PRL-PiS

PiS konsekwentnie wznosi gmach narodowo-konserwatywnej hegemonii politycznej. Prace trwają na wielu polach – w imię katolickiego szariatu wprowadza się kontrolę rozrodu i ogranicza prawa reprodukcyjne kobiet. Jedyna akceptowana wersja patriotyzmu to szowinizm i ksenofobia okraszone odpustową tandetą tekstylną, polityka historyczna brutalnie ruguje z pamięci i programu edukacji bohaterów walki o równość, brunatny nacjonalizm staje się miarą cnoty i cenionej postawy obywatelskiej, a polskość – rasowo-etnicznie rozumianą wyjątkowością; prawo do inwigilacji – koniecznością wymuszoną względami bezpieczeństwa, media publiczne – narzędziem tworzenia lęków i uległości wobec władzy, szkoła – fordowską linią produkcyjną, z której do społeczeństwa zjeżdżać mają agresywni ignoranci z Wielką Polską i nienawiścią na mordach.

Opozycję należy marginalizować i tępić za pomocą resortów siłowych, posłusznej prokuratury, IPN-u, oraz najnowszej zdobyczy – Trybunału Konstytucyjnego. Jednym z pierwszych testów tego ostatniego będzie delegalizacja Komunistycznej Partii Polski, którą właśnie zapowiedział resort sprawiedliwości. Obecnie prowadzona jest analiza, która niebawem zakończy się wnioskiem Prokuratora Generalnego do TK o stwierdzenie zgodności celów i działalności KPP z ustawą zasadniczą.

Trudno sobie wyobrazić, by opanowane przez ludzi Jarosława Kaczyńskiego gremium stwierdziło, że nie ma przesłanek ku delegalizacji. Nie o prawdę i rzetelną analizę praktyki politycznej i pryncypiów KPP tutaj chodzi. Fakty nie mają znaczenia, choć przemawiają one na korzyść liczącego obecnie ok. 500 członków ugrupowania. Podczas swojej 15-letniej aktywności partia nie przeprowadziła choćby jednej akcji, której cele i metody można by określić jako zmierzające do ustanowienia totalitarnego porządku. Nie zanotowano również żadnego aktu przemocy ze strony KPP, ani jednej ulicznej bijatyki z policją czy innych działań przeciwko porządkowi publicznemu. Komuniści zajmowali się pielęgnowaniem pamięci o wspólnej walce żołnierzy polskich i radzieckich przeciwko nazistom, krytykowali sojusz z amerykańskimi imperialistami, wyrażali poparcie dla Kaddafiego, Assada, Łukaszenki i kilku innych słabnących reżimów. Na ich stronie internetowej można zobaczyć symbol ruchu robotniczego – sierp i młot, twarz Lenina i hasło „robotnicy wszystkich krajów, łączcie się”. Komu zagraża ta grupa działaczy robotniczych? Nikomu. Nawet PiS-owi. Jasne jest, że katoprawicy nie chodzi o likwidację zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, bo trudno mówić o takowym ze strony kilkuset nostalgików. Ekipa Kaczyńskiego jest również świadoma, że potencjał rozwojowy KPP w obecnych warunkach, gdy radykalna lewica jest zatomizowana i pogrążona w marazmie, a spojrzenia pełne nadziei skierowane są raczej w kierunku Partii Razem – delikatnie zwyżkującej socjaldemokracji, jest raczej zerowy. Jaki jest więc cel tej rozgrywki?

To wysłanie społeczeństwu sygnału – w naszym państwie nie ma miejsca na lewicę, zaczynamy proces jej demontażu. Działaczy należy pozbawić resztek morale i wytworzyć w nich przekonanie, że to, co robią i wartości, którymi się kierują – są nie tylko niemożliwe do osiągnięcia, ale wręcz nielegalne. PiS chce wtrącić nas do kryminału, a na pierwszy ogień wziął tych, którzy nie znajdą szerokiego grona obrońców, a jednocześnie stanowią łatwy obiekt do szczucia. KPP nosi w nazwie komunizm, a każdy młody patriota przecie wie, że „dobry komunista to martwy komunista”. Strzałów w potylicę, dołów z wapnem czy skierowania do obozów pracy działacze KPP na razie nie muszą się obawiać, jednak w legalnym życiu politycznym nie ma być dla nich miejsca. To również sygnał dla popierającego PiS antykomunistycznie rozpalonego segmentu społecznego – mamy w Polsce problem z komunistami, zróbmy z nimi porządek. Straszak w postaci uchodźców może przecież niedługo się znudzić, a patriotyczna czerń – bandyci z celtykami i stadionowi troglodyci, potrzebują przecież nowych obiektów nienawistnych westchnień.

To dopiero początek. Po eliminacji KPP pod lewą ścianą znajdą się inne ugrupowania socjalistyczne – PPS, Pracownicza Demokracja, Socjaliści, z którymi PiS powinien poradzić sobie równie szybko. Możliwe jednak, że postanowi na razie im odpuścić, przechodząc do zawołania „ścinamy wysokie drzewa”. Pod topór pójdą więc większe podmioty – Krytyka Polityczna – no przecież to gniazdo marksizmu, zatruwające młodzież z wielkich miast i środowisko akademickie, OPZZ – związek, który kolaborował z komuną, SLD – komuna najpierwszego sortu, no i oczywiście wilk, który przybrał owczą skórę – Partia Razem – również marksistowsko-genderowskie zło w przyjemnym fioletowym opakowaniu. Warto się zatrzymać przy tym ugrupowaniu.

Jego działacze i działaczki konsekwentnie odmawiają zajęcia stanowiska w sprawie delegalizacji KPP. Żaden z niech nie zgodził się na zacytowanie. Nieliczni zdobywają się się na delikatne wyrazy solidarności, inni wręcz cieszą się z agonii „totalitarystów”, którzy według nich działają niezgodnie z konstytucją. Ci ostatni budzą we mnie największą odrazę. Powtarzanie klisz języka propagandy rodem z Czarnej Księgi Komunizmu, jakoby komunizm był ideologią immanentnie i nierozerwalnie związaną z totalitaryzmem świadczy o brakach w wykształceniu i kwalifikuje do politycznego zsypu. Ale nawet im nie życzę bycia zdelegalizowanym przez PiS, choć oni chcieliby tego dla komunistów. Partia Razem naiwnie wierzy, że umiarkowany język i odcinanie się od radykalizmów to gwarancja spokoju i trwania w ramach zasad wyznaczonych przez PiS. Tak jednak nie będzie, dlatego że dla inspektorów z IPN i prokuratorów Ziobry nie ma odcieni szarości. Wszelkie lewicowe organizacje są wrogie i wobec nich obowiązuje kalendarz egzekucji. Zapis na późniejszy termin jest dość słabym pocieszeniem, proszę fioletowych przyjaciół.

Co i z kim możemy zrobić w momencie, gdy prawicowa ekstrema przyszła właśnie po komunistów, a największa lewicowa siła zatyka uszy, nie chcąc usłyszeć pierwszego wersu z pastora Niemöllera? Jakby to powiedziała Róża Luksemburg – należy działać szybko. Krzepiącym akcentem są wypowiedzi rzeczniczki prasowej SLD Anny Marii Żukowskiej, która napisała, że „Sojusz Lewicy Demokratycznej nigdy nie przyklaśnie zamykaniu ust siostrzanym – nawet, jeśli to ideowo dalekie kuzynki – partiom lewicowym” oraz zapowiedziała aktywny sprzeciw jej partii przeciwko zapędom Ziobry. Interwencję u władz OPZZ zapowiedział również doradca tej centrali Piotr Szumlewicz. Na uznanie zasługuje również postawa działaczy Pracowniczej Demokracji czy Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, którzy również nie zamierzają przypatrywać się bezradnie, jak PiS rozpoczyna demontaż lewicy w Polsce. Portal strajk.eu oczywiście przyłącza się do formującej się koalicji w obronie wolności słowa. Konieczne jest jednak stworzenie szerszego frontu przeciwko ograniczaniu swobody działalności partii politycznej i kryminalizacji lewicowych poglądów. Obowiązkiem każdego demokraty dzisiaj jest stanięcie po stronie Komunistycznej Partii Polski. W tej rozgrywce nie chodzi bowiem o ochronę jednej partii. To walka o demokratyczne państwo. Zagrożony jest jego fundament – polityczny pluralizm, a jego redukcja rozpoczyna się właśnie od uderzenia w komunistów.

źródło : http://www.sld.org.pl/aktualnosci/20329-piotr_nowak_na_portalu_strajk.html

Reklamy

Obsesyjna antyrosyjska propaganda Anne Applebaum nie znajduje już słuchaczy, ale królicza nora sięga dużo głębiej

PRACowniA

Daniel McAdams
Ron Paul Institute
8 maja 2017 16:43 UTC

Anne Applebaum, członkini CFR*, chałturzystka medialna, fanatyczna rusofobka, posiadaczka podwójnego obywatelstwa – polskiego i amerykańskiego – i żona byłego ministra spraw zagranicznych Polski, Radosława Sikorskiego

Neokonserwatystka Anne Applebaum nigdy jeszcze nie widziała łóżka, spod którego nie zerkałby zły Rosjanin. Ponad ćwierć wieku po zakończeniu Zimnej Wojny nadal nie może pozbyć się histerycznego uczucia, że „idą Rosjanie, idą Rosjanie!” U Applebaum, od krzykliwych wypocin do wrzaskliwej tyrady, wszystko jest – jak u całej reszty neokonów – na jedno kopyto: rząd USA musi przeznaczyć więcej pieniędzy na zażegnanie zagrożenia miesiąca. Zazwyczaj jest nim Rosja lub Putin. Ale mogą to być również Chiny, Iran, Asad, Kaddafi, Saddam, itd.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Applebaum naprawdę wierzy, że Putin chce zniszczyć nasze instytucje demokratyczne, ale jest też bardziej prozaiczne wytłumaczenie jej niekończącej się obsesji: nagłaśnianie i rozdmuchiwanie „ogromnych zagrożeń” bardzo…

View original post 2 396 słów więcej

Czego Rosja chce od Ukrainy?

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow wyjaśnił stosunek Rosji wobec Ukrainy.

Powiedział o tym podczas wykładu w Berlinie, donosi „Rossijskaja Gazieta”.

„Chcemy, aby Ukraina była normalnym państwem demokratycznym, chcemy widzieć jej stabilność, gdzie wszystkie mniejszości żyją swobodnie i korzystają ze wszystkich praw, w tym tych przewidzianych przez Konwencję Rady Europy. Kraj, który nie prowadzi antyrosyjskiej polityki, w którym nie stawiają na równi tych, którzy walczyli z faszyzmem z tymi, którzy z nim współpracowali” — powiedział Ławrow.

On skomentował również oskarżenia DRL i ŁRL o terroryzm ze strony Kijowa. Według niego ludzie tam mieszkający na nikogo nie napadali.

„Oni po prostu powiedzieli — dajcie nam żyć w pokoju” — powiedział Ławrow.

Wcześniej Ławrow oświadczył, że mimo różnicy zdań w kwestii ukraińskiej, współpraca między Moskwą a Brukselą w tym kierunku jest z korzyścią dla sprawy.

„Jest oczywiste, że UE ma własną pozycję, ale dialog, szczegółowe spojrzenie na siebie nawzajem, zawsze jest z korzyścią dla sprawy. Mam nadzieję, że będziemy lepiej rozumieć także przyczyny tego, co się dzieje i znajdziemy wyjście z tej trudnej sytuacji” — powiedział Ławrow.

Podkreślił, że nie ma podstaw do oskarżenia Moskwy o brak dobrej woli w celu przezwyciężenia kryzysu ukraińskiego. To właśnie Rosja osiągnęła powrót DRL i ŁRL do procesu negocjacyjnego i ich zgodę na zawarcie porozumień z Mińska.

Źródło : https://pl.sputniknews.com/swiat/201707145873509-sputnik-rosja-ukraina-lawrow/

Głos Nadziei dla Ukrainy

„Złota myśl” „Bohaterki Ukrainy” (tytuł oficjalny) Nadieżdy Sawczenko, deputowanej Rady Najwyższej Ukrainy o tzw. bojcach ATO…

Czyli po wydarzeniach 9 maja tego roku okazało się że tzw. bojcy ATO, to nie żadni ‚heroje” oraz „kwiat narodu”, a bydło i odpadki, które pojechały na Donbas żeby mordować swoich za pieniądze, albo żeby nie siedzieć w więzieniach. Dla których cudze życie nic nie jest warte i którzy walczyli w interesie oligarchów. Siły Zbrojne Ukrainy złamały złożona przez siebie przysięgę, która nakazywała im bronić własny naród. „Zapamiętajcie jedno, wy nigdy nie będziecie nigdy bohaterami, a naród wam tego nigdy nie wybaczy”…

za https://adnovumteam.wordpress.com/2017/05/11/wojna-domowa-na-ukrainie-11-05-2017r-805-dzien-od-nowego-rozejmu/

Źródło oryginalne : https://vk.com/hadiyasavchenko?w=wall296117298_2894%2Fall

Oświadczenie polskiego MSZ w/s sytuacji w Awdijiwce

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP wyraża najgłębsze zaniepokojenie w związku z drastycznym pogorszeniem sytuacji humanitarnej i bezpieczeństwa w strefie konfliktu w Donbasie wywołanym agresywnymi działaniami prorosyjskich bojowników w rejonie miasta Awdiejewka.

Wbrew wielokrotnie powtarzanym zobowiązaniom do rozejmu, doszło do eskalacji walk, w której życie straciło w ciągu ostatniego tygodnia co najmniej 16 żołnierzy ukraińskich. Wskutek użycia broni ciężkiej, zniszczone zostały ważne elementy infrastruktury, co powoduje ogromne cierpienia miejscowej ludności cywilnej, aż po konieczność opuszczenia własnych domów. Przerwy w ogrzewaniu, dostawach prądu i wody w regionie objętym działaniami zbrojnymi grożą poważną katastrofą humanitarną. Wzywamy do natychmiastowego zaprzestania działań bojowych oraz umożliwienia dostępu organizacjom pomocowym i instytucjom niosącym pomoc cywilom.

Ostatnie wydarzenia po raz kolejny dobitnie wskazują na bezwzględną konieczność przestrzegania przez obie strony konfliktu zobowiązań, które zostały powzięte w Mińsku. W pierwszej kolejności niezbędne jest jednak spełnienie przez Rosję tych zobowiązań, które dotyczą bezpieczeństwa. Jest to warunek niezbędny do podjęcia jakichkolwiek efektywnych zobowiązań politycznych. Apelujemy do Rosji o powstrzymanie działań kontrolowanych przez nią bojowników oraz o wycofanie z terytorium Ukrainy zgromadzonego tam sprzętu wojskowego i personelu militarnego. Wzywamy stronę rosyjską do zapewnienia pełnej swobody działań Specjalnej Misji Monitorującej OBWE, w tym jej dostępu do niekontrolowanego przez Kijów odcinka granicy ukraińsko-rosyjskiej. Zaangażowanie społeczności międzynarodowej pozostaje kluczowym elementem działań na rzecz jego ostatecznego rozwiązania.

Zwracamy uwagę, że napięta sytuacja utrzymuje się także w innych miejscach na „linii rozgraniczenia” między siłami ukraińskimi i kontrolowanymi przez Rosję. Tylko trwałe rozwiązanie konfliktu oparte na zasadach prawa międzynarodowego, w tym poszanowania suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, może zagwarantować, że konflikt nie będzie pochłaniać kolejnych ofiar. Od początku działań wojennych w 2014 roku, szacuje się, że działania zbrojne pochłonęły prawie 10 tysięcy ofiar, z czego połowę stanowili cywile. Ponad 2 mln Ukraińców zostało zmuszonych do porzucenia swoich domów i wyjazdu z okupowanej części kraju.

To pierwszy raz kiedy nasz MSZ zwrócił uwagę na przestrzeganie porozumień mińskich nie tylko przez separatystów, ale także przez Ukraińskie Wojska, zamiast dotychczasowego ignorowania naruszania rozejmu przez nie. Ale oczywiście nadal polski MSZ popiera dalszą pacyfikacje obywateli Ukrainy przez Ukraińskie Siły Zbrojne, roniąc przy tym krokodyle łzy.

Wojna domowa na Ukrainie 11.01.2017r.- 686 dzień od nowego rozejmu.

Wynik wyborów prezydenckich w USA wprawił juntę w Kijowie w stan swoistego paraliżu politycznego.

 

Na przykład symbolem strachu jaki zapanował wśród kijowskich elit politycznych było, że niemal natychmiast po wyborach minister spraw wewnętrznych Arsen Awakow usunął z Facebooka swój komentarz, w którym szydził z kandydata Republikanów. Po czym i on sam zniknął nie dając do dziś znaku życia.

Nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump nie zapowiada dla Ukrainy nic dobrego. Od zwycięstwa Trumpa Ukraińcy obawiają się, że razem z Putinem może on ponad ich głowami zadecydować o losie ich kraju, np. o Krymie, czy też separatystycznych republik na południowo-wschodnich rubieżach Ukrainy. Obawiają się również i tego, że Stany Zjednoczone nie tylko pozbawią Ukrainę swojego wsparcia politycznego, ale też gospodarczego.

W czasie przerwy w walkach jakie zapanowały w okresie Bożego Narodzenia pojawił się szereg propozycji, które mogłyby wnieść świeży powiew w rozwiązanie konfliktu wewnątrz ukraińskiego. Jako pierwszy zabrał głos Wiktor Pinczuk, jeden z najbardziej wpływowych ukraińskich oligarchów. W „Wall Street Journal” stwierdził, że wybór Trumpa w USA i wzmacnianie się populizmu w Europie zmuszają Ukrainę do „bolesnych kompromisów”. Jego zdaniem Ukraina powinna zrezygnować z aspiracji wstąpienia do NATO, zobowiązać się do neutralności, ale jednocześnie postarać się o gwarancje bezpieczeństwa. Chwilowo musi też odczekać możliwa integracja z Unią Europejską.

I tak, w odniesieniu do Donbasu, gdzie od blisko trzech lat trwa wojna, Pinczuk proponuje, by Ukraina odstąpiła od swoich dotychczasowych maksymalnych żądań i zaakceptowała wybory lokalne także wówczas, gdy ze względu na obecność rosyjskich wojsk i wywiadu, nie będą to wolne wybory. Z wszelkich negocjacji z Rosją Ukraina powinna też wyłączyć Krym, zaanektowany w 2014 przez Rosję. Może za dwa dziesięciolecia Krym dobrowolnie przyłączy się znowu do Ukrainy – tak jak NRD dobrowolnie i z sukcesem przyłączyła się do Republiki Federalnej Niemiec- zasugerował Pinczuk. Ale na obecny czas Krym jest twardo przy Rosji, co głównie wynika z postawy kijowskiej ekipy, która doszła do władzy po zamachu stanu w lutym 2014 roku.

Artykuł opublikowany przez Wiktora Pinczuka spotkał się, delikatnie mówiąc, z bardzo szorstkimi reakcjami. I tak np. Hanna Hopko, niezależna deputowana ukraińskiej Wierchownej Rady i przewodnicząca komisji ds. zagranicznych nazwała propozycje Pinczuka „skandalicznymi”.

I jest to, wg. niej „igranie integralnością terytorialną Ukrainy„, które  „jest przestępstwem”.

Natomiast inni deputowani, w tym niezawodny zawsze Olech Liaszko , zarzucili Pinczukowi zdradę i przynależność do V kolumny Moskwy.

Poza tym, Kostiantyn Jelisiejew, doradca prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki ds. zagranicznych kategorycznie sprzeciwił się jakiemukolwiek zrezygnowaniu z euroatlantyckiego kursu czy dążenia Ukrainy do wstąpienia do NATO i UE. Wszystko inne byłoby zdradą „niezależności i suwerenności kraju”.

„Byłoby to równoznaczne z powrotem do sowieckiej przeszłości” – stwierdził Jelisiejew.

Pomimo to pojawiają się też głosy rozsądku, jak np. ze strony byłego prezydenta Ukrainy Leonida Krawczuka,  który zaproponował w wywiadzie dla rozgłośni „Echo Moskwy” powołanie do życia konwentu ekspertów, swoistej „rady mędrców”. Co polegać by miało na tym, że Kreml i Kijów miałyby oddelegować każdorazowo „pięć autorytetów moralnych, osób, które nigdy nie były członkami rządu ani partii” i pozwolić im w spokoju pracować nad polubownym rozwiązaniem konfliktu.

Natomiast zdaniem szefa bardzo wpływowego kijowskiego think tanku „Międzynarodowego Centrum Studiów Politycznych” („ICPS”), Wasyla Filipczuka, Ukrainie pozostały już bardzo mało czasu na to, by sama mogła aktywnie uczestniczyć w  pertraktacjach dotyczących skutecznego  zakończenia wojny na wschodzie kraju.

Poza tym, Wasyl Filipchuk  przedstawił na portalu internetowym „apostrophe.ua” szczegółowy, 9-punktowy program. Podobnie jak Wiktor Pinczuk uważa, że Ukraina powinna zrezygnować z dążenia do członkostwa w NATO, chciałby jednak, żeby pewnego dnia stała się członkiem UE. Dla Krymu zaleca kompleksową procedurę prowadzącą do jego autonomii i także Donbas, po wycofaniu się rosyjskich wojsk, powinien otrzymać regionalne prawa nadzwyczajne.

Jak widać, pojawiać się już zaczęły na Ukrainie głosy rozsądku, bo sytuacja w jaką zagonili ten kraj amerykańscy puczyści zbliża się nieubłaganie do totalnej katastrofy. Tylko czy, pomimo tego, że zdecydowana większość społeczeństwa ma dość korupcji, bandytyzmu, bezprawia i wojny i dojrzało ono do zmian, to czy ludzie stojący na czele obecnej kliki tak łatwo oddadzą władze, która przynosi im niesamowite profity?

Jak dotąd w sprawie drogi na nowy rok prezydent Petro Poroszenko nie wypowiedział się unikając publicznych wystąpień i konferencji prasowej. Tak więc, jak sądzić można trwają tam jakieś przetargi na szczytach władzy, które mogą doprowadzić do kosmetycznych zmian, ale nie rozwiązując meritum problemu.

W podobnej sytuacji są obecne władze w Polsce, i dlatego bardzo niepoważnie brzmią słowa szefa polskiej dyplomacji Witolda Waszczykowskiego, który na spotkaniu w Nowym Jorku z doradcą ds. bezpieczeństwa przyszłego prezydenta USA, generałem Michaelem Flynnem oraz z nieformalnym doradcą Donalda Trumpa ds. międzynarodowych, Henry Kissingerem powiedział, że:

„Traktują nas jak wiarygodnego sojusznika, państwo które wydaje właściwe sumy na obronność i służy także interesom Stanów Zjednoczonych”

Śmieszność polega na tym, czy my również możemy- w kontekście zadeklarowanej przyjaźni z Rosją przez prezydenta elekta Donalda Trumpa, liczyć na Stany Zjednoczone jako wiarygodnego sojusznika?

Jak na razie trwa festiwal radości z przyjazdu do Polski brygady amerykańskich czołgów, tylko, że ta brygada to za mało aby obronić flankę wschodnią przez…. rządami obecnej ekipy 🙂

Źródło : https://adnovumteam.wordpress.com/2017/01/11/wojna-domowa-na-ukrainie-11-01-2017r-686-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-77296

 

Wojna już trwa! Obiektem ataku nie jest Ukraina. Obiektem jest cała Europa

Najpierw wojna hybrydowa tworzy alternatywną rzeczywistość, nie nowe granice, ale alternatywny obraz. Formalnie wojny nie ma i nie ma agresji. Są konflikty wewnętrzne, walka polityczna, zarządzanie kryzysowe oraz przypadki zbrojnej konfrontacji. Agresji i agresora nie ma, są obawiający się sąsiedzi, swoboda słowa, sumienia i próby dostosowania zasad do aktualnej sytuacji przez biurokrację. Biurokracja na ogół stara się wydostać z sytuacji nietypowych za pomocą standardowych metod bez nowych rozwiązań. Jest zbyt konserwatywna i nieświadomie staje się sprzymierzeńcem kreatywnego agresora posługującego się nowymi narzędziami.

Wojna na Ukrainie nie jest tylko wojną Ukrainy, jest wojną, w której Ukraina dzielnie broni się przed agresją Rosji. To wojna światła i ciemności, dobra i zła, kultury i jej braku, cywilizowanego świata i „ruskiego miru”, dyktatury Putlera i kraju walczącego o swoją wolność. Ale bez wątpienia jest to wojna. WOJNA, której ja nie chcę ani na Ukrainie, ani tym bardziej w Polsce. Ale nie mogę chować głowy w piasek i udawać, że jej nie ma, jak to robi większość europejskich polityków. Niestety, jest. Ta wojna zburzyła całe moje życie i życie mojej rodziny, mnóstwa moich znajomych, przyjaciół; zabrała życie tysięcy niewinnych osób w różnym wieku, żołnierzy, 18-letnich młodych ludzi, którzy po szkole zdecydowali się bronić ojczyzny, i dziadków, którzy mogliby spokojnie wychowywać wnuki. Codziennie zabiera ich dusze do nieba.

A co zrobiliśmy, by jej nigdy nie było na polskiej ziemi? Z referatem na ten temat wystąpiłem na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Od razu wyjaśnienie – ten tekst nie był przeznaczony dla Ukrainy, bo tu i beze mnie wszyscy rozumieją sytuację, a tym bardziej nie dla Rosji, bo tracić na nich czasu nie chcę i nie widzę sensu. Po prostu w pewnym momencie po rozmowach na Forum stało się dla mnie jasne, że Europa jest zmęczona naszymi smutnymi opowieściami o agresji, prośbami o pomoc. Są zmęczeni.

To smutne, ale to fakt. Oni nie są zainteresowani słuchaniem o naszych kłopotach. Aby wzbudzić zainteresowanie poważnych rozmówców z Polski i innych krajów, są tylko dwie możliwości: albo należy im zaproponować zarobić miliony dolarów, albo przestraszyć. Milionów nie mam, więc w ciągu nocy dopracowałem wcześniej przygotowany tekst i wyszedłem z nim do publiczności. Moim zdaniem, udało się. Pojawiły się propozycje, aby powtórzyć go w innych miejscach, a polski profesor wziął go, by zaprezentować swoim studentom. Poniżej zamieszczam ów tekst i poddaję pod osąd opinii publicznej.

Wschodnia granica Aliansu. Wojna hybrydowa zmienia zwykłe zasady bezpieczeństwa
W samym tytule mojego wystąpienia założona została kontrowersja. Na pierwszy rzut oka wszystko jest logiczne. Chodzi o wschodnią granicę Aliansu, czyli Unii Europejskiej i demokratycznego świata. Oraz o wojnę między Ukrainą a Rosją. Która was, Europejczyków, nie dotyczy. Wojna jest daleko. Bardzo daleko. W telewizorze. I zawsze można telewizor wyłączyć. W jednym programie telewizyjnym mówi się, że ta wojna nie jest taka agresywna, a czasami, że jest to wojna domowa. Poważni przedstawiciele instytucji ponadnarodowych wyrażają kolejny już raz głębokie zaniepokojenie, po czym problem znika i prowadzący przechodzi do nadawania wiadomości ze świata sportu i mody.

Nie okłamujcie samych siebie! Agresja Rosji na Ukrainie to jest też wasza wojna. Z odroczeniem. Nie z różnymi scenariuszami, ale po prostu z odroczeniem. W przypadku porażki Ukrainy ta wojna przyjdzie do was. Hybrydowa. Z realnymi ofiarami. Warszawa i Kraków to nie Donieck i Ługańsk. Dziś nie. A jutro? Wy nawet nie możecie sobie wyobrazić, jak łatwo to się robi.

Na początku media kreują alternatywny obraz, jak w waszym kraju są uciskani, na przykład, mieszkańcy rosyjskojęzyczni. Albo prawosławni, to nie ma znaczenia. Dalej nieśmiałe protesty, żądania przyznania dodatkowych uprawnień, specjalnych praw i w finale – prowokacja z ofiarami. Koniec, kropka, zapraszamy do klubu. Nawet nie zauważyliście, jak i kiedy wojna hybrydowa weszła do waszego domu. Przecież wszystkie aktualności na temat sportu i mody były ciągle nadawane, a nic nie wróżyło kłopotów! Proszę mi powiedzieć, w którym z krajów Europy Wschodniej nie ma dziś żadnych prorosyjskich grup, które Kreml może wykorzystać? Gdzie nie ma rosyjskich mediów, rosyjskiego biznesu, kanałów, przez które pompowane są pieniądze i inne instrumenty wpływu?

Wojna hybrydowa zmienia zwykłe zasady. Ale głównym celem nie jest zmiana reguł wojny hybrydowej, ale zmiana granicy. I niekoniecznie na mapie, nie. Po prostu formalna granica traci znaczenie i państwo zaczynają kontrolować nie jego władze, lecz siły zewnętrzne. Pośrednio, nawet bez walki zbrojnej. Bezpośrednio zaś w wyniku zorganizowanych burd z następującą po nich nieformalną okupacją.

To bardzo ważny punkt. Najpierw wojna hybrydowa tworzy alternatywną rzeczywistość, nie nowe granice, ale alternatywny obraz. Formalnie wojny nie ma i nie ma agresji. Są konflikty wewnętrzne, walka polityczna, zarządzanie kryzysowe oraz przypadki zbrojnej konfrontacji. Agresji i agresora nie ma, są obawiający się sąsiedzi, swoboda słowa, sumienia i próby dostosowania zasad do aktualnej sytuacji przez biurokrację. Biurokracja na ogół stara się wydostać z sytuacji nietypowych za pomocą standardowych metod bez nowych rozwiązań. Jest zbyt konserwatywna i nieświadomie staje się sprzymierzeńcem kreatywnego agresora posługującego się nowymi narzędziami.

Nie chcę wam opowiadać o ukraińskich problemach – one was nie obchodzą. Opowiem, w jaki sposób i kiedy te problemy mogą stać się waszymi. Te problemy, przed którymi Ukraina na razie was chroni, chroni też wasze interesy i wasze zyski. Dopóki Kreml bije głową w mur ukraińskiej obrony, u was wszystko będzie w porządku. Pokój, biznes, wartości europejskie. Ale jeśli Ukraina nie wytrzyma? Wtedy to już będzie wasz problem. Przede wszystkim w postaci milionów imigrantów z Ukrainy, którzy zburzą granice, uciekając wraz z rodzinami przed wojną. W ciągu jednego dnia, może dwóch do Europy może przybyć piętnaście-dwadzieścia milionów Ukraińców prywatnymi samochodami lub pieszo. Ogrodzenia nie pomogą, jeśli ludzie uciekają przed wojną. A to znaczy, że wojna hybrydowa przeciwko waszym krajom już się toczy.

A potem nad granicę przyjdzie agresor. Najpierw z wojną hybrydową, a następnie z prawdziwą. Ja nie proszę o wsparcie Ukrainy z litości. Przemawiam do waszego instynktu przetrwania i do waszego rozsądku. Nie chcecie zobaczyć rosyjskich czołgów na granicy? Pomóżcie nam je zatrzymać. Innej opcji nie ma. Nie wystarczy dać złodziejowi dziesięć złotych, on zechce cały twój portfel i kurtkę, i buty, i pierścień. Nie można oddać agresorowi Ukrainy lub jej części, bo wtedy on będzie iść dalej.

Głównymi filarami, na których wspiera się wojna hybrydowa, są: obecność agresora, zamrożone lub potencjalne konflikty na terytorium danego państwa, ofiary aktywnej rekrutacji przez agresora agentów wpływu oraz obojętność biurokracji. Takich przykładów nie trzeba daleko szukać, są bardzo blisko. Teraz możemy obserwować przesunięcie granic demokratycznego i cywilizowanego świata ze wschodniej granicy Ukrainy na zachód.

Nie będę zagłębiać się w teorię. Tylko konkrety. Mamy bardzo jasny i na dużą skalę przykład prowadzenia wojny hybrydowej w dzisiejszej Europie, który dotyczy nie tylko Ukrainy, ale całej Unii Europejskiej. To jej granice są dziś przesuwane. Nawet jeśli formalnie nie są one naruszone przez bezpośrednią inwazję, to w wojnę hybrydową już są wciągnięte prawie wszystkie kraje UE.

Wojnę hybrydową w tej chwili prowadzi Rosja. To jest fakt i trzeba mówić o nim wprost, bez cienia aluzji. Teraz bardziej szczegółowo: przeciwko komu skierowane jest zagrożenie. Rosja prowadzi wojnę hybrydową nie przeciwko Ukrainie, ale przeciwko Unii Europejskiej i Stanom Zjednoczonym! To znaczy, przeciwko całemu demokratycznemu światu. Naprawdę jest to konflikt światopoglądów, konflikt scenariuszy rozwoju społeczeństwa. Rosja przegrała w rywalizacji gospodarczej. Pozostały jej inne metody do zastosowania: przekupstwo, szantaż, terroryzm, manipulacje, rozpalanie konfliktów wewnętrznych, tworzenie w krajach UE lojalnych grup z miejscowej ludności rosyjskiej i imigrantów. Różnice religijne, etniczne, statusu społecznego to podatny grunt dla spekulacji, rekrutacji i podsycania konfliktów. To właśnie nazywane jest dzisiaj wojną hybrydową. Po wojnie hybrydowej zawsze przychodzą rosyjskie czołgi. Jeżeli Kreml nie rozbije sobie głowy o mur obrony w mojej ojczyźnie, Ukrainie, czekajcie na jego wizytę u siebie. On nie może się zatrzymać tylko dlatego, że po spadku cen ropy naftowej nie może się normalnie rozwijać i konkurować. To jest możliwe jedynie za pomocą agresji.

Podkreślam szczególnie tę sprawę, ponieważ najważniejsze pytanie brzmi: kogo dotyczy wojna hybrydowa? Oczywiście, w pierwszej kolejności Ukrainy, ale także Estonii, Łotwy, Litwy, Polski… Dotyczy wszystkich. Nawet na wybory amerykańskie rosyjskie służby specjalne próbują wpływać. Wydawałoby się, jak to możliwe, że wybory w supermocarstwie za oceanem dotyczą ciągle podrywającej się z kolan Rosji? Ale we współczesnym świecie, powiązanym tysiącami nici, nie sposób tego uniknąć – wojna hybrydowa dotyczy wszystkich. I zamachy terrorystyczne, cyberataki, szantaż są zagrożeniem dla wszystkich. Dla wszystkich państw i organizacji międzynarodowych.

Logika agresora w tym przypadku jest podyktowana dążeniem do życia „nie gorzej niż w innych krajach”. Żeby w oczach własnych obywateli i potencjalnych sojuszników wyglądać atrakcyjnie. Ale by to osiągnąć, agresor nie zamierza reformować własnej gospodarki, budować instytucji demokratycznych, niezależnych mediów i innych niezbędnych instrumentów. Agresor dokłada wszelkich starań, aby innych ściągnąć do własnego poziomu lub poniżej. Albo zmusić do dzielenia się dobrami materialnymi w postaci pomocy donatorów, kredytów lub tworzenia preferencyjnych warunków na rynku światowym. W zamian za, na przykład, zaprzestanie ataków terrorystycznych albo wspierania wszelkiego rodzaju partii radykalnych w kraju, który stał się przedmiotem agresji hybrydowej. I wtedy może w porównaniu z innymi państwami wypaść korzystniej.

Cele wojny hybrydowej
Celem tej wojny jest stworzenie strefy niestabilności i zagrożenia na taką skalę, żeby Zachód zgodził się na negocjacje i ustępstwa. Na olbrzymie koncesje. Takie na przykład, jak uznanie prawa Rosji do dyktowania zasad życia w krajach, które Kreml uważa za swoją strefę wpływów. W praktyce oznacza to umożliwienie Rosji odebrania kilku krajom niezależności. Następnym ustępstwem może być dopuszczenie Rosji do stołu negocjacyjnego w sprawie wszystkich ważnych kwestii globalnych na prawach równego lub najlepiej starszego partnera. I, oczywiście, wsparcie finansowe w formie pożyczek i innych narzędzi pomocy przy spadających cenach ropy naftowej i gazu. W zamian Rosja obieca ograniczyć swoją kontrolę nad terytorium, które ustąpi Zachodowi, i nie iść dalej. W rzeczywistości wojna hybrydowa się nie skończy. Kreml może złagodzić presję na partnerów w negocjacjach, ale rąk od gardła nie odejmie. W przeciwnym przypadku nie będzie mieć gwarancji zachowania status quo i nie będzie miał szansy z powodzeniem kontynuować swoich działań w sprzyjających warunkach.

Doświadczenie w takich operacjach ma ogromne jeszcze z czasów ZSRS. Ale teraz Federacja Rosyjska przechodzi od doraźnych operacji do długoterminowych projektów, połączonych w jeden scenariusz. Łatwo zrozumieją to również ci, którzy pamiętają czasy konfrontacji ZSRS z krajami cywilizowanymi, nie ma tutaj zasadniczej różnicy.

W sytuacji zdrowej konkurencji dyktatura, która opiera się na gospodarce surowcowej, w zderzeniu z krajami o gospodarce rynkowej i demokratycznej formie rządów jest skazana na klęskę. Sprawdzono to na licznych przykładach. Kompromisowe rozwiązanie tu nie istnieje. Nie można zbudować gospodarki rynkowej, kiedy nie ma wolnych wyborów, niezawisłego sądownictwa i niezależnych mediów. Wybierając dyktaturę, Rosja automatycznie przegrywa konkurencję ekonomiczną. Dlatego jeśli chce ją zachować, wojna, w jakiejkolwiek formie, jest nieodwołalna. Ale prowadzić konwencjonalne działania zbrojne przy takiej różnicy w potencjale gospodarczym oznacza oczywistą klęskę. A więc wojna hybrydowa. Wojna podła, nikczemna i zdradziecka. Groźby i przekupstwo, manipulowanie informacjami, kłamstwo to nic nowego dla rosyjskich służb specjalnych. Skoncentrujmy się dokładniej na metodach.

Metody wojny
Dzielą się jedynie w teorii, w praktyce zawsze występują łącznie. Nie ma sensu organizować pikiet i zabijać skrycie aktywnego działacza, jeśli ten obrazek nie będzie później nagłośniony w mediach. W ten sposób propaganda staje się domeną agentów bezpośrednich. Działają na rzecz zburzenia spokoju i nasilania istniejących konfliktów w społeczeństwie.

1. Propaganda. Destabilizowanie sytuacji poprzez wykorzystanie wszystkich rodzajów mediów i komunikacji. Budowanie obrazu rzeczywistości alternatywnej, gdzie bandytów, prowokatorów i agentów przedstawia się jako ludność cywilną oczekującą sprawiedliwości. Organy ścigania przedstawia się jako katów. Na miejscu cały fałsz tego obrazu jest oczywisty, ale nie chodzi o miejscowych, tylko o widza zewnętrznego. Przedstawianie agresji zbrojnej jako walki wyzwoleńczej ludności cywilnej to metoda, którą posługiwano się jeszcze za czasów KGB.

2. Wywoływanie wewnętrznych konfliktów w danym kraju przy pomocy agentów wpływu. Można również wywoływać konflikt między państwem, które stało się obiektem agresji, a jego sąsiadami. To umożliwi później podjęcie działań zbrojnych przy mniejszym oporze oraz pod szyldem misji pokojowej.

3. Terror. Wsparcie istniejących organizacji radykalnych lub stworzenie ich od podstaw. Właśnie one powinny rozlewać krew i tworzyć atmosferę niepokoju, zamętu, osłabiać kontrolę władz. Terror można stosować w odniesieniu do całego społeczeństwa albo określonej grupy społecznej, religijnej czy narodowej, by potem w działaniach propagandowych odwołać się do tych faktów. I w ten sposób zbudować poważny konflikt w kraju, który stał się ofiarą agresji.

Celem terroru jest zastraszenie. Aby w zamian za zaprzestanie ataków terrorystycznych zmusić do zaakceptowania narzuconych warunków. Przy czym agresor i terroryści nie są formalnie związani.

4. Presja ekonomiczna. To narzędzie pozwala doprowadzić do tego, by obywatele byli coraz biedniejsi, by wzrastała niepewność jutra, trwoga o byt, o pracę, a tym samym nasilało by się napięcie społeczne. Później wystarczy wyjaśnić, że wszystkiemu winien jest nie agresor, ale rząd. Albo odwrotnie. Można komuś nadać jakieś przywileje, udzielić tanich kredytów, udostępnić surowce po niskich cenach. I agenci są gotowi do protestu.

5. Naciski polityczne i międzynarodowa izolacja. Tworzy się negatywny, a nawet toksyczny wizerunek władz państwowych – obiektu ataku, w wyniku czego stają się one międzynarodowym pariasem. Przykładem może być skandal, jaki wybuchł po zabójstwie ukraińskiego dziennikarza Georgija Gongadze, o które oskarżono władze Ukrainy i bezpośrednio prezydenta Leonida Kuczmę. Po surowej reakcji Zachodu nie miał on praktycznie dużego wyboru, mógł albo orientować się na Kreml, albo pozostać w absolutnej izolacji. Agresor bardzo lubi zostawać jedynym przyjacielem swojej ofiary. Bo to nie tylko ułatwia wprowadzanie agentów na wszystkie poziomy, ale również pozostawia ofiarę bez sojuszników.

6. Poszukiwanie i tworzenie lojalnych grup. Głównym narzędziem nowoczesnej wojny hybrydowej jest budowanie poparcia dla agresora w kraju wybranym na ofiarę. To znaczy najważniejszym zadaniem jest poszukiwanie i tworzenie lojalnych grup. Zwykle są to wspólnoty narodowe, religijne, terytorialne lub polityczne, które z jakiegoś powodu mogą być skłócone z resztą społeczeństwa. Finansuje się je i ustawia w opozycji do reszty społeczeństwa za pomocą propagandy i prowokacji. Tworzenie wrogo nastawionej do własnego kraju, ale lojalnej wobec agresora grupy od podstaw jest długie i kosztowne, dlatego zwykle korzysta się z tlących lub zamrożonych konfliktów.

Najchętniej wykorzystywane są konflikty o charakterze narodowym lub religijnym – mogą być utrzymywane przez długi czas małym kosztem. I łatwiej jest na ich podstawie tworzyć propagandę. Kluczowym wyzwaniem w budowaniu takich konfliktów jest stworzenie sytuacji, w której poleje się krew kogoś z lojalnej grupy, a winne będą inne grupy lub władze państwowe. Konflikt, który jest podsycany krwią ofiar przy odpowiednim wsparciu informacyjnym może bezpośrednio doprowadzić do pożaru, a przynajmniej przez długi czas się tlić.

Jednocześnie agresor musi ciągle maskować swoje działania, musi prezentować je jako walkę o pokój i rozwiązywanie konfliktów. Nawet jeśli to on ten konflikt wywołał. Obecność w tym narzędzi propagandy – sterowanych mediów, sterowanych liderów opinii – staje się ważnym czynnikiem. Cały świat powinien zobaczyć nie agresję, tylko konflikt wewnętrzny i pragnienie pomocy w rozwiązaniu go w sposób pokojowy.

Zasoby agresora
Aby prowadzić wojnę hybrydową, obecność zaawansowanej technologicznie armii, w przeciwieństwie do tradycyjnych operacji wojskowych, nie jest priorytetem. Oczywiście, wojsko jest potrzebne jako czynnik nacisku. Jednak kluczowe zadania wykonują wywiad, dywersanci, zwerbowani agenci wpływu oraz kontrolowane przez agresora media.

Tak więc głównymi zasobami do prowadzenia wojny hybrydowej są pieniądze, które pozwalają na promowanie stanowiska agresora w mediach i wśród liderów opinii. Za pomocą pieniędzy, prowokacji agentów oraz odpowiednich przekazów medialnych można uzyskać poparcie wielu polityków, którzy bez pomocy agresora nie mieliby szans na poważną reprezentację we władzach.

Sposoby obrony
Idealnym sposobem obrony przed wojną hybrydową jest brak słabych miejsc, słabych ogniw. Wewnętrzne sprzeczności, antagonizmy etniczne i religijne, tlące się konflikty lub pamiętanie o nich, politycy, którzy chcą zbijać kapitał na tematach dzielących społeczeństwo – to są podstawowe zagrożenia. Słabe miejsca, słabe ogniwa, z których aktywnie będzie korzystać agresor, by zaostrzyć sytuację i ewentualnie rozpalić konflikt. Właśnie takie warunki są najwygodniejsze do rekrutacji zwolenników, agentów, tworzenia grup aktywnych w protestach ulicznych lub wykonawców ataków terrorystycznych. W ten sposób kraje, które mogą być lub już są obiektami agresji hybrydowej (a nie jest tajemnicą, że agenci Kremla są prawie w całej Europie), są zainteresowane przede wszystkim w tym, żeby trudne problemy wewnętrzne rozwiązać samodzielnie.

Obroną przed wojną hybrydową może być mur: dyplomatyczny, przygraniczny, finansowy, medialny i światopoglądowy. Agresor, nawet hipotetycznie, powinien być pozbawiony najmniejszych szans na finansowanie partii politycznych, organizacji społecznych, mediów w danym kraju. Wszelkie najmniejsze szczeliny, przez które mogą przecisnąć się pieniądze agresora i jego propaganda, są zagrożeniem.

Jedynym systemem obrony jest wzajemna pomoc. Agresor musi zrozumieć, że wspólna reakcja państw Aliansu i UE będzie surowa i szybka. Alians państw demokratycznych powinien działać synchronicznie i wciąż podnosić cenę ewentualnej agresji do poziomu, w którym agresja straci wszelki sens. Aby wszystkie uzyskane przez agresora korzyści były zbyt małe w stosunku do strat finansowych i politycznych. Wojna hybrydowa musi być szalenie drogą przyjemnością, która automatycznie z założenia przynosi tylko straty i izolację. Musi być skrajnie kosztowną przyjemnością dla państwa agresora oraz wyrokiem i karą dla reżimu politycznego.

W chwili obecnej Unia Europejska i Stany Zjednoczone po prostu przechodzą próbę testową, gdy niemal na ich granicach wojna hybrydowa przeszła wszystkie etapy przygotowania i zmieniła się w płonący konflikt z udziałem armii agresora wspartej na lokalnych agentach wpływu. To właśnie na tym przykładzie można poznać historię wojny hybrydowej, jej metody i rozwój. I ten konflikt daje możliwość Aliansowi i UE za pomocą Ukrainy na długi czas zniechęcić agresora do prowadzenia jakiejkolwiek wojny. Za żadną cenę.

Podstawowym warunkiem realizacji tych działań jest jednolita, twarda postawa i prawdziwe rozumienie skali zagrożenia. Przypomnę od czego zacząłem: obiektem ataku nie jest Ukraina, ona po prostu jest pierwsza na liście. Obiektem jest cała Europa. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć, jakie siły i środki Kreml inwestuje w swoich zwolenników w różnych krajach. To nie są działania dobroczynne, charytatywne – to inwestycja. Jeśli wspólnie nie powstrzymamy agresję Kremla na Ukrainie, to już bez nas będziecie bronić się przed nim w Polsce, na Litwie – wszędzie, z milionami imigrantów na własnym podwórku i z wrogiem u granic.

Jagiellonia.org / Kyrył Sazonow / tłum. Andrzej Iwaszko

Tekst ukazał się w „Kurierze Galicyjskim” nr 20 (264) 28 października – 14 listopada 2016

Źródło : http://kresy24.pl/wojna-juz-trwa-obiektem-ataku-nie-jest-ukraina-obiektem-jest-cala-europa/

Nie zgadzam się z autorem, jest z jednej strony wojna o Ukrainę; między FR, UE i NATO czyli de facto trzema stronami, oraz równoległa wojna domowa na Ukrainie, w której „Ukraina dzielnie integruje z linią obecnych post-majdanowych władz przy użyciu swoich sił zbrojnych swoich zbuntowanych obywateli”. Trzeba do tego zapewne niemało odwagi i dzielności.

Celem „HYBRYDOWEJ WOJNY” jest zmiana umysłów ludzkich, zdobycie wpływów. Jeśli strona uznawana za „naszą” pragnie rozszerzyć wpływy to to nie jest „HYBRYDOWA WOJNA”, „HYBRYDOWA WOJNA” ma miejsce jedynie wtedy gdy to nasi przeciwnicy próbują wpływy rozszerzyć lub zachować. O tak wtedy to zdecydowanie jest „HYBRYDOWA WOJNA”. Warunkiem jej zaistnienia są podwójne standardy, stosowane przez stronę uznaną za „NASZĄ”, w polityce wewnętrznej lub międzynarodowej.

Autor próbuje nam wmówić że jeśli „proeuropejskie” i „prodemokratyczne” władze chcą kogoś „zintegrować pokojowo czyli militarnie” to widocznie wiedzą lepiej, a obywatel ma obowiązek dać się „zintegrować” nawet za cenę życia, bo tak jest „proeuropejsko” i „prodemokratycznie”.

„Wojnę hybrydową” prowadzi nie tylko Rosja przeciw UE i USA ale także USA przeciw Rosji, Chinom i innym prawdziwym i wyimaginowanym wrogom, którzy złośliwie nie chcą działać w imię interesów USA, na własną szkodę. Do pewnego stopnie chęć rozszerzenia wpływów przez UE czy Chiny, wszelkimi dostępnymi metodami, może z wyjątkiem otwartej wojny, też może być tak odbierana.

U nas jeśli już do „wojny hybrydowej”, która straszy nas autor dojdzie będzie ona wojną pomiędzy „proeuropejskimi” Polakami i Ukraińcami zza południowo-wschodniej granicy, którzy przyjechali do nas w gości, uciekając przed swoja „wojną hybrydową” a resztą która się będzie czuła miejscowymi.

Gdyby działanie ukraińskich postmajdanowych władz na wschodzie Ukrainy były spójne z działaniami w centralnej i zachodniej Ukrainie, konflikt nie przerodził by się w wojnę domową.

Taka sama „WOJNA HYBRYDOWA” mam miejsce na Bliskim Wschodzie gdzie raz złymi, raz dobrymi są Izraelczycy, Palestyńczycy, Turcy, Kurdowie, szyici czy sunnici; na Kaukazie Ormianie, Azerowie, Gruzini, Czeczeńcy cz Abchazowie. Ci którzy działają wbrew aktualnej „naszej woli” „Panów Tego Świata” są jednoznacznie źli. Natłok informacji, zaś powoduje chaos informacyjny, zaciemniający obraz Świata.

Tak samo jak 20 lat temu na Bałkanach Europa i USA prowadziły „wojnę hybrydową” przeciw Serbom, najwyraźniej uznawanych wówczas za podludzi, tak samo obecnie jest prowadzona analogiczna „wojna hybrydowa” przeciwko Rosjanom – rolę podludzi w mediach odgrywają „watnicy” i inni Rosjanie. Wówczas o całe zło oskarżało się Serbię i Serbów; obecnie Rosję i Rosjan.

A przecież większość jest świadoma, że jedynym skutkiem takiej polityki jest organiczna wrogość Serbów do NATO (podczas gdy Europy jako takiej już niekoniecznie) i USA ze względu na ich „przewodnia rolę” w NATO i w konsekwencji współpraca Serbii z Rosją.

Nie widzę sensu w robieniu sobie wrogów, byle się tylko przypodobać zaoceanicznemu „sojusznikowi”. Nie widzę sensu w podgrzewaniu wrogości do Rosjan i Rosji, zwłaszcza w sytuacji „zagrożenia ze strony Rosji”, którym nas władze straszą. Zatem, albo poziom zagrożenia jest przez władze znacznie podkolorowany, albo rządzą nami szczególnie popisowi kretyni, o skłonnościach samobójczych.

SyøTroll

Żołnierze przekleci

Dnia 3 lutego 2011 r., sejm III RP, przez aklamację (co jest niezmywalną hańbą SLD) uznał 1 marca za Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych, czyli bohaterów z czasów zbrojnej walki o Polskę wolną, demokratyczną i sprawiedliwą dla wszystkich. I mimo że znakomita większość z nich ma na rękach krew niewinnych ofiar, pomordowanych w bestialski sposób, Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych został objęty patronatem pana prezydenta B. Komorowskiego. Zapewne prezydent RO, jak i całą klasa polityczna, dumny jest, że dla tych wiernych do końca obrońców Ojczyzny, idea, która im przyświecała, pozwalała bez wahania pruć bagnetami brzuchy ciężarnych kobiet, Żydów, Słowaków i Białorusinów. Rozwalać strzałem w głowę, lub wieszać na latarniach. Strzelać do nieuzbrojonych pracowników oświaty, listonoszy, pracowników banków, gminnych kółek samopomocy no i do rolników, którzy ziemie z reformy rolnej przyjęli.
Mogli to czynić ku chwale III Rzeczypospolitej Polski, bo mordowali przecież tylko komunistów, lub tych, których za takich uznali, a także obcych, którzy przecież zawsze Polsce szkodzili.
Zaiste, możemy być z nich bardzo dumni !!!
A oto przykłady chwały ich oręża: – Patriotyczny rajd Oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem kapitana Romualda Rajsa, ps. Bury, utworzonego we wrześniu 1945 roku na bazie drugiego szwadronu rozwiązanej V Brygady Wileńskiej, dowodzonej przez majora Zygmunta Szendzielarza ps. Łupaszka:
– 29.01.1946 r. we wsi Zaleszany pozbawiano życia, przez zastrzelenie i spalenie żywcem, 16 osób oraz usiłowano zabić pozostałych mieszkańców poprzez zamknięcie ich w jednym domu, który został podpalony,
– 29.01.1946 r. wieś Wólka Wygonowska zastrzelono 2 osób,
– 31 stycznia 1946 roku w pobliżu miejscowości Puchały Stare bestialsko zamordowano trzydziestu białoruskich furmanów wynajętych przez polskich patriotów jako konne podwody,
– 2 lutego 1946 r. we wsi Zanie zastrzelono a także spalono żywcem 24 osób,
– 2 lutego 1946 r. we wsi Szpaki zastrzelono lub spalono żywcem 7 osób.
Rajd ten został wyjątkowo oceniony przez IPN w oficjalnym komunikacie pod nazwą „Informacja o ustaleniach końcowych śledztwa S 28/02/Zi w sprawie pozbawienia życia 79 osób – mieszkańców powiatu Bielsk Podlaski, w tym 30 osób tzw. furmanów w lesie koło Puchał Starych, dokonanych w okresie od dnia 29 stycznia 1946 r. do dnia 2 lutego 1946 r.”)
Sprawcy tych mordów to dzisiejsi Żołnierze Wyklęci – bohaterowie III RP !
– 6 czerwca 1945 r. do wsi Wierzchowiny wkroczyły oddziały NSZ ze zgrupowania mjr „Szarego” i wymordowały około 200 osób. Decyzja o akcji zapadłą na odprawie dowódców PAS w dniu 28 maja 1945 r., w której wzięli udział szef PAS KG NZW kpt. Jan Morawiec „Henryk”, szef okręgowego PAS kpt. Zygmunt Wolanin „Zenon”. Powodem zbrodni były jak zwykle bardzo patriotyczne odczucia bojowników o Prawdziwą, Wolna i Demokratyczną Polskę, bo Wierzchowiny były wsią o sympatiach lewicowych, a część mieszkańców należała przed wojną do KPZU. Ponadto w czasie okupacji niemieckiej wspierała sowiecką i alowską partyzantkę, a potem zaangażowała się w działalność PPR, niektórzy służyli w MO czy UB. I dlatego wymordowano 200 mieszkańców wsi, wśród których 152 kobiet i dzieci w różnym wieku.
Sprawcy tych mordów to dzisiejsi Żołnierze Wyklęci – bohaterowie III RP !
Józef Kuraś „Ogień” – W okresie od kwietnia 1945 do lutego 1947 jego bojownicy o wolna i demokratyczną Polskę zabili 430 osób, w tym: 76 funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, 70 funkcjonariuszy MO, 45 żołnierzy KBW i WP, 28 członków PPR, 27 żołnierzy radzieckich, 53 Żydów, 131 innych cywilnych osób. Kilka zapisków z osobistego notatnika „Ognia” :
-28 sierpnia 1945 r. zastrzelenie 4 Żydów w Maniowach
– 24 października zastrzelenie B. w Zakopanem za kradzież pieniędzy zabranych na poczcie
– 18 grudnia zastrzelenie handlarza złotem z Warszawy
– 2 lutego 1946 Jana Lacha, członka PPR zastrzelono w Kluszkowcach
– 10 marca wydał rozkaz zabicia mgr Misiaka, pracownika Urzędu Miejskiego w Rabce. Został zastrzelony we własnym mieszkaniu.
– 29 grudnia zastrzelono w Luboniu Wielkim człowieka, który był na wczasach
– 3 maja ograbiono i zastrzelono koło Krościenka 12 osób obojga płci narodowości żydowskiej. Inne bohaterskie czyny partyzanta „Ognia” :
– Dnia 6 czerwca banda ograbiła w Obidowej dyplomatów angielskich wracających z Zakopanego do Warszawy.
– 23 lipca – „Doniesiono o harcerzu z Ochotnicy. Drużyna szybko-wykonawcza. Powiesili, zerwał się, jeszcze raz” (cytat z notatnika „Ognia”),
– 4 grudnia – „Kontrybucja. Haburowa Katarzyna 500.000 most. Giżycka Maria 500.000 – 1.XII. zlikwidowano, Łapsze Niżne 150.000.Niedzica 100.000
– 24.XI. zlikwidowano, Kamin…150.000 24.XI” -( cytaty z notatnika „Ognia”), – powieszenie w Ostrowsku 10 XII 1945 r. na słupie telegraficznym ciężarnej Katarzyny Kościelnej, z d. Remiasz za to, że wobec sąsiadki nazwała „Ognia” bandytą, -zgwałcenie Czubiakowej, wezwanej z Waksmundu, matki dwojga dzieci. Odprowadzający „ogniowiec” również ją zgwałcił, po czym zastrzelił. Sprawcy tych mordów to dzisiejsi Żołnierze Wyklęci – bohaterowie III RP !
A oto kilka tylko przykładów bandyckich napadów rabunkowych w latach pięćdziesiątych:
– 21.09.1951 napad na pasażerów autobusu PKS na przystanku we wsi Wiszowate dokonanych przez trzech bandziorów z grupy Hieronima Mioduszewskiego ps. ,,Deska” weszło do autobusu PKS – zabrali pieniądze konduktorowi i postrzelili jedną z pasażerek
– 15.12.1951 czterech bandziorów z tej samej dokonali napadu rabunkowego na autobus PKS we wsi Łubiany gm. Grabowo, którym przypadkowo podróżowali także funkcjonariusze MO. Doszło do strzelaniny w której jeden bandyta został zabity, a drugi został ranny. Raniona została także jedna z pasażerek.
– 07.11.1953 r. napad rabunkowy w okolicach wsi Rogienice gm. Mały Płock pow. Kolno na autobus PKS relacji Kolno – Łomża, w którym pracownicy NBP przewozili znaczna ilość pieniędzy. Napadu dokonała banda (6 osób) Mariana Borysa ps. ,,Czarny” .
W strzelaninie pomiędzy banda a eskortą MO i UB zabitych zostało 6 osób, w tym 1 funkcjonariusz MO, 1 funkcjonariusz UB, 4 pasażerów. Ponadto 8 pasażerów zostało ciężko rannych. Sprawcy tych napadów, zabójcy niewinnych ludzi, to dzisiejsi Żołnierze Wyklęci – bohaterowie III RP !
Można jeszcze długo pisać i przytaczać dziesiątki przemilczanych dziś faktów dot. potwornych zbrodni na niewinnych ludziach, którzy chcieli tylko normalnie pracować i żyć.
Chcieli po prostu być szczęśliwymi. Nie mogli, bo okrutnie zginęli z rąk takich np. bohaterów jak: „Bruzda”, „Marchewka”, „Zega”, „Jastrząb”, „Żelazny”, „Salwa”, „Żefek”, „Rola”, etc. etc. Wszyscy oni, to dzisiejsi bohaterowie, Żołnierze Wyklęci.

Źródło: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zolnierze_przekleci_pochwala_zbrodni_262109.html

Jak Ukraińcy traktują Polaków?

„Ignorując dobrosąsiedzkie stosunki”

Polska jest strategicznym partnerem Ukrainy i na poziomie międzynarodowym pomaga naszej krainie, osobliwie w czasie agresji rosyjskiej.

Dużo udanych projektów realizowanych jest z inicjatywy obu państw. I to dobrze, bo na wschodniego sąsiada liczyć nie można. To jest niekierowane państwo, jak i jego kierownik.

Szkoda, ale w Polsce pod wpływem Kremla i agresji Rosji na Ukrainie, antyukraińskie siły, jak prawe tak i lewe, które teraz występują jednym frontem przeciwko Ukrainie, tego nie rozumieją. Do nich dołączyły kresowe i polityczne środowiska, które też są zaczarowane Kremlem. Z ust ich przedstawicieli padają hasła osądzające działania wojskowe na Wołyniu, postulaty zwrotu Galicji, a najbardziej Lwowa na łono RP, nawoływania do deportacji ukraińskich robotników, zachęta do organizowania napadów na nich i prowokacji, poniżana jest godność narodowa Ukraińców. Często hasła Kresowian (w oryginale pisane małą literą) są identyczne z hasłami rosyjskich faszystów i szowinistów. Niestety, niektórzy działacze polityczni w celu populizmu, dołączają swój głos do antyukraińskich sił. W ciągu ostatnich lat uaktywniły się nieprzemyślane przez polską stronę działania, tzw. restytucja i nasilenie się ofensywy propagandowej pod hasłem otrzymania Karty Polaka. Wszystkie te wielowektorowe kierunki działania antyukraińskich sił nie przyczyniają się do wzmocnienia zaufania między Ukraińcami i Polakami w warunkach agresji rosyjskiej i problemów z migrantami.

Polscy szowiniści nawołują aby nie wpuszczać Ukraińców na terytorium RP, zabronić im przyjeżdżać na zarobek. Sami Polacy dlaczegoś zapomnieli, jak w latach 80. masowo przyjeżdżali na Ukrainę i wywozili wszystko, co wpadło w rękę. Ukraińcom czynili przeszkody podczas wjazdu do wielkich europejskich krain i przegrali całkowicie. Obecnie atakują ich miliony emigrantów – muzułmanów i mieszkańcy Czarnego Kontynentu. Polski rząd to rozumie. Ale nie rozumieją szowiniści i Kresowianie.

Oprócz kresowych organizacji na antyukraińskie pozycje stanęła partia Zmiana, Falanga, Zadruga, Obóz Wielkiej Polski, Ruch Narodowy. Do nich śmiało można zaliczyć Restytucję Kresów, która oficjalnie oświadczyła, że przygotowuje wnioski sądowe dotyczące zwrotu mienia Polakom drogą sądową i już mają 600 gotowych do podania teczek z dokumentami. Ale czemuś „obiektywni” szowiniści nie proponują zwrotu mienia Ukraińcom na ziemi zakierzońskiej, którą otrzymali z rąk Stalina i nie mają pretensji do Rosji, która jest prawonastępcą ZSRR, bo przecież Ukraina nie ma nic do konfiskacji ich mienia, a tylko bolszewicy na czele ze Stalinem.

Mamy przykłady i innych nieadekwatnych czynów nieprzyjaciół Ukrainy. „Wrocławska Gazeta” napisała o pobiciu 34-letniego Ukraińca w Świdnicy. A 13 kwietnia 2016 r. w Brzeszczu w województwie małopolskim nieznani sprawcy pobili Ukraińca w sklepie. Przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma nazwał prowokacją niszczenie pomników ku czci UPA w Mołodyczu w województwie podkarpackim. I racja. Niszczenie pomnika jest fotografowane i ten akt wandalizmu od razu trafia na stronę «Novorossia Nev`s Agency». Informację podpisał jakiś Dawid Hudziec. O napadzie polskich neonazistów w Kutnie już pisaliśmy.

Ostatnio na terytorium RP zniszczono bądź uszkodzono 7 pomników ku czci ukraińskich żołnierzy. Sekretarz ROPWiM Andrzej Kunert powiedział, że jego organizacja odnowi uszkodzone pomniki. I tym razem prowokacja polskich i prorosyjskich szowinistów się nie powiodła. Ukraińcy okazali się mądrzejsi i nie zastosowali prawa „oko za oko, ząb za ząb”, chociaż cierpliwości nie wolno lekceważyć.”

I co szanowni czytelnicy powiedzą? Tylko proszę bez przekleństw! Toć nasz partner strategiczny. Toć nasi bracia. To Ukrainie będziemy pomagać i udzielać coraz to nowych pożyczek. Tfu! Szlag może człowieka trafić na równym miejscu. Tak po prostu przy odpaleniu komputera i wejściu do internetu. A nasz rząd wciąż wspiera Ukraińców! Zacytowany wyżej tekst pokazuje, na ile są nam przyjaźni. To jest właśnie odzwierciedlenie wszystkich ich uczuć do Polaków.

Te udane wspólne projekty dwóch państw, o których mowa na początku, są finansowane naszym kosztem, bo finansuje je Polska. Czyli my, obywatele, ciężko harujemy i odprowadzamy podatki po to, aby wyrzucono je w błoto. Lub jeszcze gorzej. Wspierajmy wrogów, aby byli mocniejsi.

Jak można tak pisać i co więcej – tak traktować polskie organizacje patriotyczne i kresowe? Jak język się odwraca i ręka podnosi do pisania? Chociaż czemu pytam? Znając to towarzystwo można domyślać się do czego jest zdolne. Polski patriota, a tym bardziej Kresowianin, nigdy nie będzie dla Ukraińca przyjacielem. Polacy to dla nich szowiniści i naziści. A Bandera jak słońce otacza ciepłem Ukrainę. To jest nienormalne! To chore! Zdrowy na umyśle człowiek nie może tak czynić. Nie mówiąc już o honorowym. Choć z drugiej strony, dla naszych „braci” gdzie kasa, tam honor.

Pomniki ku czci wyimaginowanych bohaterów? One od dawna nie powinne istnieć, a Polska powinna była od razu zlikwidować takiego typu dążenia. Jeśli Ukraińcy byli w posiadaniu mienia na tzw. zakierzońskiej ziemi, to niech przedstawią dokumenty. Mogą? Zapomnieli, że to oni zasiedlili nasze miasta i korzystają ze wszystkiego jak ze swego.

„Oko za oko, ząb za ząb”? Czy oni chcą aby Polacy zrobili to samo co oni Polakom? Mamy powtórzyć ich działania na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej i pójść do Merkel aby rozpocząć wojnę o odzyskanie swoich ziem? To oni wypierają się, że służyli przy Abwehrze i byli nazistami. Polacy nigdy by tak nie zrobili. Bo mają honor. Mają przede wszystkim duszę. Czy ktoś kiedyś widział polskiego żołnierza mordującego ukraińskie bądź niemieckie dziecko? Czy istniał kiedyś polski dowódca który siekierą rąbał kobiety? Czy ktoś zauważył, aby polski oficer wbijał na widły niemowlęta? A dokładnie to robili Ukraińcy. Dziś nazywani bohaterami Ukrainy.

Powtarzam – to jest choroba psychiczna. I jeśli tacy ludzie, jak cytowany wyżej nauczyciel, będą mówić w imieniu Ukrainy, to naród ten nigdy nie zostanie naszym przyjacielem. Powyższy wpis Ukraińca daje jasny obraz – ukraińscy nacjonaliści to wcale nie margines, ale wpływowa grupa, która wciąż Polskę postrzega jako wroga. I tak też kształtuje postrzeganie Polski na Ukrainie. Dowód? Wystarczy chociażby tablica umieszczona we Lwowie; poświęcona ofiarom reżimów niemieckiego, radzieckiego i POLSKIKEGO! Ale to już temat na kolejny artykuł.

Maria Pyż

Źródło : http://polmedia.pl/jak-ukraincy-traktuja-polakow/

Prawdziwa pretensja Arabów do Żydów

Jako Arabowie jesteśmy mistrzami w żądaniu, by respektowano nasze prawa człowieka, przynajmniej wtedy, kiedy żyjemy w demokracjach liberalnych, takich jakie są w Ameryce Północnej, Europie i Izraelu. Ale co z naszym respektowaniem praw człowieka innych ludzi, szczególnie Żydów?

W maju 1948, jordański Legion Arabski wygnał wszystkich – około 2000 – Żydów, którzy mieszkali na Starym Mieście Jerozolimy, a następnie zamienił Dzielnicę Żydowską w ruinę

Kiedy analizujemy naszą postawę wobec Żydów, zarówno w historii, jak obecnie, widzimy, że koncentruje się ona na odmawianiu Żydom najbardziej fundamentalnego prawa człowieka, prawa, bez którego wszystkie inne prawa są nieistotne: prawa do istnienia.

Prawo do istnienia na Bliskim Wschodzie przed 1948 r.

Antysyjoniści często powtarzają twierdzenie, że przed powstaniem nowoczesnego Izraela Żydzi mogli żyć w pokoju na Bliskim Wschodzie i że właśnie ustanowienie Izraela stworzyło wrogość arabską wobec Żydów. Jest to kłamstwo.

Zanim powstał nowoczesny Izrael, napisał historyk Martin Gilbert: „Żydzi mieli podrzędny status zimmi, który, mimo że dawał im prawo wyznawania własnej wiary, poddawał ich dokuczliwym i upokarzającym restrykcjom w życiu codziennym”. Jak napisał inny historyk, G.E. von Grunebaum, Żydów na Bliskim Wschodzie “spotykała długa lista prześladowań, arbitralnych konfiskat mienia, prób przymusowego nawracania się lub pogromów”.

Prawo do istnienia jako niepodległe państwo

Syjonizm wynikł z potrzeby Żydów, by być panami własnego losu; by mogli przestać być ofiarami dyskryminacji lub masakr po prostu za to, że są Żydami. Brytyjczycy zaakceptowali i formalnie uznali ten projekt i Liga Narodów dała im mandat nad Palestyną. Świat arabski jednak nigdy nie zaakceptował tego uznania, sformułowanego przez Wielką Brytanię w Deklaracji Balfoura w 1917 r. i nigdy nie zaakceptował planu podziału zaaprobowanego przez Narody Zjednoczone w 1947 r., który uznawał prawo Żydów do własnego państwa.

Wynikiem arabskiej odmowy zaakceptowania prawa do istnienia państwa żydowskiego, prawa, które ma większe międzynarodowe imprimatur prawne niż prawo do istnienia jakiegokolwiek innego państwa, było kilka wojen, poczynając od wojny o niepodległość 1948-1949. Świat arabski nadal nie akceptuje państwa żydowskiego jakiejkolwiek wielkości i kształtu. Nawet Egipt i Jordania, które podpisały traktaty pokojowe z Izraelem, nie akceptują Izraela jako państwa żydowskiego i nadal propagują antysemicką nienawiść do Izraela.

Prawo do istnienia w Gazie, na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie

W 2005 r. Izrael ewakuował wszystkich swoich żołnierzy i wszystkich żydowskich mieszkańców z Gazy w nadziei, że przynajmniej na jednym froncie przyniesie to pokój i pozwoli Strefie Gazy – uwolnionej od Żydów, na rozkwit w arabską Riwierę lub drugi Singapur, a może i na posłużenie jako model dla Zachodniego Brzegu. Eksperyment poniósł sromotną porażkę. W tym wypadku Żydzi dobrowolnie zrezygnowali ze swojego prawa do istnienia na pewnym obszarze, ale niestety, Palestyńczycy w Gazie nie potraktowali tego jako okazji do pokoju, ale jako znaku, że jeśli będą nadal strzelać do Żydów, to oni odejdą – a więc strzelajmy.

Wśród syjonistów jest wiele opinii w sprawie Zachodniego Brzegu. Te opinie obejmują pełen wachlarz: od całkowitego, jednostronnego wycofania się, podobnie jak w Gazie, do całkowitego anektowania (z wieloma opcjami pomiędzy). Chwilowo przeważa status quo bez żadnych konkretnych planów na przyszłość.

Wszyscy jednak wiedzą, mimo zdradzieckiego UNESCO, które przepisuje na nowo historię, że zanim ten kawałek ziemi nazywał się Zachodnim Brzegiem, przez ponad dwa tysiące lat nazywał się Judea i Samaria.

Wszyscy wiedzą, że w Hebronie jest tradycyjne miejsce pochówku biblijnych Patriarchów w Jaskini Patriarchów, i że uważane jest za drugie najświętsze miejsce w judaizmie. Każdy rozsądny człowiek wie, że Żydzi powinni mieć niekwestionowane prawo istnienia na tej ziemi, nawet jeśli jest ona pod jurysdykcją arabską lub muzułmańską. Niemniej wszyscy wiedzą także, że żadna władza arabska nie jest w stanie, ani nie jest chętna obronić bezpieczeństwa Żydów żyjących pod jej jurysdykcją przed antysemicką nienawiścią, jaka emanuje ze świata arabskiego.

Wschodnia Jerozolima, która została odcięta od reszty Jerozolimy przez królestwo Jordanii podczas wojny o niepodległość, jest częścią Jerozolimy i zawiera Wzgórze Świątynne, najświętsze miejsce Żydów. Żydzi mieszkali na Starym Mieście w Jerozolimie aż do czasu, kiedy zostali poddanie czystce etnicznej przez Jordanię w wojnie 1948-1949.

Chociaż w przeszłości Izrael dwukrotnie – najpierw za premiera Ehuda Baraka, a potem za premiera Ehuda Olmerta – oferował Wschodnią Jerozolimę jako część państwa palestyńskiego, nie jest prawdopodobne, by ta oferta została powtórzona. Żydzi wiedzą, że znaczyłoby to nową czystkę etniczną, która odmówiłaby Żydom prawa istnienia na tym kawałku ziemi, gdzie to prawo jest dla nich ważniejsze niż gdziekolwiek indziej.

Prawo istnienia na Bliskim Wschodzie obecnie

Podczas izraelskiej wojny o niepodległość Żydzi zostali wyczyszczeni etnicznie z Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy, a w latach, które nastąpiły, także z reszty świata arabskiego.

Dzisiaj wrogowie Izraela, a wielu z nich to Arabowie, kwestionują jego prawo do istnienia, a więc prawo Żydów do istnienia, na dwóch frontach: groźbą unicestwienia jądrowego i unicestwienia przez zduszenie demograficzne.

Islamistyczny reżim Iranu powtarzał wielokrotnie swoje zamiary zniszczenia Izraela przy użyciu broni jądrowej. Na wypadek, jeśli Iran nie odniesie „sukcesu”, tak zwany ruch „propalestyński”, włącznie z ruchem Bojkot Dywestycje, Sankcje (BDS) ma inny plan zniszczenia państwa żydowskiego: jedno państwo z wymuszonym „powrotem” wszystkich potomków uchodźców palestyńskich. Odmowa prezydenta Mahmouda Abbasa i jego poprzednika, Jasera Arafata, zaakceptowania rozwiązania w postaci dwóch państw, jakie im przedstawiano, jest częścią tego planu.

Prawo do istnienia gdzie indziej

Antysyjoniści twierdzą, ze Żydzi są imperialistami na Bliskim Wschodzie, tak jak byli Brytyjczycy i Francuzi, i podobnie jak oni, powinni powrócić tam, gdzie przynależą. Ta analogia, oczywiście, jest fałszywa: Żydzi mają dłuższą historię na Bliskim Wschodzie niż muzułmanie lub Arabowie.

Czy miejsce Żydów jest w Europie, która zaledwie kilkadziesiąt lat temu próbowała zabić wszystkich Żydów, mężczyzn, kobiety i dzieci? Czy miejsce Żydów jest w Ameryce Północnej, gdzie jeszcze kilkaset lat temu nie było żadnych Europejczyków, a tylko Indianie?

Mówienie, że Żydzi “należą” do takich miejsc nie ma nic wspólnego z rzeczywistością; jest to po prostu wygodne twierdzenie dla antysyjonistów.

Żydzi nie poddadzą się

Jako Arabowie, skarżymy się, bo Palestyńczycy czują się upokorzeni przechodząc przez izraelskie punkty kontrolne. Skarżymy się, bo Izrael buduje na Zachodnim Brzegu bez pozwolenia Palestyńczyków i skarżymy się, bo Izrael ośmiela się bronić przed palestyńskimi terrorystami. Jak wielu z nas jednak zatrzymało się na chwilę, by pomyśleć, jak doszło do takiej sytuacji? Jak wielu z nas ma odwagę przyznać, że rozpoczynanie wojny za wojną przeciwko Żydom, by odmówić im prawa do istnienia i odmawianie przyjęcia każdego rozsądnego rozwiązania konfliktu, doprowadziły to obecnej sytuacji?

Nasze przesłanie dla Żydów przez całą historię, a szczególnie od czasu, kiedy mają czelność rządzić się sami, było jasne: nie możemy tolerować samego waszego istnienia.

Niemniej Żydzi żądają prawa do istnienia i to do istnienia jak równi na ziemi, gdzie istnieli i do której należeli przez ponad trzy tysiące lat.

Ponadto, odmawianie ludziom prawa do istnienia jest zbrodnią o niewyobrażalnych proporcjach. My, Arabowie, udajemy, że nasz brak respektu dla prawa Żydów do istnienia, nie jest przyczyną konfliktu między Żydami a nami. Wolimy twierdzić, że konflikt jest o „okupację” i „osiedla”. Oni widzą, co radykalni islamiści robią teraz chrześcijanom i innym mniejszościom, które także były na Bliskim Wschodzie przez tysiące lat zanim muzułmański Prorok Mahomet w ogóle się urodził: Jazydzi, Kurdowie, chrześcijanie, Koptowie, Asyryjczycy, Aramejczycy i wiele innych. Gdzie są teraz te rdzenne ludy Iraku, Syrii i Egiptu? Czy żyją swobodnie, czy też są prześladowane, wyganiane ze swoich historycznych ziem, masakrowane przez islamistów? Żydzi wiedzą, że taki byłby ich los, gdyby nie mieli własnego państwa.

Prawdziwą pretensją Arabów wobec Żydów jest to, że istnieją. Chcemy, by Żydzi albo zniknęli, albo byli podporządkowani naszym kaprysom, ale Żydzi odmawiają nagięcia się do naszej bigoterii i nie przekonują ich ani nasze groźby, ani nasze oszczerstwa.

Kto przy zdrowych zmysłach może ich za to winić?

Fred Maroun

Pochodzący z Libanu Kanadyjczyk. Wyemigrował do Kanady w 1984 roku, po 10 latach wojny domowej. Jest działaczem na rzecz liberalizacji społeczeństw Bliskiego Wschodu.

The Arabs’ Real Grievance against Jews

Gatestone Institute, 7 maja 2016

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Źródło : http://izrael.org.il/opinie/4879-prawdziwa-pretensja-arab%C3%B3w-do-%C5%BCyd%C3%B3w.html