Czas na „Plan B” ?

Negocjacje między Izraelem a Autonomią Palestyńską (AP) rozpoczęły się znów na poważnie – pod ogromnym naciskiem Zachodu.

Mimo widocznego optymizmu Johna Kerry’ego, realne oczekiwania są dużo mniejsze. Obie strony uczestniczyły już w nich wcześniej i wielu denerwuje się, że nowo odkryta amerykańska gorliwość odniesie odwrotny skutek. Jak już podkreśliła Ajelet Szaked z partii Habajit Hajehudi w swoim ostrym liście do Sekretarza Stanu USA, poprzednie negocjacje zakończyły się wznowioną przemocą, a administracja amerykańska gra życiem Izraelczyków i Arabów rozpoczynając takie ryzykowne przedsięwzięcie w czasie, gdy Izrael jest oazą spokoju i stabilności w regionie spustoszonym przez konflikt i przewroty.

Mimo wszystko rozmowy są rzeczywiście kontynuowane w stylu tak zwanego „rozwiązania dwóch państw”. Zgodnie z tą formułą Państwo Izrael odda kontrolę nad prawie całą Judeą i Samarią – dodatkowo do Strefy Gazy, którą Izrael oddał już w 2005 r. Terytoria te zostałyby przekazane pod rządy AP jako niezależne arabskie państwo „palestyńskie”, które – jak się oczekuje – w zamian zrezygnuje z dalszych żądań wobec Izraela, rozpoczynając erę pokoju i harmonii w regionie.

Oczywiście rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana.

Każdemu wycofaniu się z Judei i Samarii, jak temu z Gazy, towarzyszyłyby czystka etniczna ludności żydowskiej i rozbicie żydowskich wspólnot z terenów, które były kolebką żydowskiej cywilizacji przez 3 500 lat.

Niestety przywódcy zachodni i ci po izraelskiej lewicy upierają się, że takie „bolesne poświęcenie” będzie tego warte – ostatecznie przekona arabskich sąsiadów Izraela do zawarcia pokoju z Państwem Żydowskim i zakończy jeden z najtrudniejszych konfliktów tego regionu.

Jednak oprócz historycznych żydowskich roszczeń do tego terytorium Judea i Samaria są ważne strategicznie – decydujące, jak twierdzi wielu – dla bezpieczeństwa Izraela. Ten region obejmuje ok. 25% całkowitej powierzchni Izraela i leży bezpośrednio przy Równinie Nadbrzeżnej Izraela, gdzie żyje ponad 70% ludności kraju i gdzie znajduje się 80% przemysłu izraelskiego. Bez Judei i Samarii centralny Izrael będzie zredukowany do zaledwie niecałych 13 km w swoim najwęższym miejscu, stając się wyjątkowo podatnym na ataki i dostatecznie łatwym do inwazji. Rzeczywiście długa jest lista ekspertów wojskowych, którzy wyrazili zdanie, że takie granice są całkowicie nie do obrony.

W takim przypadku nawet ci Izraelczycy, którzy teoretycznie poparli by ustępstwa na tak szeroką skalę, denerwują się urzeczywistnieniem ich nie mając gwarancji realnego i trwałego pokoju.

Nie przedstawia się to obiecująco.

Powtarzające się oświadczenia AP deklarujące likwidację Izraela jako cel ostateczny i jej postrzeganie negocjacji jako jeszcze jednego, zwykłego etapu w tym procesie, wzbudziło wątpliwości co do jej prawdziwej motywacji. Wielu obawia się, że nic nie zapobiegnie przyjęciu przez AP izraelskich ustępstw i późniejszemu znalezienia nowych pretekstów do kontynuowania konfliktu z silniejszej pozycji niż przedtem, ponieważ znają ten schemat z przeszłości.

Inna krytyka opisanego wyżej “rozwiązania dwu państwowego” mówi, że ignoruje się fakt, że Gaza jest w tej chwili rządzona przez Hamas, a nie przez AP. Hamas otwarcie odrzuca każdy bez wyjątku kompromis z Izraelem i nawołuje nie tylko do likwidacji Państwa Izrael, ale również do zagłady Żydów. Dodatkowo istnieją różne inne lewicowe i islamistyczne frakcje, które również odrzucają każdy kompromis z Państwem Żydowskim i zadeklarowały, że nie będą się czuły związane żadną umową między rządem izraelskim a AP.

Ponadto, jednym okiem skierowanym na wydarzenia w Egipcie i Syrii, Izraelczycy są zaniepokojeni robieniem bolesnych ustępstw na rzecz AP na bazie porozumienia pokojowego tylko po to, żeby pewnego dnia obudzić się z jej nowym rządem, który nie będzie więcej przestrzegać tych umów.

Istnieje powód, dla którego wielu Arabów palestyńskich nie czuje się związanych z decyzjami AP. Brak wolnych i demokratycznych wyborów parlamentarnych od 2006 r. stawia pod wielkim znakiem zapytania legalność władzy; a ciągłe zarzuty o korupcję, tortury i represje obróciły wielu przeciwko niej.

Jednak wielu Izraelczyków obawia się, że USA nie zważając na nic będzie forsować tę inicjatywę, ponieważ administracja Obamy rozpaczliwie próbuje udowodnić swoje znaczenie w regionie, w którym jej polityka zagraniczna wygląda na coraz bardziej zdezorientowaną i nieistotną. Zapewnienia dostarczone AP przez USA, gwarantujące z góry spełnienie wszystkich jej wstępnych warunków przed negocjacjami, raczej nie złagodzi obaw Izraelczyków, że interesy ich państwa będą poświęcone na ołtarzu amerykańskiej polityki zagranicznej w jakiejkolwiek ewentualnej umowie z AP.

„Dwa państwa dla dwóch narodów – po obu stronach rzeki Jordan”

Na tle tych obaw wyłania się nowa inicjatywa, która ma poparcie Izraelczyków i Palestyńczyków.

W najbliższą niedzielę Profesorowie dla Silnego Izraela (PfSI) będą gospodarzami konferencji w jerozolimskim Centrum Menachema Begina omawiającej inicjatywę, którą określają jako „Dwa państwa dla dwóch narodów, po obu stronach rzeki Jordan”.

Inicjatywa ta wzywa do utworzenia Państwa Palestyńskiego na wschodnim brzegu rzeki Jordan (na terenach dzisiejszej Jordanii), gdzie już istnieje palestyńska większość – 65-80% z ok. 6,2 mln obywateli.

Królestwo Jordanii (pierwotnie nazwane „Transjordanią”) zostało utworzone w 1946 r. na 3/4 terytorium wcześniej przeznaczonego dla Państwa Żydowskiego w słynnej Deklaracji Balfoura z 1917 r. Był to rezultat podzielenia Mandatu Brytyjskiego Palestyny jako kompromis między Żydami i Arabami – kompromis, który rozpoczął się w 1922 r. na Konferencji San Remo, kiedy arabska populacja otrzymała lwią część ziemi Mandatu (77%), na wschód od rzeki Jordan, a Żydzi dostali pozostałą część na zachód od niej.

Niestety, zamiast przekazać kontrolę miejscowej arabskiej społeczności, rząd brytyjski wprowadził na urząd haszymidzkie plemię jordańskiego króla Abdullaha I (dziadka króla Abdullaha II), który sympatyzował z brytyjskimi interesami imperialnymi. Zapoczątkowało to erę autokratycznych rządów mniejszości, która trwa do dzisiaj i pozostawiło miejscowych Żydów i Arabów nadal walczących o pozostałe 23%.

Mimo że są większością, Palestyńczycy w Jordanii są powszechnie dyskryminowani i represjonowani przez rząd. Ostatnio, przeczuwając rosnące niebezpieczeństwo ze strony niezadowolonych Palestyńczyków, jordański rząd rozpoczął pozbawianie dużej ich liczby ich jordańskiego obywatelstwa, zadając dodatkowy cios ich społecznym prawom obywatelskim, co ilustruje jak próbuje się pozbawić ich prawa do przetrwania.

Król Jordanii Abdullah II i Mahmud Abbas, fot. Reuters

„Nie na wszystko jest lekarstwo”

Organizatorzy wydarzenia wskazują na niepewną przyszłość reżimu haszymidzkiego w obliczu kwestionowania jego legalności w Jordanii i rozległym rozszerzaniu się społecznych powstań w regionie.

„Dokładnie teraz, kiedy arabski świat wrze i znajduje się w politycznym chaosie, musimy badać inną alternatywę, to znaczy: Jordanię jako Narodowe Państwo dla Palestyńczyków”, zadeklarował PfSI w tym tygodniu.

Podkreślono, że „gdy ‘Arabska Wiosna’ dotrze do Jordanii, Państwo Palestyńskie zostanie tam stworzone efektywnie na bazie większości palestyńskiej”.

W rezultacie jeśli palestyńskie państwo zostanie stworzone w Judei i Samarii “jest więcej niż prawdopodobne, że obudzimy się w rzeczywistości, w której będą dwa oddzielne państwa palestyńskie, oba graniczące z Izraelem”.

Były parlamentarzysta prof. Arje Eldad, który przewodzi grupie, powiedział, że

– W odpowiedzi na międzynarodowy nacisk w przeszłości czyniono dużo prób przekazania Arabom części Judei i Samarii, serca Ziemi Izraela. Nie dość, że te próby się nie udały, ale niezmiennie kończyły się wojną, wybuchami przemocy, intifadami i falami terroru skierowanemu przede wszystkim przeciwko ludności cywilnej, prowadząc do śmierci dziesiątek tysięcy ludzi.

Mimo to „brygady rozjemców” upierają się przy narzucaniu tej samej formuły, jakby nie rozumieli, że ten konflikt nie jest oparty na terytorium i dlatego rozwiązaniem nie może być podzielenie Ziemi Izraela.

Konflikt między Żydami i Arabami na Bliskim Wschodzie jest nieustępliwą wojną religijną. Izrael jest na pierwszym froncie tej wojny. Żaden podział Ziemi Izraela nie będzie rozwiązaniem tego konfliktu, ale raczej przyczyną następnej wojny i rozlewu krwi.

Zapytany przez Aruc Szewa jak ta inicjatywa może rozwiązać konflikt, który nie jest „terytorialnym”, Eldad powiedział, że „teraz jest czas by ludzie zrozumieli, że nie zawsze można znaleźć wszechstronne rozwiązania”.

– Prawie wszystkich powszechnych chorób nie można wyleczyć – od cukrzycy do nadciśnienia… nie zawsze można „wyleczyć” problem definitywnie, ale można go leczyć. Wojna izraelsko-arabska jest wojną religijną, ideologiczną, starciem cywilizacji. Nie można jej wyleczyć przez narysowanie granic na mapie.

Proponuję formułę, która będzie „leczyć” i ograniczy konflikt, bez narażenia Izraela na egzystencjalne zagrożenie, jakim jest umieszczenie państwa palestyńskiego w sercu kraju.

Taka formuła byłaby również korzystna dla strony palestyńskiej, emancypując miliony Palestyńczyków w Jordanii, dając rozwiązanie dla ciągle istniejącego „problemu uchodźców” (Jordania jest 3 razy większa od Izraela) i zaspokajając postulaty samostanowienia Arabów palestyńskich.

„Plan B”

Eldad zastrzegł, że nie sugeruje aktywnego podważania obecnego rządu jordańskiego przez Izrael.

– Jednak musimy mieć gotowy „Plan B”… musimy się przygotować na dzień, gdy nie będzie już jordańskiego królestwa haszymidzkiego, ale państwo palestyńskie. Izrael musi szybko opracować taki plan, zanim Zachodni Brzeg zamieni się w drugą Gazę – wezwał Elad, ustosunkowując się to przejęcia władzy przez Hamas po oddaniu Strefy Gazy AP.

– Ani USA, ani Izrael nie mają „Planu B” – podkreślił. – Jest to niesamowicie naiwne i potencjalnie katastrofalne polożenie, biorąc pod uwagę zmienny i nieprzewidywalny charakter regionalnej geopolityki.

Powiedział również, że „gdy upadnie jordański reżim, Izrael powinien po prostu przyjąć i uznać tam Państwo Palestyńskie i zaofiarować mu pomoc” w handlu, współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i w każdy inny możliwy sposób.

Zdaniem Eldada w zamian „oni zaakceptują swoją funkcję palestyńskiego państwa i dadzą obywatelstwo swoim braciom w każdym miejscu na świecie, włącznie z Judeą i Samarią”.

– Plan ma duże poparcie wśród Izraelczyków, ale wielu nie jest jeszcze przekonanych, że jest on”realny” – dlatego niedzielna konferencja będzie koncentrować się przede wszystkim na “praktycznych zagadnieniach” od demografii i topografii aż do prawa międzynarodowego.

– Problem leży w tym, że Izraelczycy są przekonani, że jedyną alternatywą oddania Judei i Samarii jest „państwo dwunarodowe”, które faktycznie zakończy żydowskie samostanowienie – powiedział Eldad o dyskursie, który zamierza zakwestionować.

Jego organizacja opublikuje w niedzielę rano wyniki sondażu, które jak mówi, poprą jego twierdzenia.

Eldad stwierdził, że wielu jordańsko-palestyńskich przywódców również popiera tę inicjatywę, ale większość nie jest „jeszcze gotowa” do publicznego ogłoszenia swojego stanowiska z obawy przed prześladowaniami rządowymi.

Jednym z palestyńskich działaczy, który publicznie wyraził swoje poparcie jest Mudar Zahran, palestyński Jordańczyk, dysydent, który jest wiodącym zwolennikiem tej inicjatywy.

Opierając się na zdaniach wypowiedzianych na przesłuchaniu kongresowym w sprawie konfliktu w Syrii, na którym zostało zacytowane twierdzenie króla Abdullaha, że może zostać bez władzy „w ciągu roku”, Zahran jest przekonany, że wcześniej czy później „król ostatecznie upadnie”.

– Trzeba uznać fakt, że nie ma różnic między Palestyńczykami a Jordańczykami – powiedział Zahran. – Jesteśmy tym samym narodem jordańskim podzielonym przez kolonialne nazwy, dlatego będę podążał za interesem mojego narodu i zapewnieniem mu wejścia w przyszłą erę.

Zdaniem Zahrana dokonano ogromnej niesprawiedliwości przez podzielenie regionu w sposób, który pozbawił praw obywatelskich jordańska większość palestyńską, dał siłę dyktaturze obcej mniejszości i utrwalił arabsko-izraelski konflikt.

Zahran powiedział, że taka inicjatywa leży również w interesie świata zachodniego. Wezwał kraje zachodnie, by nie powtarzały tych samych błędów, jakie zrobiły gdzie indziej w regionie i poprosił je by zapobiegły przejęciu kontroli przez grupy islamistów w następstwie upadku reżimu przez poparcie dla świeckiej opozycji palestyńskiej, wśród której, jak twierdzi, istnieje wielkie poparcie dla takiego planu.

– Problemem jest nie tylko stworzenie palestyńskiego państwa w Jordani, ale również uniknięcie ryzyka, że Jordania zamieni się w „Hamas-tynę” – wyjaśnił Zahran, odnosząc się do dobrze zorganizowanej tam opozycji Bractwa Muzułmańskiego, które jest połączone z Hamasem.

Oprócz prof. Eldada i Mudara Zahrana w konferencji weźmie udział noblista profesor Israel Aumann, zastępca ministra transportu Tzipi Hotovely (Likud), generał rezerwy i przewodniczący kompanii elektrycznej Jiftach Ron-Tal i byly wiceminister spraw zagranicznych Danny Ajalon.

Zaproszeni zostali również amerykański wysłannik na Bliski Wschód Martin Indyk, jordański ambasador w Izraelu i szefowie misji dyplomatycznych w Izraelu – ale nie wiadomo, czy ktoś z nich weźmie udział w tej konferencji.

Źródło : http://izrael.org.il/news/3649-czas-na-plan-b.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s