia podobna jak w Gródkach.
Jedno zabudowanie spłonęło. Duża część domów zdemolowana. Teren „Jadzinka”.
Święta Bożego Narodzenia.
Boże Narodzenie spędziliśmy z „Jadzinkiem”. W Wigilię mieliśmy gości w postaci
księdza kapelana, Komendanta Obwodu Zamojskiego pana majora „Jara” (obecnie
inspektora Armii Polskiej) i Komendantów innych Obwodów. Zachodziły bardzo
nieprzyjemne spory, jak np. wybicie jeden drugiemu oka i tym podobne, ale na ogół
przeszły dobrze dni świąteczne. Trochę tęskniło się do matki, brata i rodziny,
ale jakoś przejść musiało.
Tereny „Bohuna”. Noc z 28 na 29 grudnia 1946 roku.
Tej nocy, po odłączeniu się na krótki czas od „Jadzinka”, narobiliśmy trochę szumu.
Było bicie w mordę komunistów i Ukraińców, demolacja mieszkań i tym podobne rzeczy.
Wielu z nich nawróciło się na prawdziwą drogę i bez żadnego przymusu.
Przysięgali sobie i Bogu stać wiernie przy prawdziwej Polsce, a nie służyć dalej
bolszewikom. Po robocie odeszliśmy na kwaterę.
Tereny „Bohuna”. Noc z 30 na 31 grudnia 1946 roku.
W nocy idziemy na robotę. Komendant zapowiada polanie się krwi. Pierwsza robota
– browar pod Zamościem dwa kilometry od centrum miasta, gdzie dyrektor browaru,
komunista, zostaje zabity. W tym miejscu zostają cztery trupy oprócz dyrektora.
Po pierwszej robocie, wycofujemy się z Zamościa na pobliską wioskę, gdzie pada
od naszych kul jeszcze czterech…”

Źródło : http://forum.gazeta.pl/forum/w,329,101849853,103243625,_8222_Zapora_8221_Dziennik_znaleziony_na_poboj.html?v=2

Wypowiedzi z forum (wybór):
„No czegoś podobnego jeszcze nie czytałem, chyba że u rezunów …
Kto tego człowieka wychowywał? Kto go historii uczył?
Wojna domowa ?????????????????????
To była rzeź bandytów na bezbronych ludziach, łajdaku!!!!!”
– a tego inteligenta kto wychowywał i uczył ?

„Zrównywanie bandyty z ofiarą to skurwysyństwo, jakiego się Pan dopuścił, a teraz je potwierdza.”

„Ciekawa to “wojna domowa”, w której to jedna ze stron dokonuje odrażających aktów bestialstwa na niewinnych ludziach. W tym dzieciach i kobietach. Oszczędzę przykładów. Zabijanie bandytów z UPA to był święty obowiązek, akt sprawiedliwości wobec ich bezbronnych ofiar. To była zwykła zbrodnia wojenna. W normalnym kraju za te czyny i tak trafiliby na szafot.”
– No i trafili. Ale oczywiście komentator miał na myśli ofiary tych
Nadpolaków albo pomylił artykuły.

„Wojna domowa to byla w Stanach! W Polsce zas bandy zdegenerowanych kolaborantow wspierane przez 600 tys. sowieckich bagnetow likwidowaly najwartosciowsze jednostki podbitego narodu otwierajac sobie droge do Samowladztwa ! …I to byla wojna domowa?Komus semantyka poszla lasy bielic!”
„Panie SyoTroll,jezeli likwidowanie kolaborantow wspolpracujacych czynnie w zakuwaniu narodu polskiego w kajdany niewoli bylo zabojstwem politycznym to byla nim rowniez likwidacja….. Franza Kutschery! Panu sie myli tafla z dnem ! Natomiast gdyby Polska po wojnie odzyskala niepodleglosc to sanacja nie miala by prawa powrotu do Kraju. Zatroszczyl by sie o to NSZ,ktory liczyl
100 tys. najlepszego zolnierza, oczywiscie GL i Al zmiescilby sie w jednym pociagu …podazajacym na Wschod. Znajac sarmacka wspanialomyslnosc mozna by byc pewnym ,ze nikt nie przeszkadzal by im w drodze do raju robotnikow i chlopow .”
– Samowładztwo Stalina lub rządu londyńskiego jest złe a tych „rządu”
Nadpolaków dobre. Czy tak ? Oj nie chciałbym żyć w kraju przez nich rządzonym.
Fizyczna eliminacja elementów przez nich niepożądanych była by pewna.

„Jednak w protestantach siedzi głębko coś antypolskiego, coś czego nie potrafimy zrozumieć…”
„cos w tym jest panie Marucha, protestanci sa jakos genetycznie uposledzeni, tkwi w nich duch antypolskiego rozlamu. “bandy” NSZ !!! A w ryja chcesz ???”
– Kiedy brak argumentów, chcą bić?

” ja mam może teraz odpowiedzieć za zbrodnie różnych degeneratów, często nawet nie polskiego pochodzenia, że niby to byli “polscy chłopcy”. Skoro UPA może dostać status “pseudoukraińców”, to po proszę przynajmniej o minimum uczciwości w dyskusji i takie same potraktowanie bolszewickiej bandy, która biegała na rozkazy Stalina. Albo inaczej skonstruować swoją wypowiedź, żeby nosiła znamiona spójności logicznej.”
– Pisałem o niewyrobionych politycznie polskich chłopach z “moskiewek”.
Ile tych bezbronnych kobiet i dzieci oni pomordowali ?

23 maja 1994 Sąd Wojewódzki w Warszawie, unieważniając jego wyroki śmierci i jego towarzyszy, w uzasadnieniu napisał m.in.:
„…Żołnierze AK działający później w organizacji WiN byli zmuszeni do przeciwstawienia się zbrojnej masowej eksterminacji, poprzez walkę zarówno z oddziałami NKWD, jak i wspierającymi je formacjami polskimi, tj. milicją, UB i tzw. Wojskami Wewnętrznymi. Była to walka potrzebna i celowa, polegająca na odbijaniu jeńców lub zapobieganiu morderstwom i aresztowaniom. Sąd Najwyższy określa to obecnie w swoim orzecznictwie jako prawo do zbiorowej obrony koniecznej. Nie ulega wątpliwości, że właśnie taki charakter miały działania zbrojne oddziału „Zapory”.”
Źródło : http://pl.wikipedia.org/wiki/Hieronim_Dekutowski
– Rozumiem, że WSZYSTKIE akcje przeprowadzane przez „zaporowców” sąd
uznaje za zapobieganie morderstwom i aresztowaniom.
Jak podaje Wikipedia „Hieronim Dekutowski prowadził także akcje
przeciwko tzw. moskwom, czyli wsiom silnie popierającym władzę komunistyczną.
Najsłynniejsza była pacyfikacja wsi Moniaki, 24 września 1946, w wyniku
której spłonęło 29 zagród, a 40 zwolenników komunistów ukarano chłostą.”
Rozumiem, również że sąd uznał również te działania za w pełni uzasadnione.

Następcą Majora Dekutowskiego został porucznik Zdzisław Broński.
„…Jego akcje były jednak wymierzone nie tylko w funkcjonariuszy państwowych (UB, MO), ale również w ludność cywilną, współpracującą bądź też sympatyzującą z nową władzą. Przykładowo, dnia 1 maja 1947 grupa „Uskoka” rozstrzelała członków Związku Walki Młodych, wracających z pochodu 1-majowego. Zginęli wtedy Paweł Budka (lat 20), Zdzisław Czubacki (lat 19), Zygmunt Duda (lat 18), Mieczysław Jesionek (lat 15), Bolesław Lipta (lat 22), Bolesława Skrzypaczka (lat 27) oraz Zygmunt Żembski (lat 23). Najgłośniejszym echem odbiło się jednak dokonanie mordu na mieszkańcach wsi Puchaczów. Czynu tego dopuściły się, będące pod komendą „Uskoka”, oddziały: „Wiktora”, „Żelaznego” i Józefa Struga „Ordona”. Impulsem dla dokonania tej zbrodni było doniesienie nowym władzom o
miejscu ukrywania się 3 podkomendnych Uskoka, przez trójkę mieszkańców wsi. Pomimo, że udało się ustalić kto złożył donos, dokonano pacyfikacji i rozstrzelano 21 jej mieszkańców, wcześniej
sporządzając listę przyszłych ofiar. Sam Broński, uważał mord w Puchaczowie za krwawy, ale konieczny.

Prezydent Polski Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie 5 marca 2008 Krzyżem Komandorskim z
Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.”
Źródło : http://pl.wikipedia.org/wiki/Zdzisław_Broński

No tak, równanie jednych ofiar z drugimi to faktycznie jest relatywizm w opinii tych osób.

Korekta i Reedycja: SyoTroll 29-07-2013

Arabskie straty spowodowane ich bezprawnymi aktami agresji w 1967 r.

W czerwcu 1967 r. połączone armie Egiptu, Jordanii i Syrii zaatakowały Izrael. Cel został jasno wyrażony przez prezydenta Egiptu: „likwidacja Izraela”. W wyniku tego, co znane jest teraz pod nazwą „wojna sześciodniowa”, Izrael zwyciężył wbrew wszystkim przeciwnościom i zajął terytoria „Zachodniego Brzegu”, Wzgórz Golan i Synaju.

Prawo międzynarodowe wyraźnie odróżnia wojny obronne od wojen napastniczych. Zablokowanie przez Egipt drogi wodnej, Cieśniny Tirańskiej, które uniemożliwiło dostęp do południowego portu Izraela Ejlatu – było aktem agresji, który był przyczyną wojny sześciodniowej w 1967 r.

Ponad sześć dekad po wojnie 1948 r. i ponad cztery po tej 1967 trudno sobie wyobrazić tragiczne okoliczności w jakich znajdował się Izrael i cenę jaką zapłacił, by odeprzeć ataki sąsiadów.

W 1967 r. połączone armie arabskie miały 465 000 żołnierzy, ponad 2 280 czołgów i 810 samolotów gotowych do wspólnego ataku na Izrael. Izrael w obliczu bezpośredniego zagrożenia likwidacją zmuszony był powołać się na prawo do samoobrony, jedną z podstawowych zasad prawa międzynarodowego zawartą w Art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych. Izrael 5 czerwca rozpoczął zaskakujące prewencyjne uderzenie lotnictwa na Egipt (historycy wskazują, że bezpośrednim impulsem do rozpoczęcia działań właśnie 5 czerwca było ostrzelanie przez egipską artylerię o świcie tego dnia żydowskich przygranicznych miejscowości zamieszkałych wyłącznie przez cywilów – red.).

Ma znaczenie kto rozpoczyna wojnę

Art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych jasno przyznaje „naturalne prawo każdego członka Organizacji Narodów Zjednoczonych, przeciwko któremu dokonano zbrojnej napaści, do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony”.

Arabowie chcieliby, żeby świat uwierzył, że w 1967 r. Izrael po prostu obudził się pewnego ranka i zaatakował ich, tym samym kontrola nad Wzgórzami Golan, „Zachodnim Brzegiem” jest nielegalnym skutkiem czynu niezgodnego z prawem – jak inwazja Iraku na Kuwejt w 1991 r.

Przywódcy arabscy „zebrali do kupy” kraje walczące z Izraelem w wojnie sześciodniowej jako jeden „podmiot”, by zaciemnić sprawę. Wskazują na niespodziewany, wyprzedzający atak Izraela na Egipt jako akt „bezprawnej agresji” i dodają, że ta „bezprawna agresja” uniemożliwia terytorialne roszczenia Izraela wg prawa międzynarodowego.

Były prezes Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości prof. Stephen M. Schwebel stwierdza następujące fakty:

„Fakty wojny sześciodniowej czerwca 1967 r. wykazują, że Izrael zareagował defensywnie na groźbę i użycie siły przeciwko niemu przez arabskich sąsiadów. Udowadnia to fakt, że Izrael odpowiedział na wcześniejsze zamknięcie przez Egipt Cieśniny Tirańskiej, jego proklamację blokady izraelskiego portu Ejlat i zagrożenie użycia siły przez ZRA (Zjednoczona Republika Arabska, państwo powstałe 1 lutego 1958 r. przez połączenie Egiptu i Syrii – red.) manifestującego się koncentracją wojska na Synaju w połączeniu z wyrzuceniem Doraźnych Sił Narodów Zjednoczonych (UNEF I). Udowadnia to fakt, że po będącej odpowiedzią izraelskiej akcji przeciwko ZRA, Jordania wszczęła działania wojenne przeciwko Izraelowi. Sugeruje to również fakt, że mimo intensywności wysiłków państw arabskich i ich zwolenników, prowadzonych pod kierownictwem przewodniczącego rady ministrów ZSRR, by uzyskać potępienie Izraela jako agresora przez sprzyjające organy ONZ, te wysiłki spełzły na niczym. Wnioskiem, do którego prowadzą te fakty, jest: izraelski podbój i przejęcie arabskich terytoriów było defensywne, a nie było agresywnym podbojem”.

Egipt w 1967 r.

Cykl wojowniczych czynów państwa arabskiego przed wyprzedzającym i niespodziewanym atakiem Izraela na Egipskie Siły Powietrzne uprawomocnia izraelskie użycie wojska w akcie samoobrony, zgodnie z prawem międzynarodowym.

Egipcjanie byli odpowiedzialni za:

– wydalenie Sił Pokojowych ONZ z Synaju – stacjonujących tam od 1956 r. i sprawujących kontrolę nad strefą buforową po wycofaniu się Izraela z Synaju,

– zamknięcie Izraelowi wyjścia z Morza Czerwonego wbrew postanowieniom Konferencji Genewskiej 1958 r. Prawa Morza w sprawie swobodnej żeglugi „przez cieśniny używane do żeglugi międzynarodowej między częścią morza otwartego a .. morzem terytorialnym obcego państwa” (przez 16 lat Egipt nielegalnie blokował wykorzystanie Kanału Sueskiego przez Izrael),

– niepowodzenie społeczności międzynarodowej w przerwaniu blokady oraz

– skoncentrowanie sił egipskich na Synaju i przesunięciu ich w kierunku granicy z Izraelem.

W 1956 r., gdy Egipt sprowokował Izrael blokadą Morza Czerwonego – paraliżując jego zdolność do prowadzenia handlu morskiego w Afryce i na Dalekim Wschodzie – największe zachodnie mocarstwa wynegocjowały wycofanie się Izraela z Półwyspu Synaj i zgodziły się, że zostaną zachowane prawa Izraela wynikające z Art. 51 Karty Narodów Zjednoczonych, gdyby Egipt w przyszłości zrobił wypady lub nałożył blokady przeciwko Izraelowi.

Zamknięcie przez Egipt Cieśniny Tirańskiej dla izraelskich statków przed 5 czerwca 1967 r. było bezprawnym aktem agresji. Izraelska odpowiedź była uprawnionym aktem samoobrony, zgodnym z prawem zapisanym w Art. 51 Karty NZ i rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 3314.

Wrogowie i krytycy Izraela ignorują lub dla wygody zapominają o faktach, ponieważ Arabowie i ich zwolennicy kontynuują obarczanie winą Izraela za rozpoczęcie wojny 1967 r.

Czy czyny prezydenta Egiptu Gamala Abdela Nasera były wystarczającą agresją, by Izrael mógł skorzystać z prawa do samoobrony?

Odpowiedź można odnaleźć na oficjalnym serwisie internetowym „Jordanian Government14” pod tytułem „Katastrofa 1967”. Opisane są wydarzenia z dni przed 5 czerwca 1967 r., które wyraźnie wskazują, że przynajmniej Jordania oczekiwała od Egiptu rozpoczęcia ofensywnej wojny przeciw Izraelowi. Izrael nie wszedł na „Zachodni Brzeg” dopóki nie został zaatakowany przez Jordanię.

„16 maja Naser zaszokował świat zwracając się do ONZ o wycofanie jego sił z Synaju. Ku zaskoczeniu wielu jego wniosek został uhonorowany dwa dni później. Ponadto prezydent Egiptu zamknął 22 maja Cieśninę Tirańską. Przeczuwająć prawdopodobną wojnę [i] … w odpowiedzi na izraelski atak [na Egipskie Siły Powietrzne] jordańskie siły rozpoczęły natarcie na Izrael, ale szybko zostały wyparte przez kontratak sił izraelskich na Zachodnim Brzegu i w arabskiej Wschodniej Jerozolimie”.

W rzeczywistości Jordania była nielegalnym okupantem „Zachodniego Brzegu” w latach 1948-67 i niekwestionowanym agresorem w 1967 r. Tak więc Izrael działał zgodnie z prawem do samoobrony, gdy wyzwolił i legalnie zajął Judeę i Samarię, czyli tzw. Zachodni Brzeg.

Izrael wyjaśnił Jordanii przez kanały dyplomatyczne ONZ, że powinna trzymać się z daleka od wojny. Stwierdzenie było proste: „Nie zaatakujemy żadnego kraju, chyba że rozpęta przeciwko nam wojnę”. Król Jordanii Husajn przesłał odpowiedź przez wysłannika ONZ: „ponieważ Izrael zaatakował Egipt, [Izrael] otrzyma odpowiedź powietrzem” – wiadomość przyszła w postaci jordańskich nalotów na cele cywilne i wojskowe, ostrzału z dział moździerzowych Jerozolimy i portu lotniczego Ben Gurion przez artylerię dalekosiężną, a później rozszerzenie ostrzału na cały północny Izrael w błędnym przekonaniu, że Arabowie wygrywają. Jeśli Jordania posłuchałaby izraelskiej wiadomości pokoju, zamiast kłamstw Egiptu, że Arabowie wygrywają wojnę, Królestwo Haszymidzkie mogło zachować neutralność w konflikcie. „Wschodnia Jerozolima” i „Zachodni Brzeg” pozostałyby pod kontrolą Jordanii. Jordania była daleka od roli „drugorzędnego gracza” w arabskiej agresji, co próbuje sugerować jej narracja.

Sędzia sir Elihu Lauterpacht napisał w 1968 r., zaledwie rok po wojnie sześciodniowej:

„5 czerwca 1967 r. Jordania atakując część Jerozolimy znajdującą się w rękach Izraela celowo zerwała umowę o zawieszeniu broni (rozejm izraelsko-jordański z 1949 r. – red.). Nie ma mowy by jordańskie działanie było reakcją na jakikolwiek izraelski atak. Miało miejsce mimo jasnych zapewnień Izraela, skierowanych do króla Husajna przez dowódcę ONZ (chodzi o ówczesnego dowódcę sił UNTSO, gen Odda Bulla – red.), że jeśli Jordania nie zaatakuje Izraela, Izrael nie zaatakuje Jordanii. Mimo że oskarżenie o agresję w kontekście wojny sześciodniowej jest chętnie wysuwane wobec Izraela, pozostaje faktem, że nie powiodły się dwie próby uzyskania potępienia Izraela przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w czerwcu-lipcu 1967 r. Wyraźna i uderzająca większość członków ONZ głosowała przeciwko wnioskowi uznania Izraela za agresora”.

Wojny obronne i wojny napastniczne

Prawo międzynarodowe czyni wyraźne rozróżnienie między wojnami obronnymi a wojnami napastniczymi. Wszystkie wojny Izraela z jego arabskimi sąsiadami były wojnami w samoobronie.

Sędzia Schwebel napisał w „What Weight to Conquest?”:

„(a) państwo [Izrael] działając legalnie, korzystając ze swego prawa do obrony może zajmować i mieć w posiadaniu obce terytorium, o ile takie zajęcie i posiadanie jest niezbędne do jego samoobrony;

(b) jako warunek wycofania się z tego terytorium państwo to może wymagać instytucji należytych środków bezpieczeństwa stworzonych by zagwarantować, że terytorium to nie zostanie ponownie użyte do skierowania groźby lub użycia siły przeciwko niemu, które uzasadnia korzystanie z prawa do samoobrony;

(c) jeśli poprzedni posiadacz terytorium [Jordania] zajął je bezprawnie, państwo, które później zdobywa to terytorium korzystając legalnie z prawa do samoobrony, ma, w przeciwieństwie do porzedniego posiadacza, lepszy tytuł prawny do niego”.

„Niedopuszczalność przejęcia terytorium siłą”

Na początku większości rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ dotyczących Izraela czytamy: „Świadomi ustanowionej zasady niedopuszczalności przejęcia terytorium siłą”.

Sędzia Schwebel wyjaśnia, że zasadę „przejęcie terytorium wojną jest niedopuszczalne” należy odczytywać łącznie z innymi zasadami: „… mianowicie, że nie ma legalnego prawa tworzonego przez nieprawość i zasadą Karty, że Członkowie Organizacji Narodów Zjednoczonych powstrzymają się w swoich stosunkach międzynarodowych od groźby albo użycia siły przeciwko integralności terytorialnej lub suwerenności politycznej jakiegokolwiek państwa”.

Czyli po prostu: nielegalna agresja Arabów przeciwko integralności terytorialnej i niepodległości politycznej Izraela nie powinna i nie może być nagradzana.

Sędzia sir Eliahu Lauterpacht, sędzia ad hoc Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, stwierdził w 1968 r.:

„Zmiana terytorialna nie może nastąpić prawidłowo w wyniku ‚bezprawnego’ użycia siły. Jednak pominięcie słowa ‚bezprawne’ jest zmianą merytorycznej istoty reguły i obraca ważne zabezpieczenie zasady prawnej w atut agresora. W przypadku, gdy nie może być użyta siła w celu legalnego zdobycia terrytorium przy tym jeśli terytorium zostało przejęte w wyniku bezprawnego użycia siły, nielegalność tego stanu zostaje oczyszczona przez zakaz użycia siły dla przywrócenia prawowitej suwerenności. Nie może to być uznane za uzasadnione i prawidłowe”.

Prof. Julius Stone, czołowy autorytet prawa międzynarodowego, stwierdził:

„Prawa terytorialne na mocy prawa międzynarodowego. … Przez ich zbrojne ataki na Państwo Izraela w 1948, 1967 i 1973 r. oraz przez różne wojownicze akty w tym okresie, te państwa arabskie zlekceważyły swoje podstawowe obowiązki jako członków Organizacji Narodów Zjednoczonych do powstrzymywania się od groźby lub użycia siły przeciwko integralności terytorialnej i niepodległości politycznej Izraela. Akty te były pogwałceniem Art. 2 ptk 4 i punktów 1, 2 i 3 tego artykułu” (chodzi o Kartę Narodów Zjednoczonych – red.)

„Aruc Szewa” (Op-Eds), 7 czerwca 2013 r.
tłumaczenie izrael.org.il

Źródło: http://www.izrael.org.il/historia/3534-eli-e-hertz-fakty-i-mity-wojny-szesciodniowej.html

Ewangelicka ocena współczesnego katolicyzmu

Co sądzić o Kościele Rzymskokatolickim? Część 1: EWANGELICKA OCENA WSPÓŁCZESNEGO KATOLICYZMU – artykuł Kenneth R. Samples’a, który ukazał się w Christian Research Journal, Zima 1993, s.32). Redaktorem naczelnym Christian Research Journal jest Elliot Miller.

STRESZCZENIE

Aby prawidłowo ocenić Kościół rzymskokatolicki, trzeba najpierw zrozumieć pewne specyficzne cechy socjologiczne współczesnego katolicyzmu. Błędne klasyfikacje katolicyzmu często nie odzwierciedlają ani nie ujmują znacznego zróżnicowania tego Kościoła. Jedność kościoła jest niezwykle ważna, a tymczasem katolicyzm jest niewiarygodnie zróżnicowany. Można o tym Kościele powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest monolitem. Różnorodność tę ilustruje sześć głównych teologicznych „typów” katolików: ultratradycjonaliści, tradycjonaliści, liberałowie, katolicy charyzmatyczni/ewangeliczni, kulturowi i ludowi. Podejmując zatem protestancką ocenę katolicyzmu, zanim przejdzie się do analizy znacznych obszarów różnic, trzeba omówić obszary prawdziwej zgody doktrynalnej między katolicyzmem a protestantyzmem (widocznej zwłaszcza w tekstach wyznań wiary).

GLOSARIUSZ

Encyklika papieska: list z instrukcjami papieża, rozpowszechniany w Kościele.

Fundamentalista: termin ten, podobnie jak „ewangelik”, jest niejednoznaczny. Po raz pierwszy pojawił się w początkach naszego wieku, ale od tamtego czasu jego znaczenie uległo sporej zmianie. Fundamentaliści zawsze byli w Kościele w opozycji do liberałów. Jednak obecnie termin ten łączy się z pewnymi dodatkowymi cechami, jakie odróżniają fundamentalistów od ewangelików. Są to: ogólna podejrzliwość (nieufność) w stosunku do wiedzy; mentalność separatystyczna, odrzucająca wszelkie działania ekumeniczne; ahistoryczna (przecząca wyznaniom wiary) czy też przywróceniowa (restauracyjna) wizja Kościoła; a także sztywne poglądy na temat tego, co oznacza „właściwe postępowanie chrześcijańskie”.

Kontrreformacja: okres reformy i ożywienia w Kościele Rzymskokatolickim, wywołany szesnastowieczną reformacją protestancką. Celem kontrreformacji było powstrzymanie pochodu protestantyzmu przez szczerą reformę Kościoła katolickiego. Reforma ta przejawiła się m. in. w zwołaniu Soboru Trydenckiego (1545-1563) i powołaniu w 1540 roku Towarzystwa Jezusowego (zakonu jezuitów).

Reformacja: szeroki, przede wszystkim religijny ruch w szesnastowiecznej Europie, którego celem była odnowa zachodniego chrześcijaństwa, a który doprowadził do: (1) odrzucenia lub zmiany części rzymskokatolickiej doktryny i praktyk, oraz (2) do powstania chrześcijaństwa protestanckiego. Patrz Roland H. Bainton, The Reformation of the Sixteenth Century (Boston: Beacon Press, 1985).

Jednym z najbardziej kłopotliwych zagadnień, z jakimi stykają się protestanci, jest zrozumienie, ocena i wreszcie klasyfikacja Kościoła Rzymskokatolickiego. Niewiele jest kwestii równie kontrowersyjnych, co protestancka wizja katolicyzmu i stosunek do niego. W tej sprawie między konserwatywnymi protestantami brak uniwersalnej zgody czy konsensusu. Opinie wahają się między dwiema skrajnościami.

Z jednej strony, niektórzy hołdują optymistycznemu, ale wyraźnie naiwnemu ekumenizmowi, który nie widzi poważnych różnic między Kościołem rzymskim a historycznym protestantyzmem. Osoby takie postrzegają katolicyzm jako autentyczne chrześcijaństwo, natomiast ignorują w dużej mierze kontrowersje doktrynalne, które wznieciły szesnastowieczną reformację. Wydaje się, że biorą pod uwagę jedynie rozległe obszary, w których protestanci i katolicy są zgodni. Druga skrajność to protestanccy fundamentaliści, z wściekłością demaskujący katolicyzm. Grupa ta (zazwyczaj pod przewodnictwem krzykliwych byłych katolików) odrzuca katolicyzm jako absolutnie niebiblijną, szatańską instytucję. Uważa Kościół rzymski nie tylko za skrzywiony doktrynalnie, lecz także za przyczynę wielu (lub większości) społecznych, politycznych i moralnych wypaczeń współczesnego świata. Frakcja ta, prawdziwie „antykatolicka”, uważa Kościół katolicki za „nierządnicę babilońską”, pseudochrześcijańską religię czy sektę. Skupia się wyłącznie na tych doktrynach, które ostro dzielą protestantów i katolików.

Jestem przekonany, że większość ewangelickich uczonych, którzy znają się na katolicyzmie, nie czułaby się dobrze na żadnej z tych pozycji. Jednak niestety te dwa obozy często zachowują się tak, jakby ich poglądy były oczywiste i wyczerpujące. Oba (a zwłaszcza antykatolicy) właściwie wykluczają każdego, kto nie opowie się jasno po ich stronie. Jeśli ktoś krytykuje katolicyzm ze względu na reformacyjne różnice doktrynalne, pierwszy obóz oskarża taką osobę o podtrzymywanie podziałów, o brak poparcia dla jedności chrześcijan. Natomiast jeśli ktoś broni pewnych katolickich przekonań jako prawdziwie chrześcijańskich, drugi obóz zarzuca mu zdradę reformacji i bratanie się z wrogiem. Oba obozy nie dostrzegają, że pomiędzy skrajnościami istnieje jeszcze inne rozwiązanie, które można zaakceptować.

Celem tego cyklu artykułów jest wprowadzenie niezbędnego elementu równowagi do tej ważnej dyskusji. Chcemy uczynić to w następujący sposób: po pierwsze, postaramy się dobrze zrozumieć współczesny katolicyzm, badając niektóre wyjątkowe pod względem socjologicznym cechy religii katolickiej. Rozważymy rozmiary i sferę wpływów Kościoła katolickiego, a także jego jedność i kontrastującą z nią różnorodność. Przyjrzymy się głównym teologicznym typom czy klasyfikacjom katolików, oraz zbadamy wyjątkowość amerykańskiego Kościoła katolickiego. Po drugie, rozpoczniemy naszą teologiczną ocenę katolicyzmu od zagłębienia się w zwyczajowe obszary zgody pomiędzy klasycznym katolicyzmem a historycznym protestantyzmem.

W części drugiej rozważymy poważne problemy związane zarówno z antykatolicką, jak i bezkrytycznie ekumeniczną protestancką wizją katolicyzmu. Następnie, w części trzeciej i czwartej, dokładnie przebadamy najważniejsze doktryny, dzielące katolików i protestantów. Na zakończenie wyciągniemy wnioski co do tego, jak ewangeliczni protestanci powinni postrzegać rzymskich katolików.

Będziemy starali się unikać skrajnych i błędnych klasyfikacji katolicyzmu, opisanych powyżej, przeprowadzając rzetelną ocenę, oczywiście z perspektywy ewangelickiej, w oparciu o główne założenia protestanckiej reformacji.

Definicja pojęcia „ewangelicki”

Zanim przejdziemy do ewangelickiej oceny katolicyzmu, musimy określić, co rozumiemy przez często szerokie i niejasne pojęcie „ewangelicki”. Termin ten pochodzi od greckiego rzeczownika euangelion, który przetłumaczono jako „dobra nowina”, „radosne wieści” lub „ewangelia”. Dlatego w najbardziej podstawowym znaczeniu, bycie ewangelicznym [*] chrześcijaninem oznacza uwierzenie i zwiastowanie Ewangelii (dobrej nowiny o tym, że grzeszna ludzkość może znaleźć zbawienie w życiu i śmierci Chrystusa [1Kor 15, 1-4]).

Jeśli jednak tylko tyle wystarczałoby do bycia ewangelikiem, właściwie każda chrześcijańska grupa uzurpowałaby sobie prawo do tego tytułu. Oczywiście termin ten ma głębsze historyczne i teologiczne znaczenie. Korzenie historyczne i podstawy doktrynalne, kryjące się za ewangelicznym chrześcijaństwem, dobrze ujął luterański teolog i apologeta John Warwick Montgomery:

Moim zdaniem, „ewangelików” łączy nie przynależność do tego samego protestanckiego wyznania, ale ich głębokie przywiązanie do pewnych wspólnych teologicznych dogmatów i twierdzeń. Te ostatnie można w skrócie ująć następująco:

Przekonanie, że jedynie Biblia zawiera obiektywnie bezbłędne Boże objawienie, skierowane do człowieka.

Przyjęcie ekumenicznych wyznań wiary, jako wyrażających trynitarne jądro religii biblijnej.

Przekonanie, że wyznania reformacyjne odpowiednio przekazują soteriologiczną istotę biblijnego przesłania, czyli zbawienie jedynie z łaski przez wiarę w odkupieńczą śmierć i zmartwychwstanie Boga-człowieka Jezusa Chrystusa.

Nacisk na osobistą, dynamiczną, żywą społeczność z Chrystusem i bycie Jego świadkiem wśród niewierzących.

Oraz silna perspektywa eschatologiczna. Członek dużego, „globalnego” kościoła, czy małego „oddzielonego” organizmu, anglikanin czy zielonoświątkowiec, każdy ewangelik czuje się u siebie tam, gdzie panuje opisana wyżej atmosfera teologiczna [1].

To zwięzłe podsumowanie przekonująco przybliża system wierzeń, stojący za autentycznym chrześcijaństwem ewangelickim. Jest to zarazem szeroka podstawa, którą ewangelicy uznają za kamień węgielny chrześcijaństwa. To właśnie z takiej historycznie ewangelickiej perspektywy rozpoczniemy ocenę współczesnego rzymskiego katolicyzmu.
ZROZUMIEĆ WSPÓŁCZESNY KATOLICYZM

Najbardziej rzucające się w oczy cechy katolicyzmu to jego imponujące rozmiary, szeroka sfera wpływów, jego jedność i kontrastująca z nią różnorodność. Przeprowadzenie oceny każdej z tych cech pozwoli nam lepiej zrozumieć współczesny katolicyzm.
Rozmiary.

Wielkość Kościoła rzymskiego jest zdumiewająca. Rzymscy katolicy to zaledwie niecałe osiemnaście procent (17,7%) ludności świata. Natomiast pod względem zasięgu Kościół ten jest naprawdę ogólnoświatowy, ma bowiem parafie właściwie w każdej części globu. Na każdym kontynencie, może z wyjątkiem Azji, są duże skupiska katolików. Oto kilka danych procentowych: Afryka – 13,9%; Ameryka Pn. – 24,2%; Ameryka środkowa – 86,6%; Ameryka Pd. – 88,9%; Europa – 39,9%; Oceania – 26,5%; Azja – 2,7% [3].

Rzymscy katolicy są liczniejsi niż członkowie pozostałych dwóch odłamów historycznego chrześcijaństwa razem (czyli liczniejsi od prawosławnych i protestantów). W przybliżeniu na świecie jest tylu katolików, ilu muzułmanów. Obecnie społeczność katolicka w USA liczy powyżej 55 mln osób (co stanowi ok. 22% amerykańskiego społeczeństwa) [4], niektóre szacunki Instytutu Gallupa wskazują, że liczba ta może być znacznie większa [5]. Dla porównania, drugą pod względem liczebności chrześcijańską denominacją w USA są baptyści, których jest ok. 14 milionów.
Sfera wpływów.

Wszystkich wpływów, jakie Kościół katolicki wywierał i wywiera na świat, nie da się zliczyć. Jedną z największych sił oddziałujących na zachodnią cywilizację był bez wątpienia rzymski katolicyzm. Pod wieloma względami kulturę europejską kształtowały bezpośrednio wydarzenia mające związek z Watykanem. Od IV wieku aż do dziś, myśl rzymskokatolicka miewała doniosły wpływ na politykę, gospodarkę, historię, naukę, szkolnictwo, teologię, filozofię, literaturę, sztukę i liczne inne dziedziny kultury. Przez wieki Kościół miał olbrzymią władzę, dzięki której często niósł ludzkości oświecenie i dobro, ale która równie często prowadziła do korupcji i tyranii [6].

Choć współczesny katolicyzm nie sprawuje już takiej kontroli nad zachodnią kulturą, jak w średniowieczu, to jest wciąż – jak zauważył znakomity historyk z Uniwersytetu Yale, Jaroslav Pelikan – „najgroźniejszą instytucją religijną w historii Ameryki i świata” [7]. Ewangelicy powinni interesować się katolicyzmem choćby z powodu jego ogromnych rozmiarów i olbrzymiej sfery wpływów. Ten system myśli religijnej i filozoficznej o szerokich podstawach władał sercami i umysłami milionów ludzi w historii chrześcijaństwa.
Jedność.

Jedność kościoła jest dla katolików szczególnie ważna. Kościół katolicki uważany jest za jednolity. Tę właśnie jedność katolicy mają na myśli, gdy mówią o czterech cechach Kościoła: (1) jeden, (2) święty, (3) katolicki i (4) apostolski. Teoretycznie jedność może w Kościele wyrażać się na wiele sposobów: w jedności doktryny, nauk etycznych, w widocznej, konkretnej instytucji, w historycznej ciągłości i w sakramentach [8]. Z pewnością w dużej mierze swoją siłę katolicyzm przez wieki czerpał z poczucia jedności i z ciągłości historycznej. Wielu konwertytów na katolicyzm podaje te cechy jako główną przyczynę, dla której zgadzają się z roszczeniami Kościoła rzymskiego.

Katoliccy apologeci często używają argumentu, że to właśnie jedność pozwala uznać Kościół rzymski za jedyny prawdziwy kościół Jezusa Chrystusa. I pod wieloma względami Kościół katolicki ma się lepiej, jeśli chodzi o jedność, niż jego rywal – protestantyzm. Jednak protestanci replikują, że – o wiele silniej niż Rzym – są zjednoczeni wokół autentycznej doktryny apostolskiej. Co więcej, gdyby ten katolicki argument brać poważnie, to można by wskazać, że Kościół prawosławny wydaje się bardziej konsekwentnie zjednoczony niż Kościół rzymski. Niezależnie od wszystkiego, tak silny nacisk katolików na jedność wywołuje u wielu niekatolików wrażenie, jakoby Kościół katolicki był monolitem, absolutnie jednolitym w wierzeniach i praktykach, któremu rytm marszu wyznacza jedna, zawsze ta sama melodia.
Różnorodność.

Katolicyzm prawdopodobnie nigdy nie był takim monolitem, za jaki uważali go ludzie z zewnątrz. Jednak nawet 50 lat temu wciąż miał wiele sztywnych cech struktury monolitycznej. Wydaje się, że epoka niezmienności i stałości skończyła się wraz z rozpoczęciem Soboru Watykańskiego Drugiego (1962-65). Sobór ten dokonał w Kościele prawdziwej rewolucji [9]. Dotyczyła ona nie tyle doktryny, ile perspektyw. Vaticanum II „wpuściło do Kościoła wicher zmian”, z których zrodziła się praktyka – i większa tolerancja dla różnorodności [10]. W minionych czasach miarą tego, czy jest się katolikiem, było podporządkowanie nauczaniu i dyscyplinie Magisterium Kościoła. Jednak od Soboru Watykańskiego II bycie katolikiem może oznaczać bardzo różne rzeczy.

Współczesny Kościół katolicki jest niewiarygodnie zróżnicowany. Stopniem zróżnicowania dorównuje protestantyzmowi. Różnorodność ta przejawia się w istnieniu wielu „typów” katolików, jakie można spotkać w Kościele. Podczas gdy genus (rodzaj) pozostaje katolicki, to istnieje kilka różnych species (gatunków). Ewangelicki teolog Kenneth Kantzer nazywa to zjawisko „katolickim montażem”.
Różne rodzaje katolików

Przedstawionych niżej „odmian” współczesnych katolików nie należy brać za dokładną klasyfikację. Nie każdy katolik pasuje do wyraźnie określonego typu – raczej typy te zachodzą na siebie (dlatego niestety czasem zewnętrzni obserwatorzy łączyli całkiem odmienne punkty widzenia). Poza tym, omówione niżej typy odzwierciedlają zarówno ocenę socjologiczną, jak i teologiczną i najlepiej rozumieć je w kategoriach paradygmatu (czyli jako przykłady czy modele).
Katolicy ultratradycyjni.

Ultratradycjonaliści uważają się za katolików nierewizjonistycznych. Są bardzo krytycznie nastawieni do zmian, jakie przyniosło Vaticanum II i woleliby, aby Kościół powrócił na dawne tory. Bywają radykalni w obronie „starodawnego” katolicyzmu. Przykładowo, byliby szczęśliwi, gdyby mszę (liturgię skupioną wokół Eucharystii) dalej odprawiano po łacinie. Bardzo szanują tradycję i hierarchię kościelną (chyba że hierarchia wdepnie im na ich nierewizjonistyczny odcisk). Propagują klasyczny katolicyzm, jaki wyłaniał się z dawnych wyznań wiary soborów, dokumentów soborowych (tj. dokumentów uchwalonych na soborach) i papieskich encyklik (czyli listów).

Są najczęściej podejrzliwi i nietolerancyjni wobec innych grup w łonie katolicyzmu.

Jednym z najbardziej sztandarowych ultratradycjonalistów był szwajcarski arcybiskup Marcel Lefebvre, który stwierdził, że reformy Soboru Watykańskiego Drugiego „biorą się z herezji i do herezji prowadzą” [11]. Piastując godność arcybiskupa, Lefebvre nadal – mimo zakazu papieża – wyświęcał księży, mszę zaś odprawiał w formie ustalonej na kontrreformacyjnym Soborze Trydenckim, a nie w formie współczesnej [12].

Niewzruszeni w przekonaniach i w przywiązaniu do nierewizjonistycznego katolicyzmu ultratradycjonaliści są nieliczni, nie mają też większego wpływu na Kościół. Należałoby ich postrzegać jako najbardziej skrajną grupę w obozie tradycyjnym.
Tradycjonaliści.

Tradycjonaliści to często trzon kościelnej hierarchii. W artykule wstępnym czasopisma Christianity Today opisano tę grupę następująco: „Ten ważny człon Kościoła, silny zwłaszcza wśród laikatu kościołów narodowych, starszego duchowieństwa, biskupów i hierarchów, kładzie nacisk na całość nauki rzymskokatolickiej i na posłuszeństwo Kościołowi, zgodnie ze wskazaniami papieży” [13]. Tradycjonaliści krytykują kościelny liberalizm i modernizm, ale ogólnie akceptują reformy Vaticanum II. Choć po tym soborze ich wpływ na Kościół nieco zmalał, to za pontyfikatu Jana Pawła II wzrósł na nowo. Obecnego papieża można ze względu na wiele jego decyzji dotyczących Kościoła uważać za postępowego, lecz rdzeń jego poglądów doktrynalnych jest tradycyjnie katolicki. Widać to szczególnie w jego przekonaniach dotyczących Dziewicy Marii.
Katolicy liberalni.

Ta grupa wyraźnie odeszła od tradycyjnego katolicyzmu, a można nawet powiedzieć, że w ogóle od tradycyjnego chrześcijaństwa. Choć katolicy liberalni różnią się między sobą pod względem oddalenia od klasycznego katolicyzmu, to – podobnie jak liberałowie protestanccy – bardzo przyczynili się do rozwoju (od czasów oświecenia) racjonalistycznego ateizmu. Właściwie zastąpili autorytet Biblii i Kościoła autorytetem ludzkiego rozumu.

Wielu liberalnych uczonych katolickich, jak np. Niemiec Hans Küng, kwestionuje nieomylność papieża, soborów i Biblii. Inni poszli jeszcze dalej, odrzucając tradycyjne wierzenia chrystologiczne i cuda opisane w Nowym Testamencie, oraz niemal zupełnie porzucając ortodoksję ekumenicznych wyznań wiary. Liberałowie kwestionują także kościelną praktykę wyświęcania jedynie mężczyzn, a wielu z nich odrzuca nauczanie Kościoła w takich kwestiach, jak antykoncepcja, aborcja i homoseksualizm.

Niektórzy członkowie obozu liberalnego, zwłaszcza w Ameryce Pd., byli bardzo związani z tzw. teologią wyzwolenia. Teologia ta tłumaczy Ewangelie w kategoriach wyzwolenia od biedy i ucisku społecznego oraz utworzenia nowego społeczeństwa – zazwyczaj zgodnie z wytycznymi marksizmu [14]. Katolicy przyjmujący teologię wyzwolenia często zupełnie lekceważą zagadnienia teologii tradycyjnej.

Kolejnym podzbiorem szerszej kategorii katolików liberalnych są zwolennicy czegoś, co można by określić jako katolicyzm „z mistyką Wschodu” lub katolicyzm „New Age”. Grupa ta próbuje połączyć duchowość katolicką i New Age. Ortodoksyjne chrześcijańskie przekonania dotyczące Boga i Chrystusa często (choć w różnym stopniu) zastępowane są przeróżnymi wierzeniami New Age, takimi jak panteizm (Bóg jest wszystkim i wszystko jest Bogiem), panenteizm (Bóg przenika świat, a świat przenika Boga), koncepcja Kosmicznego Chrystusa (wszechobecnego, bezosobowego ducha lub siły kosmicznej). Prawdopodobnie najważniejszym „katolickim guru” jest ksiądz Matthew Fox z Dominikany, głoszący „duchowość ukierunkowaną na stworzenie” [15].

Od czasów Soboru Watykańskiego Drugiego obóz liberalny, jako całość, znacznie się rozrósł, zwłaszcza w kręgach kościelnych uczonych, nieco mniej wśród laikatu (choć zarówno w teologii wyzwolenia jak i w New Age duży jest udział ludzi świeckich). Papież Jan Paweł II próbował ograniczyć wpływy liberalne, nakładając kary na niektórych najbardziej otwarcie się wypowiadających uczonych liberalnych (np. ukarał i Künga, i Foxa). Rozłam ten spotkał się z pewnym oporem, zwłaszcza w Ameryce.
Katolicy charyzmatyczni/ewangeliczni.

W 1992 roku minęło ćwierć wieku od powstania katolickiego charyzmatycznego ruchu odnowy. Po skromnych początkach (w roku 1967 w Pittsburghu, Pensylwania) odrodzenie w Kościele zaczęło na przełomie lat 60-tych i 70-tych rozkwitać. Mimo niewielkiego załamania w latach 80-tych, ruch odnowy to obecnie jedna z najbardziej pełnych energii sił w Kościele katolickim. Szacuje się, że w odnowę zaangażowało się ok. 10 milionów amerykańskich katolików, na całym świecie zaś – 50 do 65 milionów osób [16]. Obecnie katolicy stanowią przeszło 1/5 światowego zielonoświątkowego ruchu charyzmatycznego.

Podobnie jak członkowie wspomnianego wyżej szerszego ruchu, także katolicy charyzmatyczni podkreślają znaczenie charyzmatów, czyli darów Ducha Świętego, znaczenie chrztu w Duchu Świętym i życia przepełnionego Duchem. Charyzmatyczni katolicy mają ewangeliczne poglądy, kładą nacisk na osobistą wiarę i zaufanie Chrystusowi, oraz na pewność zbawienia [17]. Teolog reformowany J. I. Pacher komentuje charyzmatyczny katolicki pietyzm następująco:

Jest faktem, że w charyzmatycznym katolicyzmie radosna wiara w Chrystusa-Zbawiciela, a także pełna miłości wspólnota ze zmartwychwstałym Jezusem powoduje odejście od tradycyjnego skupienia na ponurej dyscyplinie samozaprzeczeń i cierpienia, niweluje także niepokoje dotyczące zasług i przeznaczenia, wyrastające z twierdzeń Soboru Trydenckiego. Czy doktryna katolicka – taka, jaką zdefiniował Sobór Trydencki – dopuszcza pewność zbawienia opartego na usprawiedliwieniu przez wiarę raz na zawsze? I protestanckie, i katolickie opinie na ten temat są różne. Mimo to charyzmatyczni katolicy najwyraźniej mają tę radosną pewność, a jednocześnie udaje im się prowadzić życie pokorne, ze świadomością grzechu i pełne żalu często lepiej, niż protestantom. Poza tym, nauka o życiu chrześcijańskim jest u protestantów i u charyzmatycznych katolików w istocie taka sama. Czyż to nie dobry znak na przyszłość? [18]

Jest faktem, że wielu charyzmatycznych katolików określa siebie samych jako „nowonarodzonych, wypełnionych Duchem”.

Charyzmatyczni katolicy nie tylko są pietystami, ale skłaniają się też ku przyznaniu Pismu Świętemu większego autorytetu w ich osobistym życiu. Jednak wielu charyzmatycznych katolików (choć nie wszyscy) ma wielkie nabożeństwo do Marii. Aczkolwiek zagadnienie maryjne stanowi barierę między ewangelicznymi protestantami a charyzmatycznymi katolikami [19], to ci pierwsi mają z pewnością więcej wspólnego z katolikami charyzmatycznymi niż z jakimikolwiek innymi.

Jednym z najbardziej znanych amerykańskich katolików charyzmatycznych jest wieloletni przywódca ruchu odnowy, Ralph Martin.
Katolicy kulturowi.

Do tej kategorii zalicza się prawdopodobnie większość wyznawców katolicyzmu na świecie. Grupa ta w niczym nie przypomina typów omówionych wyżej. Ich identyfikacja z katolicyzmem jest po prostu bardziej uwarunkowana kulturowo i społecznie, niż religijnie. Bez przesady można ich nazwać katolikami „od kołyski do grobu”. Często pochodzą z rodzin latynoskich, irlandzkich, polskich lub włoskich – dlatego są chrzczeni, biorą ślub i zostają pochowani w obrządku katolickim – ale sprawami duchowymi interesują się niewiele bądź wcale.

Katolicy kulturowi nie rozumieją katolicyzmu, ani nie kierują się na poważnie jego wskazaniami etycznymi, a mimo to mają do Kościoła katolickiego podejście emocjonalne. Na mszę chodzą z przyzwyczajenia lub pod naciskiem rodziny, a nie z potrzeby religijnej. Bycie katolikiem to dla nich część dziedzictwa kulturowego (zdarza się, że jednocześnie mają świeckie lub humanistyczne przekonania). Niewiele różnią się w tym od niektórych Żydów, którzy są nimi etnicznie czy kulturowo, nie mają zaś nic wspólnego z judaizmem. Podobnie jak można spotkać kogoś, kto jest luteraninem tylko dlatego, że urodził się w Niemczech, albo anglikaninem, bo pochodzi z rodziny brytyjskiej. Zatem podejście kulturowe zdarza się też wśród protestantów. Nominalni katolicy, tak samo jak nominalni protestanci, nie rozumieją chrześcijaństwa i nie są związani z Jezusem Chrystusem. Z całym należnym szacunkiem, wydaje się, że do modelu katolika kulturowego dobrze pasował prezydent John F. Kennedy [20].
Katolicy ludowi.

Można ich spotkać najczęściej w Ameryce Środkowej i Południowej. W poglądach i praktykach religijnych są bardzo eklektyczni. Często do tradycyjnego, średniowiecznego katolicyzmu włączają elementy religii animistycznych lub naturalistyczno-kulturowych (prymitywnych wierzeń, łączących siły natury z niezliczonymi duchami). Powstaje z tego synkretyczny koszmar. Ludzie z krajów takich, jak Brazylia, Kolumbia czy Argentyna często oddają się praktykom złożonym z politeizmu, okultystycznego spirytyzmu i zabobonnego katolicyzmu. Ten duchowy „szwedzki bufet” zniewolił miliony latynoamerykańskich chłopów.

Oczywiście oficjalna nauka katolicka nie sankcjonuje tego typu synkretycznej religijności. Jednak wydaje się, że do pewnego stopnia Kościół katolicki nie jest bez winy. Po pierwsze, zlekceważył nieudane próby przekonania tych ludzi, by odrzucili wszelkie formy pogaństwa i zaufali wyłącznie trójjedynemu chrześcijańskiemu Bogu [21].

Po drugie, do omawianego problemu bardzo przyczyniły się niezdrowe i niebiblijne aspekty katolickiego pojmowania społeczności świętych (czyli wiara w jedność i współpracę wierzących tego i przyszłego świata). Nawet w Stanach Zjednoczonych niektórzy katolicy praktycznie oddają cześć boską świętym, a Kościół nie przedsięwziął żadnych ostrych środków, by usunąć ten poważny problem bałwochwalstwa. Jest jeszcze gorzej, jeśli chodzi o kult Marii, gdyż miliony katolików codziennie dopuszczają się bałwochwalstwa, oddając cześć boską dziewicy Marii. Oczywiście jest to sprzeczne z oficjalną nauką Kościoła (czyli nauką ustaloną przez Watykan jako obowiązująca doktryna katolicka), ale Kościół katolicki tą sprawą się nie zajął. Jeśli Kościół rzymski naprawdę chciałby przekonać protestantów, że jedynie szanuje Marię, ale nie oddaje jej czci boskiej, to musiałby zareagować i powstrzymać to straszne bałwochwalstwo.

Po trzecie, otwarcie Soboru Watykańskiego Drugiego na religijny pluralizm znacznie rozjątrzyło problem synkretyzmu. Jak wykazał wpływowy niemiecki teolog Karl Rahner, koncepcje takie, jak „anonimowy chrześcijanin” (wiara w możliwość zbawienia tych, którzy nie wyznają chrześcijaństwa, czyli nawet wyznawców religii niechrześcijańskich) mają dotkliwe i nieszczęśliwe reperkusje [22].

Omówiliśmy sześć różnych gatunków jednego rodzaju: rzymskiego katolicyzmu. Oczywiście we współczesnym katolicyzmie istnieją jeszcze inne punkty widzenia, my wskazaliśmy te, które wydają się nam najważniejsze. Teraz zajmiemy się amerykańskim Kościołem katolickim.
Katolicyzm amerykański

Amerykanie w ogóle mają inny etos, niż reszta świata, więc katolicy amerykańscy też różnią się sposobem myślenia od innych katolików. Są – mówiąc pokrótce – bardziej niezależni i bardziej wybiórczo traktują swoją religię. Oczywiście taka postawa powoduje, że wielu amerykańskich katolików kieruje się nie autorytetem Kościoła, lecz jedynie własnym sumieniem, zwłaszcza w kwestiach dotyczących seksu i sposobu życia. W 1990 roku Narodowa Konferencja Biskupów Amerykańskich tak zaniepokoiła się coraz liczniejszymi atakami na Kościół amerykański zwolenników wolnego wyboru, że wynajęła firmę marketingową, zlecając jej „skierowanie uwagi opinii publicznej na kwestię aborcji” [23]. (Nawiasem mówiąc, była to ta sama agencja, która wspomagała prezydenta Ronalda Reagana!)

Indywidualizm amerykańskich katolików tak komentuje Russel Chandler:

Amerykańscy katolicy wolą raczej kierować się własnym sumieniem lub przekonaniami, niż bezkrytycznie zgadzać się z wypowiedziami papieża. Najbardziej widać to w kwestiach seksu i stylu życia. Znakomita większość amerykańskich katolików nie zgadza się z kościelnym zakazem antykoncepcji i opowiada się za wolnym (do pewnego stopnia) wyborem w sprawie aborcji.

Wielu katolików zgadza się też z dysydenckim teologiem, ojcem Charlesem Curranem, który twierdzi, że homoseksualizm, masturbacja, seks przedmałżeński i rozwód nie zawsze są grzechem. (Ok. 23% katolików w USA jest rozwiedzionych, z czego połowa ponownie zawarła związek małżeński) [24].

To wyraźny dowód, że amerykańscy katolicy mają skłonność do chodzenia własnymi drogami. Oczywiście wśród księży i laikatu istnieje znaczny opór wobec takiej postawy [25]. To także pozwala sobie uzmysłowić, jak silne w Kościele amerykańskim są nurty liberalne i kulturowe. Amerykański katolicyzm, podobnie jak całe tamtejsze chrześcijaństwo, cierpi wskutek postępującej sekularyzacji i społeczeństwa, i Kościoła.

Kolejnym problemem katolicyzmu światowego, ale zwłaszcza amerykańskiego, jest zmniejszająca się liczba powołań kapłańskich i zakonnych. Według jednego z oszacowań, w 1990 roku 10% amerykańskich parafii nie miało księdza na stałe. Problem jest tym bardziej palący, że amerykański Kościół wciąż szybko rośnie. Mężczyźni, którzy nie zdecydowali się na kapłaństwo, jako główny powód takiej decyzji wymieniają stawiany przez Kościół wymóg zachowania celibatu. Tym bardziej jątrzy się i tak już rozogniona kwestia ordynacji kobiet. Jednak – co pozytywne – mniejsza ilość powołań doprowadziła do wyraźnego zwiększenia udziału świeckich w posłudze duszpasterskiej. Od 1989 roku „biskupi są upoważnieni do wyznaczania diakonów, nieordynowanych sióstr i braci oraz świeckich, którzy mogą prowadzić modlitwę, czytać Pismo św., a także udzielać Komunii, jeśli dostępne są chleb i wino konsekrowane przez księdza.” [27] We współczesnym Kościele świeccy spełniają wiele obowiązków, kiedyś zastrzeżonych wyłącznie dla księży.

Niezmiennie mocnym punktem amerykańskiego katolicyzmu jest system edukacyjny. Szkoły podstawowe, średnie i wyższe, prowadzone przez Kościół katolicki, należą do najlepszych w kraju.

Oceniwszy i zrozumiawszy liczne oblicza współczesnego rzymskiego katolicyzmu, możemy teraz zająć się jego badaniem z perspektywy teologicznej.
OCENA Z EWANGELICKIEGO PUNKTU WIDZENIA

Chcąc ocenić wiarę rzymskokatolicką, musimy najpierw ustalić, o której wierze mówimy, ponieważ – jak pokazała wcześniejsza dyskusja – katolicyzm obecnie bardziej przypomina składankę niż monolit. Jednak choć wiele jest sprzecznych współczesnych interpretacji wiary katolickiej, to istnieje też tzw. „oficjalna nauka Kościoła”. Jest ona pod wieloma względami płynna, ale przedstawia to, co można uznać za klasyczne, czy też ortodoksyjne stanowisko Kościoła katolickiego. Musimy zatem skupić się na katolicyzmie klasycznym (ortodoksyjnym), jaki można znaleźć w dawnych wyznaniach wiary, soborach i w oficjalnych dokumentach Kościoła, interpretowanych przez jego Magisterium.
Stojąc na wspólnym gruncie

Ocenę katolicyzmu dobrze jest zacząć od licznych doktryn, co do których klasyczny katolicyzm i historyczny protestantyzm są zgodne. Doktrynalną zgodę widać przede wszystkim we wzajemnym uznaniu i wierności wielkim ekumenicznym wyznaniom wiary historycznego chrześcijaństwa. Wyznania te, podsumowujące istotę prawdy chrześcijańskiej [28], odmawiane są w świątyniach i katolickich, i protestanckich. Ortodoksyjni katolicy i protestanci zgadzają się w takich sprawach, jak: trójjedyna natura Boga, uznanie Boga za najwyższego, jedynego Stworzyciela świata i jedyną istotę ten świat podtrzymującą, wiara we wcielenie Chrystusa jako Boga-człowieka, w Jego narodzenie z dziewicy, w świadectwa cudów, w odkupieńczą śmierć na krzyżu, cielesne zmartwychwstanie, wniebowstąpienie, powtórne przyjście w chwale, a także w Jego sąd nad ludzkością i zmartwychwstanie ludzi. Katolicy i protestanci zgadzają się też, że Duch Święty jest Osobą Boską i zaangażowany jest w dzieło zbawienia; uznają grzeszną naturę człowieka, potrzebę łaski i zbawienia; ufają, że Bóg zachowuje i prowadzi Kościół chrześcijański. I – choć wyznania wiary nie mówią o tym wprost – oba odłamy bardzo cenią Pismo św., uznając Stary i Nowy Testament za natchnione i nieomylne.

Oczywiście obie tradycje mają wiele wspólnego, na co jednak rzadko zwraca się uwagę. Większość dyskusji skupia się niemal wyłącznie na różnicach, które bez wątpienia są znaczne, jak przekonamy się później. Ale równie ważne są też punkty wspólne. Nie powinniśmy przechodzić obok nich obojętnie tylko dlatego, że istnieją też poważne różnice [29].

Są jeszcze inne obszary zgody doktrynalnej. Przykładowo, wielu uczonych katolickich, których skądinąd można uznać za tradycjonalistów (gdyż stanowczo broną katolickiego ujęcia kwestii autorytetu, natury Kościoła, sakramentów itd.) wyraża się o Ewangeliach w sposób brzmiący bardzo ewangelicko. Zalicza się do nich katolicki filozof i apologeta, Peter Kreeft. Ten płodny autor, którego książki chętnie kupują protestanci, nazywa sam siebie „ewangelickim rzymskim katolikiem” [30]. W książce Podstawy wiary (Fundamentals of Faith) zamieścił takie oto prowokacyjne komentarze:

Jak powinienem odnieść się do Reformacji? Czy usprawiedliwia jedynie wiara, czy też wiara i uczynki? To proste, żadnych sztuczek. W tej kwestii – a jest ona kluczowa – Luter miał rację. Jako katolik mam poczucie winy z powodu rozbicia chrześcijaństwa, bo mój Kościół w XV i XVI wieku zaniedbał głoszenie Ewangelii. Niezależnie od tego, jakie błędy teologiczne popełnił Luter i jakie niezbędne prawdy dotyczące Kościoła odrzucił, odkrył jedną najważniejszą prawdę: usprawiedliwienie jedynie z wiary. Bez tej prawdy grzesznicy nie pojednają się z Bogiem ani nie będzie jedności między podzielonymi dziećmi Boga – katolikami i protestantami.

W dużej mierze Kościół katolicki jeszcze nie dorósł do idei Lutra, ale w równie dużej mierze Kościół protestancki uczynił krok w tył. Często wydaje się, że Kościoły te głoszą jedną z dwóch „innych ewangelii”: ewangelię staromodnego legalizmu albo ewangelię pełnego nowych wymysłów humanizmu. Pierwsza prowadzi do robienia z Bogiem interesów i zarabiania na zbawienie, druga da się streścić w słowach: bądź miły dla wszystkich, a Bóg będzie miły dla ciebie. Oczywiście zdarza się, że Kościół katolicki czy protestancki głosi też prawdziwą, chrześcijańską Ewangelię, lecz nie czyni tego wystarczająco często ani wystarczająco dobitnie, przesłanie rozmywa się i miesza z jedną z „innych ewangelii”. A problem z tymi ostatnimi polega po prostu na tym, że nie są prawdziwe: do niczego nie prowadzą, nie jednoczą człowieka z Bogiem, nie usprawiedliwiają [31].

Kreeft to jeden z coraz liczniejszych uczonych katolickich, którzy dostrzegają słuszność reformacyjnego twierdzenia o zbawieniu z wiary [32]. Dalej Kreeft mówi: „Katolicyzm, podobnie jak protestantyzm, uznaje całkowicie darmową, niezasłużoną, Chrystusową łaskę usprawiedliwienia, której dostępujemy przez wiarę. Dobre uczynki mogą być tylko owocem wiary, odpowiedzią na nowe życie, w którym nie musimy pracować na zbawienie” [33]. Decydującej sprawie usprawiedliwienia przyjrzymy się bliżej w części trzeciej, w tym miejscu trzeba zaś podkreślić, że wielu uczonych katolickich ceni poglądy protestanckich reformatorów. Oczywiście nie oznacza to, że zmieni się oficjalna nauka Kościoła rzymskokatolickiego odnoście usprawiedliwienia, ale trzeba o tym nurcie pamiętać.

Kolejnym punktem, który należy zrozumieć i rozważyć w świetle zgody protestancko-katolickiej, jest fakt, że obecnie ewangeliczni protestanci mają znacznie więcej wspólnego z ortodoksyjnymi katolikami niż z liberalnymi protestantami. Podobnie, ortodoksyjnym katolikom bliżej do ewangelicznych protestantów, niż do katolickich liberałów. Oba Kościoły muszą stawić czoła wyzwaniu religijnego liberalizmu, który pod wieloma względami odrzuca samą istotę chrześcijaństwa.

Mimo istnienia tylu znaczących obszarów zgody, o których pisałem wyżej, wielu ewangelików wciąż trwa w głębokim przekonaniu, że Kościół rzymskokatolicki to niechrześcijańska sekta [34]. Często oskarżają „romanizm”, że jest: (1) apostatycznym systemem religijnym, (2) fałszywą odmianą chrześcijaństwa i (3) największą i najbardziej wpływową sektą niechrześcijańską na świecie. W części drugiej wykażę, dlaczego katolicyzmu nie powinno się zaliczać do sekt. Jednocześnie zwrócę uwagę na pewne aspekty katolicyzmu, które powinny poważnie niepokoić protestantów.

[*] W języku polskim odróżnia się pojęcia „ewangelik” od słowa „ewangeliczny chrześcijanin”. Ten pierwszy termin nawiązuje do tradycyjnego protestantyzmu (luteranizm, kalwinizm). Drugi odwołuje się do tzw. II fali protestantyzmu, lub tzw. Małej Reformacji i dotyczy m.in. takich kościołów jak: Kościół Chrześcijan Baptystów, Kościół Chrystusowe, Kościół Wolnych Chrześcijan czy nawet Kościół Zielonoświatkowy. – Uwaga JZ

[1] John Warwick Montgomery, Ecumenicity, Evangelicals, and Rome, Grand Rapids: Zondervan Publishing House, 1969, 16-18. Podczas gdy ten pisarz ściśle trzyma się zasady pełnej nieomylności Biblii (i uważa, że pogląd zakładający „ograniczoną nieomylność” jest błędny), inni nie kwapią się do potępiania tych, którzy wierzą i praktykują po ewangelicku, tyle że odrzucają nieomylność Pisma św. Dalszą dyskusję na temat właściwej definicji słowa „ewangelicki” znajdziesz w: Walter A. Elwell, ed., Evangelical Dictionary of Theology Grand Rapids: Baker Book House, 1984), pod hasłem „Evangelicalism,” 379-82.

[2] 1993 Catholic Almanac (Huntington, w: Our Sunday Visitor Publishing Division, 1992), 367.

[3] Tamże

[4] Tamże, 436.

[5] Ostatnie badania Instytutu Gallupa szacują, że w USA może być nawet 65 milionów katolików (28% populacji). Patrz Andrew M. Greeley, The Catholic Myth (New York: Macmillan Publishing Company, 1990), 109.

[6] Patrz Williston Walker, A History of the Christian Church (New York: Charles Scribner’s Sons, 1970).

[7] Jaroslav Pelikan, The Riddle of Roman Catholicism (New York: Abingdon Press, 1960), 12.

[8] Peter Kreeft, Fundamentals of the Faith (San Francisco: Ignatius Press, 1988), 245-71. Kreeft omawia jeszcze inne sposoby podkreślania jedności przez Kościół katolicki.

[9] Patrz David F. Wells, Revolution in Rome (Downers Grove, IL: InterVarsity Press, 1972).

[10] George Carey, A Tale of Two Churches (Downers Grove, IL: InterVarsity Press, 1985), 7-15.

[11] Andrew T. LePeau and Noel Becchetti, „Understanding Roman Catholicism,” His Magazine, April 1981, 22-25.

[12] Tamże, 23.

[13] „What Separates Evangelicals and Catholics?” Christianity Today, 25 February 1983, 12-15.

[14] Patrz Ron Rhodes, „Christian Revolution in Latin America: The Changing Face of Liberation Theology,” Christian Research Journal, Winter 1991, 8-14.

[15] Patrz Mitchell Pacwa, S.J., „Catholicism for the New Age: Matthew Fox and Creation-Centered Spirituality,” Christian Research Journal, Fall 1992, 14-19, 29-31.

[16] Julia Duin, „Charismatics on the Pentecostal Trail,” Christianity Today, 22 June 1992, 25.

[17] Stephen Board, „Are Catholic Charismatics ‚Evangelicals’?” Eternity, July 1978, 12-16.

[18] J. I. Packer, „Rome’s Persistent Renewal,” Christianity Today, 22 June 1992, 19.

[19] Patrz Elliot Miller and Kenneth R. Samples, The Cult of the Virgin (Grand Rapids: Baker Book House, 1992).

[20] Patrz Thomas C. Reeves, A Question of Character: A Life of John F. Kennedy (Toronto: The Free Press, 1991).

[21] Niektórzy katoliccy uczeni i księża, poważnie zakłopotani tym synkretyzmem, próbowali w tej kwestii naprawić Kościół latynoski. Jednak Kościół jako całość właściwie zlekceważył ten problem.

[22] Do sprawy religijnego pluralizmu jeszcze w tym cyklu artykułów wrócimy. Dokładniejsze omówienie rahnerowskiej koncepcji „anonimowego chrześcijanina” znajdziesz w: Sinclair B. Ferguson i David F. Wright, red., New Dictionary of Theology (Downers Grove, IL: InterVarsity Press, 1988), pod hasłem „Anonymous Christianity,” 25-26.

[23] „Catholic Soul-Searching in America,” Insight, 14 May 1990, 52.

[24] Russell Chandler, Racing Toward 2001: The Forces Shaping America’s Religious Future (Grand Rapids: Zondervan Publishing House, 1992), 173.

[25] Patrz Richard N. Ostling, „Drawing the Line on Dissent,” Time, 9 July 1990, 62.

[26] Chandler, 168.

[27] Tamże

[28] Niektórzy protestanci, zwłaszcza z Kościołów nie uznających wyznań wiary, czują się niepewnie, gdy ktoś odwołuje się do ekumenicznych chrześcijańskich wyznań wiary jako mających pewne znaczenie. Jednak nie powinni się tak czuć, gdyż – choć oczywiście creda nie są natchnione ani nieomylne i choć w kategoriach autorytetu pełnią funkcję służebną wobec Biblii – to dobrze wyrażają prawdy biblijne i dlatego są twierdzeniami autorytatywnymi. Dokładniejsze omówienie tej kwestii znajduje się w: Robert M. Bowman, Jr., Orthodoxy and Heresy (Grand Rapids: Baker Book House, 1992), 65-66.

[29] Patrz Carey, 61.

[30] Peter Kreeft, „The Catholic Market,” Bookstore Journal, February 1992, 28.

[31] Kreeft, Fundamentals of the Faith, 290.

[32] Patrz Carey, 44.

[33] Kreeft, Fundamentals of the Faith, 291.

[34] Patrz Dave Hunt, „Heeding the Berean Call,” The Berean Call, April 1992; Albert James Dager, „Roman Catholicism: Is It a Cult?” Media Spotlight, 1991.

Samples jest kierownikiem Augustine Fellowship Study Center, Post Office Box 23, Hemet, CA 92543; (909) 654-1429.

Christian Research Journal publikowany jest kwartalnie przez Christian Research Institute (CRI), założony w 1960 roku przez dra Waltera R. Martina. CRI zajmuje się przede wszystkim ogólną obroną wiary, natomiast my ograniczamy nasze badania do tych elementów współczesnej sceny religijnej, które rywalizują z chrześcijaństwem, atakują je lub starają się je podkopać. Dotyczy to sekt (czyli grup odrzucających najważniejsze doktryny chrześcijańskie, np. bóstwo Chrystusa i doktrynę trynitarną); okultyzmu, przy czym skupiamy się głównie na ruchu New Age; głównych religii świata; i wypaczonych nauk chrześcijańskich (czyli tych, które kompromitują lub gmatwają podstawowe prawdy biblijne).

OGRANICZENIA POWIELANIA

Ten plik jest wyłączną własnością Christian Research Institute. Nie może być w żaden sposób zmieniany ani edytowany. Może być reprodukowany jedynie w całości jako „freeware”, za darmo. Wszelkie reprodukcje tego pliku muszą zawierać notę copyright (tj. „Copyright 1994 by the Christian Research Institute”). Pliku tego nie wolno wykorzystywać bez zgody Christian Research Institute w celu odsprzedaży lub podniesienia wartości innego sprzedawanego produktu. Powyższe zastrzeżenie dotyczy całej zawartości pliku, z wyjątkiem krótkich cytatów, nie dłuższych niż 500 słów.

Osoby, które chcą reprodukować mniej niż 500 słów z tego pliku w celu odsprzedaży, lub aby wzbogacić inny sprzedawany produkt, prosimy o umieszczenie następującej informacji o źródle: Copyright (c) 1994 by the Christian Research Institute, P.O. Box 500-TC, San Juan Capistrano, CA 92693.

Źródło: http://apologetyka.com/teologia/katolicyzm/samples-1/?searchterm=None

Oczywiście tekst jest już dość stary ale nie umniejsza to jego wartości. SyoTroll

IPN im. Jacka Kuronia?

Coś o Instytucie Pogardy Nanodowej

Dziennik gajowego Maruchy

Dyskusja, a raczej wysyp ideologiczno-histerycznych oświadczeń i wywiadów po publikacji prof. Andrzeja Romanowskiego w „Polityce” nt. sprawy rtm. Witolda Pileckiego – jest kolejnym dowodem na to, że tzw. polityka historyczna III RP realizowana przez IPN jest w ślepym zaułku. Stworzywszy zestaw „świętych” zaklęć i poczet „świętych” patriotów – IPN wytworzył quasi religię historyczną, która ma to do siebie, że nie znosi debaty, która te dogmaty podważa lub nawet poddaje w wątpliwość.

Tekst prof. Romanowskiego był oczywiście krytyką IPN, co zresztą nie jest niespodzianką, bo ten uczony czyni to od lat. Romanowski uczynił to dając za przykład rtm. Witolda Pileckiego – dał tym powód do ataku na siebie na wszystkich frontach, łącznie z oficjalnym komunikatem IPN, co często się nie zdarza.

Co tak rozsierdziło pracowników IPN – Jacka Pawłowicza, Tomasza Łabuszewskiego czy Piotra Gontarczyka? Czy ujawnienie przez Romanowskiego faktu, jakim było „wysypanie” przez aresztowanego Pileckiego adresu i nazwiska swojej najbliższej współpracownicy?…

View original post 1 303 słowa więcej