Rozpal ogień Panie

No wreszcie znalazłem …

Reklamy

Kamil Qandil wraca do kraju

z14569080Q,Kamil-Qandil

Nic nie dały interwencje Unii Europejskiej i międzynarodowych organizacji pomocowych. Izraelski sąd najwyższy uwierzył służbom bezpieczeństwa i uznał wolontariusza Polskiej Akcji Humanitarnej za zagrożenie dla Izraela. Tak kończy się walka Kamila Qandila, obywatela Polski i wnuka palestyńskich uchodźców, o prawo do dalszej pracy humanitarnej na rzecz palestyńskich pasterzy żyjących na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. 24-letni Kamil za pieniądze polskiego MSZ organizował tam remont cystern zbierających deszczówkę. Tydzień temu, wracając z krótkiego urlopu, nie został wpuszczony na teren Izraela. Odmówił powrotu do Polski i odwołał się do sądu.
Sąd rejonowy w Lod dał się jednak we wtorek przekonać argumentom organów bezpieczeństwa. Także środowa apelacja w sądzie najwyższym nie przyniosła skutku. Powtórzyła się sytuacja z Lod: sąd wysłuchał przedstawiciela służb bezpieczeństwa za zamkniętymi drzwiami i uznał, że Kamil jest zagrożeniem dla Izraela.

PAH: Izrael stworzył groźny precedens
W środę sąd zezwolił jednak Kamilowi na wypowiedź. Chłopak mówił przejmująco spokojnie, z godnością:
– Oskarżenia wobec mnie są bezpodstawne. Jestem prawą osobą i zapewniam, że w najmniejszym stopniu nie stanowię zagrożenia dla bezpieczeństwa Izraela.
Zapytał też, jak może się bronić, skoro nawet nie zna zarzutów.
– Prawdopodobnie nie jesteś tego nawet świadomy, to nie jest takie proste – przerwał mu sędzia.
Jak powiedziała mi obecna na rozprawie Marta Kaszubska, szefowa jerozolimskiego biura PAH, nie wiadomo, co myśleć o takim „zarzucie”.
Już po powrocie do aresztu Kamil przekazał nam swój komentarz: – Cały ten system jest skrajnie niesprawiedliwy, pozwala służbom bezpieczeństwa oskarżać kogo chcą, o co tylko chcą, bez szans na obronę. Ale to nie ja jestem najbardziej poszkodowany. Przegrali ludzie, dla których pracowałem, zwłaszcza że władze izraelskie ograniczyły ostatnio liczbę ciężarówek dostarczających wodę, którą mieszkańcy mojej wioski kupują po horrendalnych cenach. Przegrany jest też MSZ, PAH i polscy podatnicy, bo to ostatecznie oni finansowali nasz program pomocowy.
Obrońcy Kamila Yadin Elam and Shira Hertzanu wyrazili ubolewanie, że Sąd Najwyższy nie rozjaśnił tajemnicy jaka okrywa zarzuty stawiane Kamilowi. Dziwi ich także, że Sąd nie zakwestionował decyzji o odmowie wjazdu wyrażając jednocześnie przekonanie, że Kamil jest nieświadomy, że zrobił coś niewłaściwego.

Decyzja Sądu Najwyższego oznacza „wyrok” – dziś Kamil ma wrócić do Polski. Adwokat też nie poznał zarzutów przeciwko Kamilowi
Opisana m.in. przez „Gazetę” sprawa nabrała rozgłosu. AIDA – zrzeszenie ponad 80 organizacji pomocowych działających na terenie Izraela i Zachodniego Brzegu – wezwała we wtorek społeczność międzynarodową „do wywarcia presji na władze Izraela, by przestrzegały powszechnie akceptowanych zasad pomocy humanitarnej”. AIDA domagała się natychmiastowego uwolnienia Kamila i zezwolenia mu na dalszą pracę. Przypomniała też, że wojsko Izraela burzyło wcześniej cysterny remontowane przez PAH.
Reprezentujący Kamila adwokat Yadin Elam wyraził „poważne wątpliwości” dotyczące działania izraelskich władz imigracyjnych i służb bezpieczeństwa. Pytał też, w jaki sposób może bronić swego klienta, skoro jest przetrzymywany za „kurtyną niewiedzy” – także on nie zna zarzutów stawianych Kamilowi.
Polskie władze skierowały dyplomatyczną notę do izraelskiego MSZ, ale jak opowiadał „Gazecie” Kamil, przedstawiciele konsulatu „starali się dać mu do zrozumienia, że sprawa jest przegrana”: – Tłumaczyli, że taki to już kraj i że rozumieją izraelskie obawy o bezpieczeństwo, zwłaszcza z uwagi na moje palestyńskie korzenie.
Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie odpowiedział na list otwarty siostry Kamila Magdy Qandil z prośbą o pomoc dla wolontariusza, którego projekt finansowało przecież MSZ.
We wtorek interwencję ostatniej szansy podjął Jerzy Buzek, europoseł PO i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Według naszych informacji Jerzy Buzek kontaktował się z przedstawicielami EEAS [Europejska Służba Działań Zewnętrznych] i uzyskał zapewnienie, że przebywająca w Izraelu delegacja pod przewodnictwem sekretarza Pierre’a Vimonta „prowadzi działania na rzecz pozytywnego rozstrzygnięcia tej sprawy”.

Rzecznik ambasady Izraela: Sąd przedstawi zarzuty
– Werdykt nie może mieć związku z palestyńskim pochodzeniem pana Qandila – powiedział mi rzecznik prasowy ambasady Izraela w Polsce Michał Sobelman. Podkreślił, że sąd najwyższy Izraela jest znany ze swej niezależności i zasiadają w nim także Arabowie mieszkający w Izraelu.
– Najwyraźniej sąd dostrzegł zagrożenie dla Izraela związane z pobytem pana Qandila – dodał Sobelman.
Zapytałem, czy decyzja może być związana z kontrowersjami wokół remontowania cystern przez PAH na Zachodnim Brzegu. Przypomniałem, że wojsko zniszczyło nawet dwie cysterny.
Sobelman: – To nie ma związku. PAH działa od wielu lat, nie było przypadków, by pracownikom organizacji utrudniano wjazd na teren Izraela.
Rzecznik uznał też, że sprawa Kamila nie narusza wizerunku Izraela w Polsce. – Cudzoziemcom odmawia się wjazdu na całym świecie. Niedawno młoda Izraelka nie została wpuszczona do Polski.
Zapytałem rzecznika o ocenę procedury, w której sformułowane przez służby bezpieczeństwa zarzuty pozostają tajemnicą sądu. Sobelman wyraził przekonanie, że adwokat poznał zarzuty wobec swego klienta. – A jeśli nie, to można oczekiwać, że sąd najwyższy jeszcze je ujawni.

Źródło : http://wyborcza.pl/1,75477,14588361,Izrael_wydalil_polskiego_wolontariusza_pomagajacego.html

Zapewne nie byłoby takich kwiatków, gdyby „organizacje humanitarne” obejmowały pomocą osoby potrzebujące zgodnie z tamtejszym prawem. Tak się niestety składa że Dystrykt Judei i Samarii, znajdujący się na terytorium spornym znanym pod jordańską nazwą Zachodni Brzeg, znajduje się pod administracją wojskową IDF. I to do władz wojskowych Dystryktu Judei i Samarii należy zgłaszać chęć dokonania remontu czy odbudowy nieruchomości, w sprawie uzyskania pozwolenia na budowę lub remont nieruchomości. Oczywiście rząd polski powinien wspierać te działania, ale z oczywistych powodów nie może niczego żądać.
Istnieje również możliwość, że wydalenie młodego Quandila może mieć coś wspólnego z osobą niejakiej Ali Quandil, obywatelki polskiej, aktualnie korespondentki „Wyborczej” w Izraelu niegdyś działaczki Kampanii Polska – Palestyna, która wsławiła się transparentem z napisem „Pieprzyć władze Polski i Izraela”.
Źródło : http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,9163080,Protest_przed_Kancelaria_Premiera___Wolna_Palestyna__.html
SyøTroll

Przypadki Jacka Stasiaka, biznesmena i księdza

O ile jedna za stron nie łże jak najęta (mam na myśli pana Jacka Stasiaka) to wygląda na to, że albo Arcybiskup Jędraszewski jest przepracowany, albo jakiś urzędnik kurii coś sp… Zwłaszcza jeśli budynek został kupiony nie przez pana Stasiaka ale przez fundację, której jest prezesem. Jeśli zaś kupił on i przeniósł własność na fundację, no to ma problem.

“Ksiądz Jacek Stasiak jako osoba prywatna prowadzi bardzo aktywną działalność gospodarczą. Ma dwie prywatne szkoły, księgarnię Pegaz (niedawno zamknięta, najstarsza księgarnia na Piotrkowskiej, dziś to sklep internetowy), jego fundacja prowadzi przychodnię rehabilitacyjną i stomatologiczną oraz Dom Pomocy Społecznej w Ozorkowie (…) Kolejną kością niezgody jest kościół św. Stanisława w Aleksandrowie. Kilkanaście lat temu za symboliczną złotówkę kupił od ewangelików zrujnowaną zabytkową świątynię, przekazał swojej fundacji i ją wyremontował. Kuria uważa, że kościół ma nieuregulowany z nią status i nie powinny być w nim odprawiane katolickie obrzędy. To sformułowanie ks. Stasiak odczytuje jako chęć przejęcia przez kurię atrakcyjnej nieruchomości(…) Ksiądz Stasiak ogłosił, że z powodu złego stanu zdrowia odchodzi na rentę chorobową i jako ksiądz rencista ma prawo nadal odprawiać jedną mszę tygodniowo i nadal będzie to robił w swoim kościele. Abp Jędraszewski odpowiedział suspensą i przypomina, że może go wykluczyć z grona duchownych.”

Cały tekst: (niestety Wyborcza) http://wyborcza.pl/1,75248,14493418,Ksiadz_zlamal_zakaz_biskupa__Oskarza___To_wielka_intryga_.html#TRrelSST#ixzz2elsUdlaP
Oświadczenie prezesa (ks) Stasiaka

Dziennik gajowego Maruchy

Tego lata nie mamy w Polsce szczególnych problemów ani z osami ani z komarami. Wysypało natomiast buntującymi się duchownymi, aspirującymi do miana medialnych celebrytów. Oto obok Wojciecha Lemańskiego i Krzysztofa Mądela TJ gwiazdorzy sobie w najlepsze podłódzki człowiek interesu Jacek Stasiak.

Ów przedsiębiorczy mężczyzna już od dekady prowadzi fundację pn. „Ekumeniczne Centrum Dialogu Religii i Kultur” , którą założył wespół z pastorem luterańskim Mieczysławem Cieślarem.

Fundacja ta najprzód przejęła od ewangelików augsburgskich kościół w Aleksandrowie Łódzkim („kościół św. Stanisława Kostki”), by remontować i użytkować go, a potem rozwinęła swe skrzydła na niwach edukacyjnej, czytelniczej, tudzież gastronomicznej. Sukcesy te nie wynikają wyłącznie z talentów Stasiaka, lecz są również pochodną jego sojuszu z władzami Aleksandrowa, jednymi z najhojniejszych sponsorów restauracji poluterańskiej świątyni.

View original post 365 słów więcej

Syjonizm a „polinizm”

Ponieważ syjonizm oznacza tyko prawo Żydów do posiadania własnej ojczyzny i obrony życia swoich obywateli, jestem w pewnym sensie polskim syjonistą. Uważam, że Izraelczycy w Izraelu mają takie samo prawo/obowiązek do obrony Medinat Israel jak w Polsce Polacy prawo/obowiązek do obrony Rzeczypospolitej Polskiej. I to niezależnie od narodowości czy przynależności wyznaniowej/religijnej.

“Polinizm” przez analogię oznaczałby prawo Żydów do posiadania własnej ojczyzny i obrony życia swoich obywateli w Polin (w miejsce Polski). “Polinistą” zdecydowanie nie jestem.

Poniżej przykład starej, patriotycznej syjonistycznej pieśni izraelskiej w nowym wykonaniu.

360 חיילים אלמונים – שי Hayalim Almonim

Tolerancja religijna w Koranie

Poniżej zaprezentowano jedynie te wersety Koranu, które mówią o tolerancji wobec wyznawców innych religii.

2:62
Zaprawdę, ci, którzy uwierzyli, ci, którzy wyznają judaizm, chrześcijanie i sabejczycy*, i ci, którzy wierzą w Boga i w Dzień Ostatni i którzy czynią dobro, wszyscy otrzymają nagrodę u swego Pana; i nie odczują żadnego lęku, i nie będą zasmuceni!
2:109
Wielu spośród ludu Księgi chciałoby uczynić was ponownie niewiernymi, kiedy już uwierzyliście, przez zawiść pochodzącą od nich samych; a przecież prawda stała się dla nich jasna. Przebaczcie i odwróćcie się, dopóki Bóg nie przyjdzie ze Swoim rozkazem. Zaprawdę, Bóg jest nad każdą rzeczą wszechwładny!
2:256
Nie ma przymusu w religii! Prawość wyróżniła się od nieprawości. I ten, kto odrzuca fałszywe bóstwa, a wierzy w Boga, uchwycił za najpewniejszy uchwyt, nie mający żadnego pęknięcia. Bóg jest słyszący, wszechwiedzący!
5:69
Zaprawdę, ci, którzy wierzą, ci, którzy wyznają judaizm, sabejczycy* i chrześcijanie, ci, którzy wierzą w Boga i w Dzień Ostatni i którzy czynią dobro – niech się niczego nie obawiają; oni nie będą zasmuceni!
18:29
I mów: „Prawda pochodzi od waszego Pana. Przeto kto chce, niech wierzy, a kto nie chce, niech nie wierzy!” My przygotowaliśmy dla niesprawiedliwych ogień, który obejmie ich jak płótna namiotu. Jeśli będą wzywać pomocy, to zostanie im udzielona w postaci wody podobnej do roztopionego metalu, który pali twarze. Jakże to nieszczęsny napój! Jakże to złe miejsce wypoczynku!

Źródło : http://www.poznajkoran.pl/koran/tolerancja/

5 wersetów na 6237
*) Sabejczycy dominujący w I tysiącleciu p.n.e. lud pochodzenia semickiego południowo-zachodniej Arabii. Od plemion sabejskich wziął swoją nazwę kult religijny, polegający na oddawaniu czci gwiazdom – sabeizm (przedislamska religia arabska)

O ekumeniźmie ogólnie czyli o co tak naprawdę chodzi?

ekumenizm02

Przez ‚Ruch ekumeniczny’ rozumie się działalność oraz przedsięwzięcia zmierzające do jedności chrześcijan, zależnie od różnych potrzeb Kościoła i warunków chwili (unitatis redintegratio nr 4). Niestety, dekret ten podobnie jak wiele innych dokumentów SWII cechuje zamierzona nieprecyzyjność – nie wiadomo co „rozumiał” Sobór pod pojęciem „jedność chrześcijan”?.

Dla Kościoła na przestrzeni wieków cel wysiłków ekumenicznych był określony jasno: ułatwiać heretykom i schizmatykom powrót do jedynego Kościoła Katolickiego, poprzez odrzucenie błędów i odejście od rebelii. Ten ekumenizm zwany „ekumenizmem powrotu” był nieustanną praktyką kościoła czego świadkiem jest historia. Opiera się on na założeniu, że wyznawca i uczeń Chrystusa nie jest wyznawcą i uczniem Chrystusa dopóki nie nawróci się na rzymski katolicyzm. W praktyce dla „protestanta” oznacza on odrzucenie Pisma Świętego na rzecz późniejszych pism „Doktorów Kościoła” oraz odrzucenie Chrystusa jako jedynego Arcykapłana na rzecz „Namiestnika, Pełniącego Obowiązki Arcykapłana na Ziemi”, co się mija z celem. Tradycyjny, „rzymsko-katolicki” sposób patrzenia na ekumenizm prowadzi do ponownego jednoczenia się poprzez powrót „odłączonych” braci do jedynego Kościoła Katolickiego.

W ostatnich latach, tendencje modernistyczne działania na rzecz jedności rozumieją jako rozcieńczanie prawdy w kłamstwie (co prowadzi do herezji i/albo synkretyzmu). Tendencje modernistyczne prezentują ekumenizm fałszywy. Albo jak inni wolą uważać właśnie prawdziwy, gdyż nie oparty na fizycznej eliminacji opozycji w stosunku do biskupa Rzymu. Wojny religijne pomiędzy frakcjami Kościoła Chrystusa nie wybuchały dlatego, że inaczej wierzący chcieli zniszczyć Kościół, pragnęli jedynie odnowy wiary, ale dlatego że kościół rzymsko-katolicki, a dokładnie jego hierarchia pragnęła fizycznie wyeliminować konkurencję. Wierzę, że ten etap mamy już za sobą

Uznając wszystkie Koscioły za równe między sobą, głoszą nawracanie się wszystkich – grawitując w kierunku religii uniwersalnej (a dokładnie uniwersalnej wiary chrześcijańskiej), która ma dopiero powstać a w niej ma dokonać się pełnia jedności.
Dopiero wowczas tak zjednoczony kościół będzie tożsamym z Kościołem Chrystusowym (wg nauki SWII Kościół Chrystusowy trwa w Kościele Katolickim – zatem jest obecny również i w innych religiach…).
„Żaden kościół nie może uważać się za autentyczny i jedyny Kościół Chrystusa tak długo, dopóki pełnia jedności nie będzie zrealizowana(Mgr Le Bourgeois bp Autun).

ekumenizm00

Wiara wówczas zredukuje się do zminimalizowanego rdzenia Prawdy wyznawanej przez wszystkich (Jezus Chrystus Bóg i człowiek, Odkupiciel….). I o co właśnie chodzi w ekumenizmie. O widzenie tego co nas łączy, a nie tego co dzieli.

Źródło http://m6w.org/traditio/index.php/topic,9546.0.html?PHPSESSID=eeef3e4e8b523cef9b3742d0b3fbf76b

wytłuszczenia: SyøTroll

Reformy małżeńskie Lutra

za Marucha w dniu 2013-09-06 (piątek)

Reformy małżeńskie Lutra

Luter zajmuje się sprawami małżeńskimi często i obszernie. Złożyły się na to różne przyczyny: walka z celibatem kapłańskim i ślubami zakonnymi, walka z autorytetem Kościoła i papieża, potrzeba obrony małżeństwa własnego i towarzyszy najbliższych, zamieszanie w sprawach małżeńskich jako skutek usuniętego prawa kanonicznego itd. Toteż uważa się Luter za odnowiciela małżeństwa i w rozmowach z przyjaciółmi chełpi się, mówiąc: “Książkami swymi postawiliśmy stan małżeński znowu na nogi” (2).

Wobec tego rozpatrzymy w niniejszej rozprawce, jaka była treść i wartość reform małżeńskich Lutra. W okresie tworzenia się polskiego prawa małżeńskiego, temat ten posiada – sądzę – pewną aktualność.

I. ZAPRZECZENIE SAKRAMENTALNOŚCI MAŁŻEŃSTWA

Już w roku 1519 wyraża Luter w kazaniu o małżeństwie (3) oraz w liście do przyjaciela (4) poważne wątpliwości co do godności sakramentalnej małżeństwa.

Roku następnego wydaje rozprawę “De captivitate Babylonica”, w której odrzuca bezwzględnie autorytet Kościoła katolickiego. Nie jest to zapewne przypadkiem, że w tym właśnie piśmie wypowiada się Luter otwarcie już przeciwko sakramentalności małżeństwa, zostawiając na razie 3 tylko sakramenty: chrzest, pokutę i eucharystię (5). Nieraz czyni Kościołowi zarzut z tego, że Kościół głosi niby sakramentalność i świętość małżeństwa, równocześnie jednak zakazuje księżom małżeństwa, jakoby było czymś nieczystym i grzesznym. Wiadomo, jak zręcznie umiał Luter dobierać argumenty demagogiczne.

Tego samego roku w odezwie “Do szlachty chrześcijańskiej” zezwala kapłanom zawierać związki małżeńskie wbrew prawu kanonicznemu, które, jego zdaniem, jest niczym więcej jak sumą błędnych i niebezpiecznych praw. Walcząc niby o wolność chrześcijańską i wolność sumienia, objawia Luter na każdym kroku wyraźną niechęć albo wręcz nienawiść wobec praw ludzkich; a już prawników obrzuca przez całe życie niewybrednymi wyzwiskami z bogatego swego arsenału.

Na miejsce prawa kanonicznego stawia Luter jako najwyższe instancje w sprawach małżeńskich Pismo św., zwłaszcza Stary Testament [Tak! – admin], i sumienie ludzkie. Przykład patriarchy starozakonnego ma dla niego moc prawa, ma w oczach jego większą wartość niż 100000 papieży (6). Takich i podobnych nieostrożnych słów uczepił się później książę Filip Heski, żądając pozwolenia na bigamię wedle przykładu patriarchów. I ostatecznie pozwolenie się znalazło, podpisane – jak wiadomo – przez Lutra i Melanchtona.

Lecz rychło zrozumiał Luter, że sprawy małżeńskie są zbyt zawikłane, aby można je pozostawić wyłącznie subiektywnemu uznaniu; stwarza więc w miejsce papieży i soborów nową instancję prawną: Zgodny sąd dwóch uczonych i uczciwych mężów w imieniu Chrystusa; sąd taki ma dla niego większe znaczenie, niż współczesne sobory (7).

Nie dziw, że w tych warunkach zamieszanie w sprawach małżeńskich rosło coraz więcej. “Wolność chrześcijańska” wyrodziła się w swawolę i rozpasanie, czego dowodem choćby straszny bunt chłopski. Okazała się potrzeba stałych norm prawnych i instancyj prawnych. I otóż ten sam Luter, który tak namiętnie walczył o wolność chrześcijańską przeciwko prawu kościelnemu, nie waha się przekazać prawnego uregulowania spraw małżeńskich władzy świeckiej. “Sprawy te należy zostawić zwierzchności świeckiej… Nikt przecież nie może zaprzeczyć, że małżeństwo jest rzeczą zewnętrzną, świecką, tak jak suknie i pokarm, dom i gospodarstwo, poddane władzy świeckiej” (8).

Luter nie chce się mieszać do tych świeckich spraw, jak to papież czynił, on chce być jedynie doradcą sumień ludzkich. Później mówi jeszcze wyraźniej: “Ponieważ ślub i małżeństwo są sprawą świecką, nie należy nam duchownym i sługom Kościoła niczego w tym względzie zarządzać”. Jeżeli wierni żądają błogosławieństwa kościelnego, modlitwy albo udzielenia ślubu, mają duszpasterze prośbę ich spełnić (9). Asystencja kościelna więc zależy od życzenia wiernych; małżeństwo istotnie staje się coraz wyraźniej “sprawą świecką”. Nie bez słuszności więc mogą zwolennicy ślubów cywilnych uważać Lutra za patrona swego.

Luter umiał burzyć, ale nie umiał tworzyć, a już zmysłu prawniczego nie posiadał wiele. Toteż z biegiem czasu uprzykrzył sobie sprawy małżeńskie zupełnie, a w pewnym liście wyznaje, iż sprawy te odrzucił od siebie a niektórym napisał, aby w imię wszystkich diabłów czynili, co chcą (10). Ostatecznie daje radę, aby każdy postępował tak, jak mu każe sumienie; tam, gdzie papież daje dyspensę, może każdy sam siebie dyspensować; a jeżeli swawola stanie się zbyt wielką, wtedy książęta mogą zarządzić zmiany. Rozpaczliwe istotnie rady! Nie dziw, że w tych warunkach prawo świeckie pozostało jako jedyna, stała norma postępowania.

Lecz dziwnie destruktywny umysł Lutra niebawem i to prawo świeckie podkopał i pogmatwał. Uczył bowiem, że istnieje różnica między prawem dla chrześcijan a dla niechrześcijan albo złych chrześcijan. Prawdziwy chrześcijanin żyje w porządku duchowym, kierując się ewangelią i sumieniem; zły chrześcijanin zaś może używać wolności, jaką mu daje Stary Testament, dla niego normą jest nie ewangelia, lecz prawo świeckie i juryści. Prawo świeckie jest w oczach Lutra jakoby środkiem policyjno-przymusowym ku poskromieniu grzesznych ludzi, dla chrześcijan prawdziwych zaś jest zbyteczne. Poglądy takie nie bardzo sprzyjały powadze prawa.

Nie dosyć na tym. Luter robi dalszą różnicę między dziedziną prawa a dziedziną sumienia. Sumienie, według niego, nie jest subiektywnym zastosowaniem obiektywnego prawa, lecz jest prawem samo dla siebie. Gdziekolwiek zachodzi sprzeczność między sumieniem a prawem, tam należy pójść za głosem sumienia, a nie dbać o prawo, albowiem “prawo istnieje dla sumienia, a nie sumienie dla prawa” (11).

W praktyce zastosował Luter zasadę tę m. in. w sprawie bigamii księcia Filipa Heskiego. Książę oświadczył, że mu “dla zbawienia duszy” potrzeba drugiej żony, 16-letniej Małgorzaty de Sale. Acz niechętnie, dał jednak Luter aprobatę swą, ale tylko w dziedzinie sumienia, jako tajemną radę spowiednika; zastrzega się jednak, że wobec świata i prawa publicznego rada ta nie istnieje i nie ma znaczenia.

Luter woli raczej “poczciwe, mocne kłamstwo” aniżeli przyznanie się publiczne do owej tajemnej rady (12). Przy tej sposobności wygłasza takie oto zasady: Tajemne “tak” jest publicznym “nie“; albo: necessitas (w tym przypadku: żądza książęca) frangit legem, sed non facit legem; albo: consilium …fit nullum per publicationem itd. (13). Różnica między sumieniem a prawem – powiada Luter – jest uznana przez samego Pana Boga, nie trzeba jej tylko zacierać. Stwarza więc Luter fatalny dualizm między moralnością teologiczną dla użytku sumień ludzkich, a prawem publicznym. Nic to Lutra nie obchodzi, że decyzje dwóch tych instancyj są nieraz wręcz sprzeczne ze sobą: obydwie mają za sobą autorytet Boży. Dodać należy, że tzw. potrzeba sumienia często nie jest niczym innym jak nieopanowaną żądzą.

Wielu uważa Lutra jako bojownika wolności indywidualnej wobec przewagi autorytetu. Nie przeszkadza to jednak Lutrowi bynajmniej, by dzieci w sprawach małżeńskich poddać bezwzględnemu autorytetowi rodziców. Dziecko winno się poddać, gdy ojciec zmusza je do małżeństwa lub narzuca mu małżonka; owszem jeżeli młodzi pobrali się wbrew woli rodziców, wtedy ojciec w zasadzie ma prawo małżeństwo to rozerwać, chociażby małżonkowie kochali się wzajemnie a nawet mieli dzieci (14). Zapomina też Luter o zasadzie, którą tak namiętnie szermował przeciwko Kościołowi: Co Bóg połączył, niech człowiek nie rozłącza. Później co prawda zmienił Luter znowu stanowisko swoje, bo konsekwencją nie odznaczał się zupełnie; nie chcę tu jednak sprawy tej obszerniej rozwijać.

Pierwsza a zasadnicza reforma małżeńska Lutra polega więc na zaprzeczeniu sakramentalności małżeństwa i radykalnym usunięciu powagi Kościoła i prawa kanonicznego. Zamiast tego przekazuje po różnych wahaniach sprawy małżeńskie jako rzeczy świeckie prawu świeckiemu. Lecz powagę tego prawa niebawem znowu podkopuje niebezpiecznymi dystynkcjami między prawem dla chrześcijan a dla grzeszników, między forum sumienia a forum prawa publicznego, oraz niebezpieczną praktyką tajemnych rad i dyspens. Więc chociaż Luter nieraz wskazuje na ideał ewangeliczny, chociaż fatalne swe rady daje z litości dla nędzy ludzkiej, nie można mu oszczędzić zarzutu, że reformą swą małżeńską utorował drogę ludzkiej swawoli i namiętności.

II. PRZESZKODY MAŁŻEŃSKIE

Przeszkody małżeńskie, ustanowione przez Kościół, są zdaniem Lutra wypływem tyranii i chciwości, która stwarza przeszkody na to, aby za pieniądze od nich dyspensować. Toteż nie sili się wcale na jakąś rzeczową argumentację; za cały argument starczy mu nieraz – wyzwisko. A przecież były mu zapewne znane głębokie racje, jakie przytacza teologia scholastyczna dla umotywowania przeszkód małżeńskich, np. Tomasz, Summa c. Gent., lib. III. cap. 125 itd.

W imię rzekomej wolności znosi Luter jednym zamachem wszystkie przeszkody iuris ecclesiastici, stwarzając nowe, własne prawo małżeńskie. Przypatrzmy się niektórym jego szczegółom.

Jako przeszkodę uznaje Luter na razie 2. stopień pokrewieństwa i 1. stopień powinowactwa, a to dlatego, ponieważ o tych stopniach jest wzmianka w Piśmie św., specjalnie w Starym Testamencie (15). Mimo to na innym miejscu uznaje za ważne małżeństwo nawet w 1. stopniu powinowactwa (16), a także małżeństwo między kuzynostwem lub między stryjem a bratanką (17). Później widzimy u niego nowe wahania i nowe jaskrawe sprzeczności. Luter nie miał bowiem w tej sprawie ani jasnego zdania, ani jasnych zasad, lecz wahał się między dorywczo wybranymi przykładami z Starego Testamentu a paragrafami prawa świeckiego. Dziwne sprawia wrażenie, że Luter, który tak namiętnie zwalczał prawo kościelne jako dzieło ludzkie, poddaje się pokornie prawu świeckiemu. Dzięki temu prawu i dzięki interwencji książąt świeckich skierowano powoli znowu wolność albo raczej swawolę chrześcijańską, głoszoną przez Lutra, na wypróbowane tory prawa kanonicznego.

Pokrewieństwo duchowne usuwa Luter lekkim sercem jako zabobon ludzki (18); jeszcze bezwzględniej usuwa pokrewieństwo legalne, wynikające z adoptowania, jako bezwartościową zabawkę ludzką (19).

Przeszkodę wyższych święceń nazywa Luter wynalazkiem ludzkim i przeklętą ludzką tradycją (20), po pewnym wahaniu odrzuca także przeszkodę ślubów zakonnych (21).

Za to ogłasza Luter z wielką energią nowe impedimentum dirimens: brak zezwolenia rodzicielskiego (22).

Przeszkodę różnicy re1igii (cultus disparitas) Luter odrzuca z następującą dziwną zaiste argumentacją: “Wiedz, że małżeństwo jest rzeczą zewnętrzną, cielesną jak inne świeckie czynności. Podobnie więc, jak mogę z poganinem, żydem, turkiem, kacerzem jeść, pić, spać, chodzić, jeździć, kupować, rozprawiać i handlować, tak też mogę wstąpić z nim w stan małżeński i trwać w nim, i nie dbaj zupełnie o błazeńskie prawa, które tego zakazują” (23).

Ustanowienie impedimentum criminis nazywa Luter głupotą i bezbożnością (24).

Z wyjątkowym za to zapałem broni impedimentum impotentiae, zgodnie z swym zapatrywaniem o potędze żądz cielesnych (25).

Przeszkody wzbraniające oczywiście zbywa Luter jednym słowem: głupie żarty (26).

Luter odrzuciwszy autorytet Kościoła, odrzuca także całe prawodawstwo kościelne, dotyczące przeszkód małżeńskich. Ale łatwiej było odrzucić prawo stare, aniżeli stworzyć nowe. Wynikły stąd decyzje wahające, sprzeczne i niebezpieczne. Przewodnią ich nutą jest nienawiść wobec Kościoła, obrona tzw. wolności chrześcijańskiej i jak najdalej posunięta ustępliwość wobec przemożnego popędu płciowego.

III. ROZWODY

Luter wypowiada się wprawdzie nieraz przeciwko rozwodom, ale już w roku 1520 nie śmie bronić nierozerwalności małżeństwa (27), owszem tego samego roku ogłasza – choć jeszcze z pewnym wahaniem – wiarołomstwo jako powód do rozwodu (28). Separacji nie uznaje, gdyż, jego zdaniem, Chrystus nikogo nie zmusza do celibatu. W roku 1522 Luter już bez wahania godzi się na rozwód, a stronie niewinnej przyznaje prawo do zawarcia nowego związku (29). Lecz cóż ma uczynić strona winna? Najlepszym wyjściem byłoby, zdaniem Lutra, gdyby władza wiarołomną powiesiła; ale wobec niedbalstwa władz niechby sobie wiarołomca poszedł do innego kraju i tam się ożenił, skoro “nie może się powstrzymać” (30). Śmierć albo małżeństwo – oto lekarstwo na żądzę zmysłową. Przekonanie Lutra o niezmożonej potędze popędu płciowego wywiera fatalny wpływ na kształtowanie się nauki jego o małżeństwie.

Niebawem ogłasza Luter drugi powód do rozwodu: złośliwe opuszczenie małżonka lub małżonki. I tutaj znowu widzimy u niego w początkach pewne wahanie, lecz wkrótce już wyzbył się wątpliwości. Dostatecznym motywem wydaje mu się wzgląd na to, że nie można od nikogo wymagać niedobrowolnego celibatu; poszukał sobie też szybko uzasadnienie biblijne, rozciągając privilegium Paulinum, dotyczące niewiernych, śmiało także na takich “fałszywych chrześcijan”, co to opuszczają małżonków (31). Czas trwania owej dezercji małżeńskiej ocenia Luter w różnych czasach różnie; początkowo podaje termin 6-letni, później wystarcza mu pół roku, po którym to czasie pozwala wszcząć formalności rozwodowe (32).

Gdzie zachodzi gniew i kłótnia między małżonkami, tam Luter godzi się jedynie na separację (33).

Lecz cóż uczynić, kiedy jedna strona nie chce się pojednać; a druga “nie może się powstrzymać i musi mieć małżonkę względnie małżonka”? W takim razie Luter śmiało zezwala na powtórne małżeństwo; “ponieważ taki małżonek nie zna nakazu, by żył w czystości ani też nie posiada ku temu łaski…, nie będzie go Pan Bóg zmuszał do rzeczy niemożliwej” (34). W tym przypadku oczywiście powodem rozwodu jest już nie gniew, ale niemożliwość powstrzymania się, powód istotnie niezwykły, ale wypływający logicznie z przekonań Lutra.

Luter usunął wprawdzie przeszkodę, wynikającą z różnicy religii, mimo to uznaje niedowiarstwo jako powód do rozwodu, mianowicie w tym przypadku, gdy stronie chrześcijańskiej zakazuje się żyć po chrześcijańsku albo gdzie mąż przynagla żonę do kradzieży, wiarołomstwa itd. Ponownie stosuje tu Luter tzw. privilegium Paulinum nie tylko do niewiernych, ale także do “fałszywych chrześcijan” (35).

Odrębność religii sama przez się nie uprawnia do rozwodu, “albowiem związków świeckich i politycznych nie rozwiązuje się dla religii” (36).

O impotencji była już mowa przy przeszkodach małżeńskich. Ale Luter nie ogranicza się do impotentia antecedens, lecz przyznaje rozwód także przy impotentia subsequens, mimo dopełniania małżeństwa i mimo dzieci, z tego małżeństwa pochodzących, przy czym poleca następujący sposób postępowania: “Man exspecta 4. partem anni: si melius fit, bene, si non, separentur” (37).

Żonę, która mężowi odmawia debitum, winna władza przymusić albo zabić (dosłownie!) (38). Jeżeli tego nie czyni, ma mąż wolną drogę do rozwodu.

O chorobie jako przyczynie do rozwodu Luter w różnych czasach różne wypowiadał sądy. Był czas, gdzie radzi pielęgnować troskliwie chorego małżonka, przy czym Bóg udzieli sam wstrzemięźliwości. Za to w liście z roku 1527 daje inne rozstrzygnięcie: Skoro żona trędowata dobrowolnie z mężem się rozstaje, można ją uważać za umarłą i mąż może z spokojnym sumieniem pojąć inną żonę (39). Luter pragnie bardzo, aby władza świecka ogłosiła trąd jako dostateczny powód do rozwodu, tymczasem zaś godzi się na rozwód, przynajmniej dla forum sumienia, na podstawie prawa Mojżeszowego (40).

Wobec ogromu materiału trudno tu podać wszystkie zdania i rozstrzygnięcia Lutra, dotyczące rozwodów; daremnie jednak czekalibyśmy w nich jakiejś myśli przewodniej; przeciwnie, pełno tam niekonsekwencyj, wahania, niejasności. Tak np. pozostaje niejasnym, czy wiarołomstwo, dezercja same ze siebie rozrywają małżeństwo, czy dopiero na podstawie wyroku władzy; dalej domaga się Luter w sprawach rozwodowych postępowania publicznego, a jednak zezwala na tajemne rozwody; zezwala na powtórne małżeństwo jednej stronie, zakazuje go drugiej itp.

Nauką o rozwodach wstrząsnął Luter podstawami małżeństwa, do reszty zaś pomieszał stosunki małżeńskie decyzjami swymi szczegółowymi; a przecież on sam kiedyś uznaje, że rozwód jest niebezpieczeństwem dla wychowania dzieci, dla utrzymania życia rodzinnego oraz dla rządów państwowych (41).

Poprzez wszystkie reformy małżeńskie Lutra obserwujemy dwie cechy charakterystyczne: jedna – to walka namiętna z Kościołem i prawem kościelnym; druga – to obrona wolności chrześcijańskiej, która bardzo często polega tylko na możności zaspokojenia przemożnego popędu płciowego. Mówiąc językiem nowoczesnym: Luter bronił wolności indywidualnej wobec więzów prawa ogólnego, bronił praw ludzkich w zakresie miłości i osobistego szczęścia.

Niestety, przewodnikami w tej obronie były mu z jednej strony nienawiść, z drugiej zaś upokarzająca pobłażliwość dla namiętności ludzkiej. Toteż skutki reformy luterskiej były opłakane; on sam pełen goryczy skarży się na sodomskie rozpasanie obyczajów za panowania “czystej ewangelii”.

Poznań. X. Zygmunt Baranowski
Artykuł z “Przeglądu Teologicznego”. Kwartalnik naukowy. Organ Polskiego Tow. Teologicznego. R. VIII (1927). We Lwowie, ss. 315-323.

Przypisy:

(1) Całokształt nauki Lutra o małżeństwie przedstawiłem w książce pt. Luthers Lehre von der Ehe, Münster i. W. 1913, str. 210.
(2) Erl. (= Martin Luthers sämtl. Werke, 67 tomów, Erlangen 1826-68) 61, 278.
(3) Weim. (= Dr. M. Luthers Werke. Krit. Gesamtausgabe, Weimar 1883 sq.) 2, 168.
(4) End. (= Luthers Briefwechsel, herausg. v. L. Enders, 12 tomów) 2, 278.
(5) Weim. 6, 501.
(6) Weim. 14, 405.
(7) Weim. 6, 557.
(8) Weim. 30, 3, 295.
(9) Erl. 23, 208 sq.
(10) De W. (= M. Luthers Briefe, gesammelt von M. De Wette, Berlin 1825 sq.) 5, 25 sq.
(11) Weim. 30, 3, 246 sq.
(12) Lenz, Briefwechsel Landgr. Philipps v. Hessen, 3 tomy, Lipsk 1880-91, 1, 373.
(13) De Wette-Seidemann, Luthers Briefe, 263 sq., 272 sq.
(14) Weim. 10, 1, 642 sq.
(15) Weim. 6, 555.
(16) Weim. 10, 2, 265 sq. 280 sq.
(17) De Wette 3, 83.
(18) Weim. 6, 555.
(19) Weim. 6, 555 sq.
(20) Weim. 6, 557.
(21) Weim. 8, 630.
(22) Weim. 10, 1, 1, 642 sq.
(23) Weim. 6, 556; 10, 2, 273 etc.
(24) Weim. 6, 556.
(25) Weim. 10, 2, 287.
(26) Weim. 10, 2, 287.
(27) Weim. 6, 559.
(28) Weim. 30, 2, 229.
(29) Weim. 10, 2, 288.
(30) Weim. 10, 2, 289.
(31) Weim. 6, 559 sq.; 11, 94.
(32) Weim. 30, 3, 230 sq.; cf. De Wette 4, 214 etc.
(33) Weim. 10, 2, 291.
(34) Weim. 12, 119.
(35) Weim. 6, 560; 12, 120 sq.
(36) Erl. 61, 237.
(37) Weim. 15, 560.
(38) Weim. 10, 2, 290 sq.
(39) De Wette 3, 194 sq.
(40) Enders 7, 35.
(41) Erl. 61, 177.


Powyższy tekst stanowi bardzo dobrą analizę prac Lutra dotyczących małżeństwa. Szkoda tylko, że autor w 1927-ym roku nie ustrzegł się stawiania tego „augsburskiego świętego” w możliwie jak najgorszym świetle. Wątpliwym jest uznanie, że działalność Marcina Lutra za podyktowana była jedynie chęcią burzenia i zwalczania Kościoła oraz „możności zaspokojenia przemożnego popędu płciowego”. Jednak nie dziwi to, jeśli uwzględni się fakt, że tego fragmentu książki autorem jest rzymsko-katolicki duchowny.
Zaskakujące są natomiast pewne tendencyjne, nie mające bezpośredniego związku z tematem, wtrącenia w stylu:
– „Walka z celibatem kapłańskim i ślubami zakonnymi, walka z autorytetem Kościoła i papieża”. Luter zwalczał celibat i zakonne śluby nie znajdując nań potwierdzenia w Piśmie Świętym, w którym nie ma nic na temat obowiązku zachowania czystości, a jedynie nie do końca jasne zalecenie Pawła dla Tymoteusza (konkretnie dla niego). Z kolei, w sprawie „walki z autorytetem Kościoła i papieża” doktor Luter uznawał „papieża” za źle poinformowanego w roku 1517, lepiej poinformowanego w 1518 po własnym liście, a po 1519 już zdecydowanie niedoinformowanego.
– „Walcząc niby o wolność chrześcijańską i wolność sumienia, objawia Luter na każdym kroku wyraźną niechęć albo wręcz nienawiść wobec praw ludzkich”. Owszem objawiał niechęć do praw ludzkich, zwłaszcza ustanawianych przez bezżennych duchownych.
– „‚Wolność chrześcijańska’ wyrodziła się w swawolę i rozpasanie, czego dowodem choćby straszny bunt chłopski”, tak a propos popartego przez część ubogiego rycerstwa. Autor nie ujawnia, że ów „straszny bunt” zakończył się rzezią dokonaną przez „kwiat” katolickiego rycerstwa ani ze to właśnie ci chłopi stanowili ponad 90% wszystkich ofiar.
SyøTroll

Śmiercionośna Wiosna Arabska

Abdulateef Al-Mulhim: Śmiercionośna Wiosna Arabska

Od pierwszych chwil Wiosny Arabskiej widzieliśmy jak mężczyźni, kobiety i dzieci ginęli od przypadkowych kul, byli ostrzeliwani pociskami z czołgów, pociskami rakietowymi, ostrzeliwani z helikopterów i samolotów wojskowych.

Niewinni ludzie w Syrii stali się obiektem ataku bronią chemiczną, i niezależnie która strona ponosi winę za jej użycie, świat niczego w tej sprawie nie zrobił . Na co zatem czekamy? Na bomby nuklearne zabijające kogo popadnie?

Wiosna Arabska wybuchła w wielu krajach, od Tunezji do Libii i od Egiptu do Syrii. Chociaż mam ogromny szacunek dla ludzi żądających lepszego życia, równości społecznej, prawa do samodzielnego myślenia i do stawiania pytań, jak również żądających położenia kresu korupcji, twierdziłem od samego początku, że to martwy płód.

Nie mam żadnego sentymentu do byłego władcy Tunezji Zina El Abidine Ben Alego, do Hosniego Mubaraka i jego synów, do Alego Abdullaha Saleha z Jemenu, do Muammara Kaddafiego, czy do Bashara Assada, a jednak ich obalenie nie budziło we mnie optymizmu.

Arabskie i zachodnie media powitały te zmiany z radością, ale wyraźnie wielu analityków nie zdaje sobie sprawy ze złożoności arabskiego świata. Kiedy rozmawiasz z Syryjczykiem z Damaszku i z Syryjczykiem z Aleppo masz wrażenie, że rozmawiasz z istotami z różnych planet. Libijczyk z Benghazi jest kimś zupełnie innym niż Libijczyk z Trypolisu, Egipcjanin z Kairu spotyka się z wrogością ze strony Egipcjanina z Synaju, zaś Jemeńczyk z Sanaa uważa Jemeńczyka z Adenu za swojego śmiertelnego wroga. Trzeba uznać fakt, że te kraje są już dziś podzielone tak, że trudno to sobie wyobrazić.

Jak na ironię, to właśnie ci obaleni dyktatorzy byli zwornikami tych krajów. Tak, dyktatury są niewybaczalne, ale to właśnie jest rzeczywistość arabskiego świata. Spójrzmy na przykład na Irak po usunięciu Saddama Husajna. Kto mógł przypuszczać, że wielu Irakijczyków będzie tęsknić do starych, dobrych czasów Saddama? Jak można tęsknić do człowieka odpowiedzialnego za to, że w każdej rodzinie ktoś został zamordowany? Często te tęsknoty wyrażają ludzie, którzy sami stracili kogoś bliskiego.

Odpowiedź jest prosta. Arabowie nie są jeszcze gotowi do demokratycznych rządów i dyktatura jest tu normą. W pewnym sensie świat arabski zawsze akceptował charyzmatycznych przywódców, niezależnie od tego co oni robili, lub czego nie robili dla społeczeństwa. W Egipcie nadal opłakuje się byłego prezydenta Gamala Abdela Nassera, chociaż to właśnie on doprowadził do podziałów w świecie arabskim, które obserwujemy dzisiaj i przegrał wszystkie wojny, w które wciągnął Egipt. Saddam Husajn używał broni chemicznej przeciw własnemu społeczeństwu, a jednak wielu nadal uważa go za bohatera. Innymi słowy, demokracja jest dobra dla jednych krajów, a dyktatura dla innych. Dlatego właśnie podejrzewałem, że to żądanie demokracji podczas Wiosny Arabskiej, było skazane na szybką śmierć. Zginęła w tym procesie nie tylko Wiosna Arabska, zabito również szacunek dla człowieczeństwa.

Wiedzieliśmy teraz jak użyto broni chemicznej przeciw niewinnym mężczyznom, kobietom i dzieciom. Jakie koszmary mogą być gorsze niż to? Na przestrzeni ostatnich kilku dekad, świat dwukrotnie widział użycie broni chemicznej na dużą skalę i to nie w warunkach wojny między dwoma wrogimi krajami, ale przez rządy przeciw własnemu społeczeństwu. Irak użył jej przeciw Kurdom, Syria przeciw Syryjczykom.

Jak na ironię, widzieliśmy tu wiele wojen w tym regionie, ale nie korzystano w nich z broni chemicznej, używano jej przeciw cywilom przez własny rząd, wyjątkiem było użycie tego rodzaju broni przez Irak podczas ośmioletniej wojny między Irakiem i Iranem.

Pojawia się tu pytanie, co skłania dyktatora do podjęcia bez przebierania w środkach wojny przeciw własnemu narodowi? Odpowiedź jest prosta — robi to, ponieważ wie, że ujdzie mu to na sucho.

Wszyscy w tym regionie oczekują, że Stany Zjednoczone i inne kraje Zachodu przeprowadzą rutynowe badanie i dochodzenie i czekają na zielone światło z Białego Domu. Jakikolwiek będzie rezultat interwencji, usłyszymy tu wiele opinii. Jeśli atak zostanie podjęty, a jego efekty będą zgodne z planem, wielu powie, że Stany Zjednoczone zrobiły to wyłącznie ze względu na własne interesy. Jeśli atak się nie powiedzie, będą obarczali winą Waszyngton, ale nigdy siebie. Cóż za ironia, że jesteśmy tak antyamerykańscy, ale w przypadku jakiegokolwiek konfliktu, natychmiast błagamy o amerykańską interwencję.

Świat arabski będzie w dalszym ciągu doświadczał ciągłych wstrząsów, jeśli nie zdławi korupcji i nie zacznie dążyć do społecznej równości. Musimy kształcić nasze dzieci w duchu szacunku do innych i przestać uczyć ich nienawiści. Mordy w krajach Wiosny Arabskiej, jak również w Iraku, stały się codzienną porcją wiadomości.

Ponurym faktem jest to, że te mordy przybierają najbardziej okrutne formy, kiedy są dokonywane w imię religii i kiedy mordują się wyznawcy różnych sekt i grup etnicznych. Twoja tożsamość może być wybawieniem w jednym miejscu i przyczyną długiego śledztwa oraz brutalnej egzekucji w innym.

Wiosna Arabska pokazała jak bardzo Arabowie są w rzeczywistości podzieleni. Największym wrogiem Arabów nie są cudzoziemcy, ale oni sami. W krajach arabskich wielu spało z wrogiem w jednym łóżku przez długie lata. Arabska Wiosna pokazała nam, że nie ma tu szacunku dla ludzkiego życia.

I wreszcie pytanie za milion dolarów: w świecie arabskim wielu nie może się doczekać amerykańskiego ataku na syryjskie bazy wojskowe, ale co powiedzą jeśli armia amerykańska będzie musiała skorzystać z informacji izraelskiego wywiadu, z izraelskiej przestrzeni powietrznej, z izraelskiego radaru i operacyjnej współpracy z IDF?

„Arab Spring: Death to humanity”
Arab News, 1 września 2013r.
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska (racjonalista.pl)

Źródło : http://www.izrael.org.il/opinie/3667-abdulateef-al-mulhim-smiercionosna-wiosna-arabska.html