Narzędzia zbrodni

Każdy okres historii miał swoje metody kar i tortur. Nawet wówczas, gdy chrześcijaństwo rozpowszechniło się na świecie, nie ustał rozlew krwi. Oprawcy czynili swoją powinność w imieniu księcia, papieża lub rządu. Życie ludzkie było tanie, a ludzkie cierpienie nie miało żadnej wartości.

Kiedy Kościół rzymskokatolicki został ogarnięty szałem nienawiści do heretyków, wypowiedziano im krwawą wojnę, w której zginęły ich tysiące. W obronie cnoty i wiary zapłonęły stosy. Kościół wykorzystał wszystkie znane sobie od lat metody, by na heretykach wymusić przyznanie się do winy. Przez lata walki z heretykami metody te usprawnił i wzbogacił.

Już w X i XI wieku za sprawą Rzymu podejmowano akcję przeciwko heretykom. Papież Innocenty III uznał, że Kościołowi zagraża herezja realnie, dlatego też nadszedł czas, by podjąć działania, które doprowadzą do jej zniszczenia. W latach 1204 – 1213 papież wydał cztery dekretalia, upoważniające biskupów do podejmowania kroków przeciw herezji, zanim jeszcze sama się rozprzestrzeni. Powołano specjalnych urzędników, zwanych inkwizytorami, którzy mieli prawo wstrzymania i prowadzenia śledztw. Następca Innocentego, Grzegorz IX, usprawnił działalność inkwizycji. W 1224 roku zatwierdził wyroki śmierci na heretyków w Lombardii, demonstrując w ten sposób nie tylko swoje nieprzejednane stanowisko, ale i wskazując na formę walki z herezją w całej Europie. Papież Grzegorz IX był przekonany, że każdy, kto odwrócił się od Kościoła katolickiego, powinien umrzeć.

Jako ze biskupi początkowo nie wykazywali nadmiernej gorliwości w walce z heretykami, zadanie to powierzono pełnym zapału w tym względzie dominikanom i franciszkanom. Wykonywanie tortur początkowo zlecano ludziom świeckim, ale w roku 1256 papież wydał bullę zezwalającą na stosowanie ich przez duchownych, co miało być bardziej skuteczne. Dzięki inkwizycji Kościół realizował tylko własne cele. Zadaniem inkwizytorów było uzyskanie od heretyków przyznania się do winy. Dobór metody zależał tylko od oprawców. Kościół posiadał pełne uprawnienia śledcze i podejrzanych nie przekazywał już władzom świeckim. Od momentu posądzenia o herezję nie mieli oni żadnych praw obywatelskich. Majątki ich były natychmiast konfiskowane, pomnażając tym samym bogactwo Kościoła. Zyskiwali na tym także inkwizytorzy. Nic, więc dziwnego, że biskupi, początkowo odnoszący się z rezerwą do walki z heretykami, dołączyli z czasem do inkwizytorów w zamian za konkretne materialne zyski.

Władze kościelne przekazywały heretyka w ręce urzędników państwowych dopiero wówczas, gdy ten przyznał się do winy. Urzędnikom państwowym pozostawiali wymierzenie kary. Duchowni nie chcieli być posądzeni, o to, że ich ręce są splamione krwią. Dbali o swoją reputację w oczach ludu.

Inkwizytorzy wędrowali po Europie od miasta do miasta. Złoty krzyż był ich nieodłącznym atrybutem. Po przybyciu do miasta spotykali się z biskupem, duchownymi i ludem. Ich zadaniem było oczyścić z heretyków miasto i przyległe tereny. Inkwizytorzy sami wyznaczali przysięgłych do swych niezależnych sądów. Dobierano ich, w zestawie od dwudziestu do pięćdziesięciu osób, spośród tak zwanych porządnych ludzi. Byli wśród nich księża, były także osoby świeckie. Najważniejszym warunkiem i zarazem kryterium doboru była odraza do heretyków. Do stwierdzenia winy potrzebne były zeznania dwóch świadków. Zawsze znaleźli się usłużni donosiciele. Zadenuncjować heretyka mógł każdy, nawet kryminalista. Zeznania takiego świadka stanowiły pełnowartościowy dowód w procesie. Drugiego świadka nietrudno było znaleźć. Zawsze można było go przekupić – albo też zmusić torturami – by potwierdził zeznania pierwszego.

Oskarżony teoretycznie nie pozostawał bez szans. Zamykano go najpierw w jego własnym domu i poddawano intensywnemu przesłuchaniu. Jeżeli nadal odmawiał odstąpienia od herezji, doprowadzono go przed inkwizycję. Obrońcę zapewniała mu tylko władza papieska. Każdy inny prawnik, który podjąłby się obrony, oskarżany był o taką samą zbrodnię.

Inkwizytorzy byli zaślepieni nienawiścią i żądzą zysku. Upajali się swoją władzą. W ich fanatyzmie nie było miejsca na sprawiedliwość. Jedynym ich celem było zmuszanie ofiar do przyznania się do winy. Cel uświęcał środki. Nie przyznanie się do herezji oznaczało, że oskarżony nie chce się wyrzec swojej wiary.

A oto niektóre rodzaje i narzędzia tortur – odtworzone na podstawie starych sztychów, bądź opisów w literaturze.

Stelaż tortur – przywiązywano doń ofiarę za przeguby rąk i kostki nóg. Specjalne walce powodowały rozciąganie ciała w przeciwnych kierunkach, aż do zerwania ścięgien i popękania kości.

„Żelazna dziewica” z Norymbergii – to pudło podobne do trumny z rozkładanymi drzwiami. Po ich zewnętrznej stronie znajdowały się ostre kolce. Człowiek zamknięty wewnątrz kłuty był nimi po całym ciele, co powodowało zranienie wnętrzności, wykłucie oczu oraz ogólne wykrwawienie. Torturom w „żelaznej dziewicy” poddawano kobiety posadzone o czary, ale z urządzenia tego z upodobaniem korzystano również w torturowaniu heretyków.

Przyrząd do miażdżenia kciuka – narzędzie, którym kciuk miażdżono tak sprawnie jak orzech.

Strappado – urządzenie pozwalało ofiarę powiesić za przeguby rąk, a przywiązane do kostek nóg ciężary powodowały wyrywanie kończyn ze stawów.

Do parzenia wapnem skóry i przypalania genitaliów nie trzeba było specjalnych urządzeń.

Próba ognia – polegała na przeniesieniu rozgrzanej do czerwoności żelaznej sztaby, ważącej od połowy do półtora kilograma, na odległość około trzech metrów.

Inny rodzaj próby polegał na przejściu oskarżonego po rozżarzonych do czerwoności węglach. Po kilku dniach dokonywano oględzin stóp i orzekano o winie. Oskarżony, który po oparzeniach miał otwarte rany, uznawany był za winnego.

Stosowano także rozgrzane kleszcze. Wierzono, że człowiek niewinny odporny jest na działanie ognia, ponieważ Bóg zapewnia niewinnym ochronę.

Próba wody – polegała na wlewaniu do gardła takiej ilości wody, by w ofiary wywołać uczucie, że się ona topi.

Więzienia – dostawali się do nich ci, którzy na torturach przyznali się do winy i obłożeni zostali grzywną a nie mogli jej spłacić. Więziono w cuchnących celach – niekiedy w izolatkach. W celach zbiorowych przykuwano skazańców do ściany łańcuchami – jednego obok drugiego.

Koło – było popularne we Francji i w Niemczech. Łamanie kołem było śmiercią w mękach i przypominało ukrzyżowanie. Heretyka doprowadzono na szafot, tam zdzierano z niego odzież, następnie przywiązywano do koła leżącego na szafocie, rozciągając go pomiędzy szprychami a piastą. Kat przystępował do tłuczenia żelaznym drągiem tak, aby kolejno łamać kości ofiary. Sprawny kat potrafił tego dokonać, nie naruszając skóry. Następnie koło ustawiano pionowo, by zgromadzony tłum mógł lepiej obserwować agonie skazańca. Gdy ofiara od zadanych ciosów nie zmarła, kat kończył jej mękę kilkoma uderzeniami w klatkę piersiową. Niekiedy katusze potęgowano, tocząc koło przez płomienie lub ostre kolce.

Płonące stosy – przeznaczone były dla wyjątkowo zatwardziałych heretyków, którzy przeszli już inne tortury, a nie doprowadziły one do śmierci ofiary. Zwyczajowo najczęściej były stosowane wobec kobiet uznanych za czarownice.

Mazzatello – to kara śmierci wykonywana przy użyciu drewnianego młota (zwanego mazzą) i noża. Duchowny doprowadzał skazanego na szafot ustawiony w publicznym miejscu. Skazańca, obróconego twarzą do widzów, zachodził kat z tyłu i uderzał z całej siły mazzą. Gdy ofiara padła ze zmiażdżona czaszką, kat nożem podcinał jej gardło. W ten sposób wykonywano karę śmierci w państwie papieskim.

Garota była tym samym, co powieszenie. Kaci jednak tak manipulowali sznurem, by ofierze zadać jak najwięcej cierpień.

O herezje oskarżano także zmarłych. Wykopywano pogrzebane już ciała, obwożono je po mieście i palono na stosach. Inkwizytor Bernard Gui w okresie pełnienia swojej funkcji uznał za heretyków osiemdziesięciu ośmiu zmarłych i ciała ich nakazał spalić na stosie. Z jego rozkazu w płomieniach poniosło też śmierć pięciuset czterdziestu ośmiu żyjących.

Heretycy po odbytych torturach prowadzeni byli przed oblicze władz, które wyznaczały im karę ostateczną. Inkwizytorzy prosili wówczas władze o łaskę dla winnych, ale nie ułaskawiono nikogo. Niep9isana umowa stanowiła, że miejski lub królewski sąd, który nie wymierzy heretykowi kary śmierci, zostanie natychmiast obłożony klątwą. Majątki ofiar naturalnie konfiskowano.

Według inkwizytorów światu zagrażali nie tylko heretycy, ale także i czarownice. Inkwizycja wynajdowała ich niezliczone rzesze. Papież Innocenty VIII był przerażony „epidemią” czarownic w Europie. Najwięcej spalono ich w Niemczech. W dwudziestu dwóch miasteczkach w pobliżu Trieru, w Nadrenii, w ciągu sześciu lat spłonęło trzysta sześćdziesiąt osiem kobiet. Większość kobiet spalono na stosie, jednak, co bardziej wyrafinowani kaci wynajdowali coraz to nowe sposoby tortur i pozbawiania życia.

I tak czarownice poddawano próbom: łez, wody, szpilek, ognia i wagi. Były to ordalia, czyli „sądy boże”.

Próba wody nie dawała kobiecie posadzonej o czary żadnej szansy ujścia z życiem. Gdy pławiona z kamieniem u szyi tonęła – oznaczało to jej niewinność. Gdy unosiła się na powierzchni, czemu sprzyjały ówczesne ubiory – oznaczało to jej związek z czarną magią, ponieważ ciało nie chciało się zanurzyć w wodzie, która była chrzczona.

Inna metoda śledcza polegała na goleniu całego ciała i poszukiwaniu znamienia szatana – miejsca nieczułego na ból. W znalezione znamię wkłuwano szpilkę głęboko, aż do kości. Posiadanie znamienia świadczyło niechybnie o kontakcie z diabłem.

Próba łez miała udowodnić, że czarownica jest nieczuła na ból, nie umie płakać nawet podczas wymyślnych tortur. Inkwizytorzy twierdzili przy tym, że czarownice nie ronią łez, dlatego, ponieważ służą one grzesznikom do zmywania grzechów. Jednak, gdy nawet ofiara zalewała się łzami, nie świadczyło to jeszcze o jej niewinności. Inkwizytorzy, bowiem dokonywali oceny i orzekali, które z łez były prawdziwe, a które udawane.

Próba wagi miała natomiast wykazać, że czarownice są lekkie jak piórko. Zamiast odważnika kładziono na szalę Biblię. Jeżeli czarownica okazywała się cięższa, podejrzenie było słuszne. Tylko, gdy szale równoważyły, poddawana próbie uznawana była za oczyszczoną z zarzutów. To się oczywiście nie zdarzało.

Próba ognia nakazywała przejście przez szpaler ognia. Kiedy kobieta zapłakała bądź zapaliła się lub mnie miała znamienia, przypisywano to jej czarom, przypisywano to jej czarom szatańskim. Każdy wynik był zły.

Posadzone o czary kobiety zamykano w ciasnej beczce pełnej święconej wody. Używano też tzw. krzesła czarownic, zwanego też tronem dziewiczym. Było to krzesło wyposażone w kolce drewniane lub metalowe oraz metalowe uchwyty na ręce, nogi, głowę – od spodu podgrzewane. Dodatkowo kobietę chłostano, szczypano i przypalano.

Stosowano także inne narzędzie tortur, tak zwaną gruszkę. W zależności od kategorii przestępstwa wkładano ją bądź to do gardła, odbytu albo do pochwy, po czym uwalniano sprężynę lub śrubę, która rozwierała to urządzenie. Posądzenia o stosunki z szatanem karano otwarciem gruszki w pochwie. Mało, która kobieta miała szansę to przeżyć. Dla torturowania rzekomych czarownic używano także łoża sprawiedliwości, czyli ławy najeżonej kolcami.

Dla ułatwienia doboru technik przeprowadzania przesłuchań został opracowany poradnik zatytułowany „Malleus maleficarum” (Młot na czarownice). Autorem dzieła był dominikanin, Jakub Sprengera, niezwykle doświadczony inkwizytor, popierany ze wszech stron przez swój groźny i silny zakon. Sprenger stworzył książka najbardziej kompletną i kompetentną. Po dawnych księgach pokutnych czy podręcznikach tropienia grzechu przeznaczonych dla spowiedników, opracowano directoria uczące tropić herezję i czarodziejstwo, uznane za największe grzechy. „Młot na czarownice” służył Sprengerowi podczas jego misji w Niemczech. Pozostał także źródłem wiedzy i światłem trybunałów inkwizycji. Już na samym początku swego podręcznika dla sędziów Sprenger uznaje najmniejszą wątpliwość za herezję. Sędzia w ten sposób miał związane ręce. Czuł, że nie wolno mu się potknąć i że nie może mieć żadnej pokusy wątpliwości lub miłosierdzia. Gdyby taka się pojawiła, musiałby zacząć od skazania na stos i spalenie samego siebie.

Źródło: http://publicdisorder.wordpress.com/2010/09/26/zbrodnie-w-imieniu-chrystusa/

Wolter obliczył, że w imię wiary 9 468 800 chrześcijan straciło życie za sprawą innych chrześcijan. Większość z nich to ofiary inkwizycji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s