Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce … cz I

Bóg, przemawiał do ludu Izraela, poprzez proroków. Jeśli lud schodził z wyznaczonej drogi, posyłał swoje słowo do wybranego przez siebie Hebrajczyka, objawiał swoją wolę i dawał adidasy. Prorok posłusznie szedł, mówił co miał powiedzieć i żył długo i szczęśliwie …
No, niezupełnie. Mojżesz był „niewymowny” – bełkotał albo się jąkał. Miał za zadanie wyprowadzi Boży Lud z nie woli, więc dostał do pomocy Aarona, który miał przemawiać (pierwszy udokumentowany przypadek istnienia stanowiska rzecznika – taki żart).
Eliasz po raz pierwszy wymieniony jest w 1 Księdze Królewskiej jako niosący słowo Boga Jahwe Achabowi, królowi Izraela. Po audiencji u króla Achaba uskrył się na pustkowiu nad potokiem Kerit, na wschód od Jordanu”. Eliasz spotkał Obadiasza – zarządcę pałacu króla Achaba, który został wysłany na poszukiwanie nowych pastwisk dla bydła. Obadiasz – na polecenie Eliasza – oznajmił wkrótce swojemu panu, gdzie przebywał zbieg. Wkrótce król przybył na spotkanie Eliasza – obarczył go odpowiedzialnością za nieszczęścia Izraela. Rozstrzygnięciem sporu o prawdziwość Boga – Jahwe Eliasza i Baala Achaba – miały być publiczne ofiary całopalne na Górze Karmel. Jahwe pozwolił Eliaszowi dokonać cudu, który przekonał Izraelitów o fałszywości Baala. 450 proroków tego bożka zostało zabitych. Od tego czasu krainę opuściła susza i głód. Jezabel rozwścieczona śmiercią proroków Baala zagroziła śmiercią Eliaszowi (1 Krl 19:1-2), lecz ten zbiegł do Beer-Szeby i pragnął śmierci.
W odpowiedzi na żalenie się Eliasza, Bóg nakazał mu iść do Damaszku i namaścić Chazaela królem Aramu, Jehu królem Izraela a Elizeusza prorokiem własnego miasta (1 Krl 19:13-21). W 6 lat po tym ostrzegł Achaba i Jezabel, że oboje zginęli tragicznie.
Daniel zachowywał boże prawo, przestrzegał koszerności posiłków. „Bóg obdarzył Daniela mądrością. Daniel dwa razy wytłumaczył Nabuchodonozorowi (II) znaczenie dziwnych snów. Później objaśnił także Baltazarowi znaczenie napisów na ścianie. Po zdobyciu Babilonu przez Persów zastał na dworze ważnym urzędnikiem. Przez fałszywe oskarżenia Daniel został wrzucony do jaskini lwów, lecz Bóg uratował mu życie.
Jona(sz), Bóg kazał mu udać się do Niniwy, stolicy Asyrii, wroga Izraela. Miał nawoływać jej mieszkańców, aby zaniechali swych niegodziwości. Jako patriota postanowił początkowo pojechać w zupełnie innym kierunku. Po niewielkiej niedogodności w czasie rejsu postanowił, jednak spełnić swą misję w Niniwie, której mieszkańcy w rezultacie okazali skruchę Bogu. Dzięki temu Jahwe odwołał zapowiedzianą karę za nieposłuszeństwo i miasto zostało oszczędzone, a biedny Jonasz czuł się jak zdrajca.
Jan Chrzciciel, głos wołającego na pustyni, nie chrzcił dla oczyszczenia z grzechu, lecz dla oczyszczenia ciała oraz pokuty/skruchy/nawrócenia do bożej woli. Wtrącony do więzienia za jawne krytykowanie niemoralnego małżeństwa tetrarchy Galilei, Heroda Antypasa a następnie ścięty.
Następnie pojawia się Jezus vel Je(ho)szua Mesjasz-Chrystus. Pytanie brzmi czy Jego przyjście było to ostatnim wpływem Boga na świat. Czy bóg działał później dotychczasowymi sposobami czy jedynie poprzez Ducha Świętego.
Paweł – urodził się jako Saul w Tarsie w żydowskiej rodzinie, posiadającej rzymskie obywatelstwo. Był synem faryzeusza z pokolenia Beniamina. Znał język aramejski i grecki. Jako młody faryzeusz, niezależnie od swojej pozycji społecznej, musiał nauczyć się jakiegoś rzemiosła – w przypadku Saula była to umiejętność tkania płacht namiotowych. Między 18 a 20 rokiem lub 28-30 roku[3] przybył do Jerozolimy, gdzie studiował Torę w szkole Gamaliela Starszego. Jako młody, gorliwy faryzeusz był przeciwnikiem chrześcijan. Zazwyczaj się przyjmuje, że około 35 roku był przy ukamienowaniu proroka Szczepana, jednego z siedmiu diakonów. Jednak dokładniejsze „wgryzienie” się tekst biblijny sugeruje, że był … z ramienia Sanhedrynu nadzorował kamieniowanie (Dz.Ap. 7:58) Później bardziej zaangażował się w prześladowanie chrześcijan w Jerozolimie. Około 35 roku wyposażony w listy polecające od Sanhedrynu, udał się do Damaszku, z nakazem aresztowania zwolenników nowej drogi. Nie daleko Damaszku doznał objawienia i utraty wzroku. W Damaszku został ochrzczony i uleczony przez proroka Ananiasza. Zatem widzimy, że przynajmniej do tego momentu wciąż działają prorocy. Załóżmy, więc że sprawdzone, skuteczne metody, nadal są przez Boga stosowane.

Reklamy

CBK: polowanie na Leppera

Polowanie na Leppera
23 April 2013, 5:02

Rozpoczął się tajny proces byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego oskarżonego o nadużycie władzy. Poseł PiS Mariusz Kamiński odpowiada za przekroczenie uprawnień, nielegalne działania operacyjne oraz podrabianie dokumentów.

Proces Kamińskiego jest wyjątkowy. Chodzi o tzw. aferę gruntową, czyli sprawę fikcyjnego odrolnienia ziemi, która mogła być pułapką zastawioną przez CBA w 2007 r. na Andrzeja Leppera, wtedy ministra rolnictwa i wicepremiera w rządzie koalicji PiS-Samoobrona-LPR. Ujawnienie sprawy przez CBA doprowadziło do upadku koalicyjnego rządu i przedterminowych, przegranych przez PiS wyborów. Śledczy uznali, że działania funkcjonariuszy CBA były podżeganiem do przestępstwa.

To jedyna sprawa o takich konsekwencjach we współczesnej historii.

Wyjątkowe jest też to, że szef służby specjalnej oskarżony jest o kierowanie działaniami sprzecznymi z prawem. Prokurator zarzuca Kamińskiemu (dziś posłowi PiS), jego zastępcy i byłym dyrektorom zarządu operacyjno-śledczego CBA stworzenie “fikcyjnej sprawy odrolnienia ziemi”, podrobienie dokumentów różnych urzędów, niezgodnie z prawem stosowanie podsłuchów.
Prokuratura za pokrzywdzone bezprawnymi działaniami CBA uznała cztery instytucje samorządowe i 23 osoby prywatne. To także pokazuje skalę i rangę procesu.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia wynajął specjalną certyfikowaną przez ABW salę J w Sądzie Najwyższym. Przy jej drzwiach zawsze stoi strażnik. Nawet sędziowie nie mogą do niej wejść z komórkami w kieszeni.

Gdy kilka miesięcy temu sędziowie chcieli tam publicznie ogłosić postanowienie, że do procesu Kamińskiego jednak dojdzie (były szef CBA chciał, by sprawa została umorzona), dziennikarze nie zostali wpuszczeni do środka przez strażników.

Dziś utajnienie procesu jest na rękę Kamińskiemu. Zdaniem sędzi Małgorzaty Bilickiej, która w 2012 r. nie zgodziła się na umorzenie sprawy Kamińskiego, trzeba by zbadać też „aspekt polityczny kombinacji operacyjnej o kryptonimie „Odra” i sprawy operacyjnego rozpracowania „Treser” na Andrzeja Leppera”.

Źródło: http://polaki.org/?p=2010

O prymacie papieskim

Jak doszło do wykształcenia prymatu papieskiego?

Artykuł pokazujący faktyczne, historyczne powody wykształcenia władzy i prymatu biskupa Rzymu.

Początkowo główną rolę w Kościele odgrywali apostołowie oraz bracia Pańscy. Gdy ich zabrakło, rolę tę odgrywali uczniowie apostolscy, ale autorytety każdego z nich znacznie się między sobą różniły. Zaczęto powoli i coraz powszechniej odczuwać potrzebę czyjegoś przywództwa, zaczęto takiego przywództwa poszukiwać. Pewne szczególne zbiegi okoliczności, położenie miasta, jego historia, jak i znaczenie polityczne sprawiły, że na plan pierwszy zaczął się wysuwać Rzym. Trwało to bardzo długo i zmiany następowały powoli, ale z każdym kolejnym wiekiem rola Rzymu systematycznie się umacniała, podczas gdy inne biskupstwa szybko się wznosiły i szybko upadały (np. Aleksandria).
ZBÓR W RZYMIE DOBRYM PRZYKŁADEM

Na silną pozycję rzymskiego zboru już w I wieku w znacznej mierze musiał wpłynąć fakt, iż w zborze tym, w przeciwieństwie do zborów greckich, syryjskich i żydowskich nie powstały żadne herezje, a wiara tego zboru słynęła ze swej stabilności i wytrwałości. Zbór ten dawał dobry przykład dla wszystkich zborów chrześcijańskich owego czasu (Rz 1,8).

Klemens, uczeń apostoła Pawła (wzmiankowany w Flp 4,3) i biskup Rzymu w latach 88-97, napisał (rok 95-100) w imieniu swego zboru długi list do zboru korynckiego z powodu usunięcia tam wypróbowanego biskupa. List ten wskazuje na autorytet, którym Klemens, jako biskup Rzymu już się cieszył, bądź już przypisywał sobie. Autorytet ten istniał już na pewno ok. 150 roku, gdy przypisano mu list apokryficzny, rozpowszechniany pod imieniem Klemensa, nazwany Drugim Listem do Koryntian, oraz pismo Do dziewic.

Klemens w liście tym nie wysuwa na czoło swojej osoby, ale posługuje się autorytetem swego zboru. List ten świadczy o tym, że wspólnota rzymska poczuwała się do odpowiedzialności za losy całego Kościoła. Świadomość tego autorytetu była zresztą uznawana przez lokalne zbory, o czym świadczy napisany ok. 110 roku List do Rzymian napisany przez Ignacego, biskupa z Antiochii. Zaznaczono w nim, że kościół rzymski naucza inne kościoły i przewodniczy w miłości.

W tym czasie – pierwsza połowa II wieku – do Rzymu zaczęli się już udawać chrześcijanie z różnych stron, szukając w nim pomocy i wsparcia dla rozwiązania ich problemów. Szukającymi oparcia byli zarówno prawowierni chrześcijanie, jak i tzw. heretycy. Ok. 140 roku przybywa Marcjon z Synopy i zakłada w Rzymie swoją wspólnotę. Ok. 150 przybywa Justyn Męczennik i zakłada swoją szkołę. Nasili się to zwłaszcza w późniejszym okresie (w roku 177 zbór z Lyonu wysyła do Rzymu prezbitera Ireneusza).

Do tej pory jednak chodziło jeszcze nie o przywództwo biskupa rzymskiego w świecie chrześcijańskim, ale jedynie o przywództwo rzymskiego zboru wględem innych zborów chrześcijańskich. W drugiej połowie II wieku, podobnie jak i w innych regionach Imperium Romanum obserwujemy wyraźne krystalizowanie się struktur zborowych. Do tej pory określenia: episkopos, presbyteros, czy diakonos nie były jeszcze tytułami robiącymi szczególne wrażenie, a osoby je noszące nie miały w istocie żadnej władzy w zborze. Decyzje podejmowane były nie w swoim imieniu, lecz w imieniu reprezentowanego zboru. Czynnikiem decydującym o życiu danego zboru był wówczas Duch Święty. Obok biskupa, przezbiterów i diakonów, przez jakiś okres występowali jeszcze apostołowie, prorocy i nauczyciele – byli oni autorytetem nawet dla tych pierwszych – ale w miarę upływu czasu było ich coraz mniej. Temu powolnemu ustępowaniu Ducha Świętego, towarzyszyło umacnianie się monarchistycznego episkopatu.
PIERWSZA UZURPACJA I DALSZE ZASŁUGI

Już około roku 155 doszło do sporu pomiędzy Anicetem, biskupem Rzymu (154-166), a Polikarpem (zm. 156), biskupem Smyrny odnośnie do terminu obchodzenia Paschy. Jest to pierwszy przypadek, by biskup rzymski usiłował narzucić swoją wolę biskupowi spoza Italii. Polikarp przybył w tej sprawie do Rzymu, spór zakończył się kompromisem, pomimo, iż każda ze stron pozostała przy swojej praktyce. Około roku 190, Wiktor, biskup Rzymu (189-198), odnowił ten spór, prowadzony teraz z szeregiem zborów Azji Mniejszej. Szereg synodów wschodnich i zachodnich przyznało rację Wiktorowi, jednak Małoazjaci pozostali przy swoim terminie. Wówczas Wiktor ekskomunikował ich. Nie spotkało się to z przychylnym przyjęciem, ani na Wschodzie, ani na Zachodzie, Ireneusz przywołał „papieża” do umiarkowania, ale bez efektu. Pomiędzy Rzymem a Azją Mniejszą doszło do pierwszej schizmy utrzymującej się przez całe stulecie. Wiktor wprowadził też do swego kościoła język łaciński na miejsce greki.

Ireneusz, od 178 roku biskup Lyonu, jakkolwiek pouczył biskupa rzymskiego odnośnie do montanizmu, to jednak wyliczając imiona ośmiu kolejnych biskupów rzymskich dodał, że to właśnie przez nich „przeszła do nas kościelna tradycja apostolska i to jest wystarczającym dowodem, że ta sama życiodajna wiara, którą Kościół otrzymał od Apostołów, dotąd zachowała się i prawdziwie została nam przekazana”.

Na początku II wieku pojawia się gnostycyzm, prąd religijno-filozoficzny, który zagroził czystości nauki chrześcijańskiej. W walce z tą herezją wielką rolę odegrał Rzym, co wpłynęło na dalsze umocnienie znaczenia zboru rzymskiego.
POCZĄTKI PAPIESTWA

Do umocnienia władzy biskupów, a więc także biskupa rzymskiego, przyczynił się Cyprian, biskup Kartaginy (248-258). Jego zdaniem biskupi są stróżami jedności kościelnej, fundamentem na którym wznosi się cała budowa Kościoła. Według niego Piotr jest początkiem historii episkopalnego kościoła (Mt 16,18), ale wszyscy biskupi są sobie równi. Cyprian przeciwstawiał się też biskupowi rzymskiemu odnośnie do chrztu kacerzy. Właśnie w drugiej połowie III stulecia biskupi rzymscy zaczęli się podawać za następców św. Piotra. Mogli więc wykorzystać poglądy Cypriana. Od Cypriana pochodzi też powiedzenie „nie ma zbawienia poza kościołem”.

Leon I Wielki (440-461) przez niektórych historyków uważany jest za pierwszego właściwego papieża. Ponieważ imperium rzymskie upadało jego władza była znacznie większa niż jego poprzedników. Posługując się tekstami Mt 16,18; J 21,15-17 i Łk 22,32 podniósł niewspółmiernie znaczenie apostoła Piotra. Jego zdaniem Piotr został wyniesiony ponad wszystkich apostołów, a teraz działa w swoich następcach. Każdorazowy biskup rzymski jest zastępcą Chrystusa (vicarius Christi), cały episkopat musi mu być poddany. Podporządkował sobie Hiszpanię, południową Galię i północną Afrykę, ale władza ta miała przede wszystkim charakter symboliczny(np. nie zdołał usunąć Hilarego z Arles). Na całym tym obszarze uchodził po prostu za biskupa numer jeden. Jego następcy nie doszli do takiego znaczenia jak on, choć starali się zachować wywalczoną przezeń pozycję. Od końca V wieku biskupi rzymscy przysługujący dotychczas wszystkim wyższym duchownym tytuł papieża zarezerwowali wyłącznie dla siebie.

Grzegorz I Wielki (590-604), był najwybitniejszym biskupem Rzymu po Leonie I. Niektórzy uważają go za pierwszego właściwego papieża. Dbał on o wewnętrzny rozwój Kościoła, jak i o misję zewnętrzną. Walczył o czystość moralną, zwalczał ostro korupcję i nadużycia, składał z urzędów nieudolnych i zaniedbujących się kapłanów. Niestrudzenie dążył do zapewnienia sprawiedliwości uciskanym, a miłosierdzia dla ubogich. Nie życzył sobie, by ktokolwiek nazywał go papieżem. Nie zgłaszał roszczeń względem władzy świeckiej. Działalność jego przysporzyła mu powszechny szacunek na Wschodzie i Zachodzie, cieszył się też ogromnym autorytetem. Gdyby wszyscy papieże byli tacy jak on, być może nie doszłoby do powstania Reformacji.
TRZY FALSYFIKATY

Aż do wieku XI papież nie miał jeszcze rzeczywistej władzy nad Kościołem zachodnim, a po roku 843 jego prestiż nawet zmalał. Już za czasów Karolingów, episkopat frankoński niejednokrotnie pouczał papieża w kwestiach doktrynalnych, a nawet rzucał klątwy na papieża. Podobnie postępował później arcybiskup Kolonii. W 1061 roku taka klątwa przyprawiła papieża Mikołaja II o śmierć. Biskup Rawenny, miasta położonego 270 km na północ od Rzymu, jeszcze w X wieku nie uznawał nad sobą zwierzchnictwa papieża.

W dalszym rozwoju prymatu papieskiego pewną rolę odegrały trzy falsyfikaty: Vita Silvestri papae (Życie papieża Sylwestra) z początku VI wieku, Donatio Constantini (Darowizna Konstantyna) z ok. 750 roku, oraz dekrety Pseudo-Izydora, powstałe w latach 847-852.

Darowizna Konstantyna przedstawiała dokument wystawiony rzekomo przez cesarza Konstantyna Wielkiego (306-337) na rzecz papieża Sylwestra I (314-335). Dawała ona papieżowi władzę, dostojeństwo i cześć przysługujące cesarzowi, oraz zwierzchnictwo nad wszystkimi biskupami i wszystkimi kościołami w całym świecie. Ten falsyfikat odegrał wielką rolę w wieku XI, stanowił główną argumentację Rzymu w walce papiestwa z patriarchą bizantyjskim Cerulariuszem. Pokazali mu go w roku 1054 legaci papiescy. Dokument ten ubawił greckich uczonych, którzy uznali Rzymian za ignorantów nie znających tradycji. Ale to tylko zaogniło ich fanatyzm (rzucili klątwę). Dokument ten zostanie ponownie użyty przeciwko Grekom przy „unii” na soborze w Lyonie (1274) i na soborze we Florencji (1439).

Dekrety Pseudo-Izydora przypisane hiszpańskiemu metropolicie Sewilli (zm. 636) zawierały teorię o nieomylności papieskiej, domagały się od metropolitów zgłaszania się do Rzymu po paliusz biskupi (palium – płaszcz). Przyznawały biskupom prawo odwoływania się do Rzymu od wyroków arcybiskupich. Dekrety nabrały szczególnego znaczenia w XI wieku.

Wszystkie te trzy falsyfikaty zostały wykorzystane w XI wieku dla celów propagandowych. W praktyce bardziej się liczą fakty niż głoszone idee, ale wiek XI okazji dla dokonania takich faktów również papiestwu dostarczył. Podczas zaistnienia zajętej przez Greków południowej Italii oraz zajętej przez muzułmanów Hiszpanii, hierachię kościelną „wyzwalanych” ziem poddawano bezpośredniej władzy papieża. I dopiero to stało początkiem rzeczywistej władzy papieża nad całym zachodnim chrześcijaństwem. W tym czasie w podobny sposób uporano się z krajami świeżo dla katolicyzmu pozyskanymi (Polska, kraje skandynawskie). Gorzej było z podporządkowaniem episkopatu Francji i Niemiec. Oba te kraje dopiero w końcu średniowiecza zaczęły płacić świętopietrze (będzie to jedną z pobudek Reformacji).
ZASŁUGI HILDEBRANDA

Osobą, która najbardziej przyczyniła się do zwiększenia władzy papieskiej, był mnich Hildebrand, twórca „reformy gregoriańskiej”. Doprowadził on w 1059 roku na synodzie rzymskim do uchwalenia nowego przepisu o wyborze papieży. Od elekcji papieskiej odsunięto lud rzymski i kler, czynne prawo wyborcze przysługiwało wyłącznie kardynałom mianowanym przez papieża. Sprawę wpływu cesarza na wybór na razie przemilczano (aby uniknąć zadrażnień). Na synodzie tym odbyła się też po raz pierwszy w historii papiestwa uroczysta koronacja podwójną koroną. Od tego czasu papieskie intronizacje przestano nazywać consecratio, a zaczęto je nazywać coronatio. Oznaczało to wysunięcie roszczeń ze strony papiestwa również pod adresem władzy politycznej.

Postanowień synodu rzymskiego z 1059 roku, ze względu na polityczne uzależnienia od cesarstwa, nie od razu udało się wcielić w życie w całości. Nawet sam Hildebrand, który po śmierci Aleksandra w 1073 został obwołany papieżem przez lud rzymski, uznał głos ludu (vox populi) za głos Boży (vox Dei) i obwołał się papieżem Grzegorzem VII (1073-1085). Nigdy nie uznał nad sobą władzy cesarskiej. W 1074 roku ogłasza encyklikę do wszystkich chrześcijan na całym świecie, w której powtórzył kanony wzmiankowanego synodu, a także znacznie rozszerzył dawne roszczenia. Papież miał być nieomylny w swych postanowieniach, nie ponosił odpowiedzialności przed nikim z ludzi, wolno mu było przenosić biskupów z miejsca na miejsce, wolno mu było święcić każdego duchownego z każdego kościoła, wolno mu było usuwać cesarzy, każdy kto odwołał się do papieża był uważany za nietykalnego do chwili wydania przezeń wyroku.

Tak daleko sięgające roszczenia papieskie nie mogły, rzecz jasna, spotkać się z aprobatą cesarstwa. Wywiązała się więc długa, wielowiekowa i prowadzona ze zmiennym szczęściem walka, którą co prawda – z politycznego punktu widzenia – przegrały obie strony, a na arenę europejskiej polityki wkroczyła Francja (w charakterze świeckiego państwa), ale dzięki niej Kościół uniezależnił się od władzy świeckiej. Od tej też pory biskupi dowolnego kraju w większym stopniu podlegali papieżowi niż świeckiemu władcy. Od tego momentu papież stał się rzeczywistą, a nie tylko symboliczną głową Kościoła zachodniego.

Dopiero Grzegorza VII można więc uznać za pierwszego rzeczywistego papieża i pomimo, iż on sam skończył na wygnaniu, to jednak jego dzieło zostało podjęte przez następców, a ten kształ instytucji papieskiej, który jej nadał Grzegorz VII, utrzymał się w niemal niezmienionym kształcie po dzień dzisiejszy. Jeden z jego dalszych następców, Bonifacy VIII (1294-1303) przekroczy zbyt „skromne” roszczenia Grzegorza VII i przypisze sobie nawet prawo decydowania o zbawieniu ludzkim (postawił więc siebie wyżej nawet od Boga), ale następni papieże zrezygnowali z tak daleko sięgających roszczeń. W wiekach XI-XII wzrosło też znaczenie kolegium kardynalskiego, a zmalało – opanowanej przez rzymskich hrabiów, świeckiej administracji Państwa Kościelnego (przedtem zdarzało się, że burmistrz Rzymu aresztował papieża).

Ale jeszcze podczas pierwszej wyprawy krzyżowej, po zdobyciu Jerozolimy (1099), wysłany przez papieża Urbana II legat, arcybiskup Pizy, Daimbert, został patriarchą Jerozolimskim. Po takim wyniesieniu, Daimbertowi zamarzyła się także władza polityczna nad całą Palestyną (było to już po śmierci Urbana II), a gdy ją na chwilę uzyskał, zamarzyła mu się władza nad wszyskimi Kościołami i narodami chrześcijańskimi, argumentem było stwierdzenie, że Jerozolima jest matką wszystkich Kościołów i panią wszystkich narodów. Niedawny legat papieski uznał siebie za kogoś wyższego od papieża. Przykład ten dowodzi, że przynajmniej część wyższego duchowieństwa zachodniego Kościoła nie traktowała poważnie papieskiego prymatu.
JAKA WŁADZA W KOŚCIELE?

Jest rzeczą oczywistą, że w Kościele musi być ktoś, kto będzie Kościołowi przywodził. Również na czele mniejszych podjednostek struktury Kościoła stać powinni odpowiedni ludzie (1 Kor 12,12nn). Inaczej Kościół nie będzie zorganizowanym i sprawnie funkcjonującym organizmem (a im większy Kościół tym bardziej rozbudowaną będzie jego struktura). Zachodzi jednak pytanie, jak wielką władzę można danemu przywódcy czy hierarsze kościelnemu przydzielić. Patrząc na Kościół Rzymskokatolicki należy się zgodzić, że błędem było uzurpowanie sobie władzy politycznej. Błędem również było pragnienie prawa dowolnego rozporządzania podległymi sobie biskupami, kapłanami, powoływania i odwoływania ich stosownie do swej woli, chęć rządzenia nimi (Mk 10,42-43). Powinno więc istnieć jakieś ciało, które kontrolowałoby takiego przywódcę (synod). Również wierni w danym zborze winni mieć jakiś wpływ na swego pastora (rady zborowe). Zawsze jednak zachodzi pytanie jak wielkie uprawnienia tym ciałom należy przyznać. W różnych narodach i różnych kulturach kompetencje te powinny być nieco inaczej zakreślone.

Jednak zdarzają się takie grupy wyznawców Chrystusa, które nie uznają żadnych struktur kościelnych i żadnych „hierarchów”, bo wszyscy są równi przed Bogiem. Tyle że nawet tam obdarzeni „charyzmą” przywódcy cieszą się autorytetem i zaznają czci, jaka nie jest udziałem przeciętnego wyznawcy. Zwłaszcza w grupach charyzmatycznych, charyzmatyczni liderzy stają się „papieżami” dla swoich wiernych. Dwa lata temu spotkałem osobę z pewej grupy która powiedziała, że nie martwią ją problemy natury dogmatycznej, bo ona sama jest tylko zwykłym członkiem, ale ma mądrego pastora, który wie wszystko. Wszystko co powie ten „pastor” ona przyjmie ślepo i bezkrytycznie. Takie postawy, jakkolwiek słabiej wyrażone, można też spotkać w naszych własnych kręgach. Niejednokrotnie możemy spotkać ludzi bałwochwalczo zafascynowanych jakimś ewangelistą, zwłaszcza jeżeli Duch Święty czyni przezeń cuda. Kilkanaście lat temu spotkałem człowieka który o pewnym ewangeliście powiedział: „Przez niego mówi sam Bóg”. W każdym z nas tkwi, w mniejszym lub większym stopniu, jakiś podziw dla wybitniejszych jednostek. Pokazuje to, że od pewnych rzeczy jest trudno uciec. Dlatego też na przywódcach – zwłaszcza charyzmatycznych – spoczywa wielka odpowiedzialność, powinni być świadomi niebezpieczeństw związanych ze sprawowaną przez nich funkcją. Do nich zwrócone są słowa Jezusa: „Któż jest tym sługą wiernym i mądrym, którego Pan ustanowił nad swoją służbą, by w odpowiednim czasie wydawał im posiłki? Szczęśliwy ten sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie tak postępującego. Zapewniam was: Ustanowi go zarządcą całego majątku. Lecz jeśli taki zły sługa powie w duchu: mój pan opóźnia swój powrót, zacznie bić swoich podwładnych i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, w którym się nie spodziewa i o godzinie, której nie zna. Wówczas surowo go ukarze i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębami” (Mt 24,45 – przekł. ekumeniczny).

źródło: http://apologetyka.com/teologia/katolicyzm/lj-prymat

Z pamiętnika terrorysty w Polsce

Poniedziałek 7:00

Allah Akbar Cały świat się o nas dowie. Dziś zamach na okupantów z
Polski. Tym razem na ich ziemi. Cel – Okęcie. Tradycyjnie porwiemy
samoloty – cztery. Jeden spadnie od razu, trzy sparaliżyją pozostałe
porty lotnicze. Zwycięstwo jest nasze!!!

Poniedziałek 17:00

Cały czas nie możemy znaleźć bagaży. Nici z ataku, na dodatek możemy
już stąd nie wyjechać… To nic – jutro atak na Balice – tam musi się
udać!

Wtorek 7:00

Dziś bracia wyjechali do Balic. Nie mamy bagaży, ale sterroryzujemy
obsługę plastikowymi nożami i widelcami. Będzie dobrze.

Wtorek 18:00

Bracia talibowie wrócili – śmierdząca sprawa: kazano im zapłacić za
autostradę, a jak byli przy lotnisku (15 minut później) kazali im
zapłacić znowu. Wycofaliśmy się żeby nie budzić podejrzeń. Zresztą
podobno i tak w polskich samolotach nie dają sztućców, bo je się tylko
kanapki.
PS Jutro atakujemy siedzibę polskiego rządu.

Środa 8:00

Dziś atak na polski parlament – mamy już dwa autobusy z przyczepami
załadowane karbidem. Trotyl ukradli nam w poniedziałek na lotnisku,
nic innego nie dało się skombinować. Autobusy wyjeżdzają o 8:30 –
godziny wyjazdu przyczep jeszcze nie znamy – tajemnica. Plan jest
prosty – przejeżdzamy przez warszawę i pierdut. Allach jest wielki!!!

Środa 17:30

Znów coś poszło nie tak. Bez problemów dotarliśmy do celu, ale droga
była zablokowana przez samochody. Na wszystkich biało-czerwone
wstążki. W każdym jeden kierowca-samobójca . Chyba przewidzieli nasz
atak i wystawili swoich żołnierzy (prawie sami faceci, żadnych starców
i dzieci – elita).
PS Te dziury po drodze to chyba też nie przypadek – czyżby planowali
zaminować drogę? Jutro zmiana planów – cel: Pałac kultury. Tymczasem
wycofamy się pod Warszawę…

Czwartek 7:00

Wstaliśmy rano bo plan wymaga szybkich posunięć, poza tym
zadekowaliśmy się pod Warszawą. Wyjazd o 7:10, prejazd przez Janki,
Raszyn, wysadzamy Pałac Kultury Nauki i (na) Sztuki, po czym pryskamy
do Klewek, gdzie bracia talibowie podstawią helikoptery. BUŁKA Z
MASŁEM.

Czwartek 17:30

Oddam życie za bułkę z masłem. Stoimy od rana w Raszynie. Jakieś
pacany w biało-czerwonych krawatach w kółko chodzą po pasach. Nie da
sie przejechać – próbowaliśmy ich staranować, na szczęście Ahmed
zauważył leżące po drugiej stronie odwrócone brony. Dobrze że nie
szarżowaliśmy – nie byłoby jak wrócić do Janek do McDonalda…
PS Tym razem rzucili przeciwko nam starców i baby – widocznie nas
lekceważą. Ale my mamy plan – wrócimy w nocy

Piątek 6:30

Wreszcie przechytrzyliśmy wroga – przyjechaliśmy w nocy. Siedzimy
przed stadionem Legii (X-ciolecia był większy, ale jakieś męty się
kręciły).

Piątek 7:30

Super wiadomość – namówiliśmy na akcję jakąś wycieczkę – przyjechała
autokarami i od razu zgodziła się na akcję. Mają nawet własne
siekiery, materiały wybuchowe i transparenty. Idzie nam jak z płatka.
Allach nam sprzyja.

Piątek 16:30

Nie, noooo. Co za ludzie – nie dość, że sami dostali pałami, to
jeszcze pobili naszych braci talibów. LUDZIE JAK KTOŚ MA BRODĘ TO
JESZCZE NIE ZNACZY ŻE JEST ŻYDEM. Żydzi mają PEJSY!!!!! Patrzcie
trochę uważniej…

Mam tego dość. Kit z Polską. Jutro atakujemy SALWADOR!

Sobota 1:30

Jak podaje rzecznik Straży Granicznej, niedaleko przejścia granicznego
w Kołbaskowie zatrzymano grupę wychudzonych, obdartych i głodnych
starców. Umyto ich i ubrano. Na migi prosili, żeby nie strzyc bród.
Niestety – nawet tłumaczom z ośrodka dla zbiegłych rumunów nie dało
się ze starcami dogadać. Tyle tylko wiadomo, że chcieli jechać do
Ameryki z jakąś „pracą”. Zapewne to kolejna grupa Pakistańczyków z
jakiejś ubogiej wioski. Odsyłamy ich dziś LOT-em. Wyglądają na
wzruszonych.

źródło: http://www.izrael.org.il/forum/7-forum-redakcyjne/16869-kaway.html?limit=40&start=40#18244

Stare, ale wciąż cieszy.

Ironia losu …

Francuscy Arabowie pobili izraelskiego reżysera Yariva Horowitza. Horowitz, który słynie z propalestyńskich poglądów pojawił się we Francji, żeby pokazać swój nowy film, który… krytykuje Izrael.


Libijscy Arabowie zgwałcili w mieście Bengazi 2 młode Brytyjki (pochodzenia pakistańskiego), które zmierzały do Strefy Gazy z konwojem pomocy humanitarnej organizowanym przez turecką organizację islamską IHH. Pięciu mężczyzn zgwałciło młode kobiety na oczach ich ojca.

Źródło: http://www.izrael.org.il/news/3326-sarkazm-to-najnisza-forma-humoru-ale-najwysza-forma-inteligencji.html

Krwawy, niekończący się pokój

Krwawy, niekończący się pokój
Autor tekstu: Daniel Greenfield

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Zwrot „Wojna jest pokojem” wszedł do naszego słownika sześćdziesiąt cztery lata temu. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy arcydzieło Orwella schodziło z pras drukarskich, wynegocjowano zawieszenie broni między Izraelem a najeźdźczymi armiami arabskimi. Zawieszenie broni rozpoczęło długą wojnę pokojową lub wojujący pokój.

Cała ta szarada nie w pełni kwalifikowała się do orwellowskiego królestwa aż do rozpoczęcia procesu pokojowego. Proces pokojowy między Izraelem a terrorystycznymi milicjami finansowanymi przez kraje owych najeźdźczych armii trwa już dłużej niż większość rzeczywistych wojen. Pochłonął również więcej ofiar niż większość wojen.

Wojna ma punkt końcowy. Pokój nie ma. Pokój, w który jesteś stale w stanie wojny, może trwać wiecznie, bo podczas gdy patriotyzm entuzjastów wojny w końcu wyczerpuje się, entuzjaści pokoju nigdy nie zrezygnują ze swoich wysiłków pokojowych.

Podżegacze wojenni mogą zatrzymać się po kilku tysiącach trupów, ale Podżegacze Pokoju będą kręcić swoje piruety na milionie trupów.

Kiedy będziesz to czytać Obama będzie prawdopodobnie przedzierał się przez jakąś ceremonię lub przemówienie w Izraelu (tekst pisany 20 marca). Wszystkie przemówienia powtarzają to samo, ale w rzeczywistości jest tylko jeden cel tej wizyty. W rzeczywistości zawsze był tylko jeden cel takich wizyt. Ponowne odwiedziny niekończącej się wojny pokoju.

Dwadzieścia lat po tym, jak proces pokojowy zawiódł na wszystkie wyobrażalne strony. Dwadzieścia lat po zapełnianiu cmentarzy po obu stronach ofiarami pokoju. Dwadzieścia lat, które stworzyły dwa poronione państwa palestyńskie w stanie wojny ze sobą i z Izraelem.

Dwa dziesięciolecia później nadal jest czas na pokój.

Czas pokoju oznacza, że trzeba wymóc trochę więcej ustępstw izraelskich w nadziei na ściągnięcie terrorystów i ich skłóconych państw do stołu negocjacyjnego na kolejną sesję fotograficzną we wspaniałym albumie rozjemców pokoju. A jeśli fotografie będą dobrze zaaranżowane, może będzie kolejna Nagroda Pokojowa Nobla dla wszystkich uczestników.

Miło byłoby pomyśleć, że choroba pokoju jest jednym z tych wirusów, które przenoszone są tylko w krwioobiegu liberałów. Ale nie jest.

Dość często ludzie zadają mi pytanie o rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńsko-arabsko-muzułmańskiego i rozmówca jest zawsze skonsternowany, kiedy odpowiadam, że nie ma rozwiązania. „W ogóle żadnego rozwiązania? Ale przecież musi być rozwiązanie. A co z tymi wszystkimi umiarkowanymi głosami dobrej woli? Co z matkami, które chcą tylko wychowywać swoje dzieci do śpiewania radosnych piosenek o pokoju? Co ze starymi żołnierzami, którzy są zmęczeni wojną? Jeśli zgromadzimy ich wszystkich w jednym miejscu, żeby uścisnęli sobie ręce i pozowali do fotografii? Czy nie będzie wtedy pokoju?”

W miarę jak społeczeństwo stało się bardziej postępowe, jest coraz trudniej wyjaśnić nawet inteligentnym ludziom, że świat po prostu tak nie działa.

Było niemal niemożliwe wyjaśnić dwóm pokoleniom czasów zimnej wojny, że naprawdę nie będzie pokoju ze Związkiem Radzieckim poza rodzajem zimnego pokoju podtrzymywanego równowagą sił. Ich dzieci i wnuki wydają się równie niezdolne do zrozumienia, że najpoważniejsze wojny kończą się, kiedy jedna ze stron zdecydowanie przegrywa i zmienia się fundamentalnie w wyniku porażki, albo obie strony zachowują zimny pokój, który będzie trwał tylko dopóty, dopóki żadna ze stron nie wierzy, że może zmiażdżyć tę drugą w niespodziewanym ataku.

Izrael istotnie miał pokój do rozpoczęcia negocjacji pokojowych. Nie był to doskonały pokój, ale poza pomniejszymi problemami intifady, stosunkowym ukłuciem szpilki w porównaniu z przemocą, która zaczęła się po niesławnym uściśnięciu dłoni w Rose Garden, był to dobry czas i niczego podobnego nie było póki Izrael nie przestał bawić się w proces pokojowy z terrorystami i nie zaczął ich zamiast tego trzymać z daleka.

Ale stosunkowa nieobecność przemocy, według amatorskich rozjemców pokojowych, nie jest pokojem. Pokój w czasie wojny nie jest tym, czego chcą. Niech zdrapują z chodników zakrwawione kawałki ludzkich ciał, ale niech będą również chóry dziecięce śpiewające o pokoju. Niech stawiają tysiące nagrobków, byle wierzyć, że pokój jest za rogiem.

To wulgarne czczenie pokoju jako religii, wyznania, które przywraca niewiernym mężczyznom i kobietom wiarę w ludzkość, jest połączeniem pustego sentymentalizmu i wyrachowanej ignorancji.

Musimy mieć pokój w naszych czasach, mówią działacze pokojowi. I Izrael musi go dostarczyć. Trzeba położyć na stole więcej koncesji terytorialnych. Trzeba pokazać więcej dobrej woli. Trzeba stanąć na głowie, żeby działacze pokojowi mogli patrzeć na swoje telewizory i westchnąć, bo ich wiara w dobroć każdego mężczyzny, kobiety, dziecka i zamachowca-samobójcy została przywrócona.

Z kim Izrael zawrze pokój? Prezydent Abbas z Autonomii Palestyńskiej, który nie stawał do wyborów od czasu, kiedy Hamas wygrał wybory, nie chce negocjować. Hamas chce negocjować tylko o krótkiej przerwie w swojej nieustającej kampanii na rzecz zniszczenia Izraela. Abbas, kiedy nie walczy z Hamasem, oznajmia, że ma ten sam pogląd na terroryzm, jak Hamas.

Hamas lub Abbas, któregokolwiek nasz działacz pokojowy wybierze, ten z pewnością zrobi z niego durnia.

Ale działacze pokojowi nie zajmują się szczegółami. Lubią całościowy obraz. A całościowy obraz jest taki, że musi być odpowiedź. Dziesiątki tysięcy żądały odpowiedzi w Londynie przed wojną i Chamberlain im ją dostarczył. Pokój przybył w naszych czasach, na krótko przed nazistowskimi bombowcami. Jeszcze więcej tysięcy żądało tego od każdego amerykańskiego prezydenta, który przy stole negocjacyjnym spotykał komunistycznego zbira. I dostali ją.

Były traktaty nuklearne, które nic nie znaczyły dla Związku Radzieckiego i które nie przyniosły pokoju, ale dały lepsze samopoczucie amatorskim działaczom pokojowym. A potem zamiast pokoju przychodzącego w wyniku negocjacji, Związek Radziecki upadł, ponieważ wymagający kowboj nie chciał zrezygnować z programu obrony przeciwrakietowej, o której każdy absolwent Harwardu wiedział, że nigdy nie będzie działać. A teraz, kiedy inny absolwent Harwardu dumnie próbuje przyjąć na siebie zasługę za izraelską Żelazną Kopułę, nadal wiedzą, że nie może działać.

Reagan nie zakończył zimnej wojny traktatami; zakończył ją uparcie dążąc do większej siły ognia. I dlatego w imię pokoju absolwent Harwardu, oglądający Żelazną Kopułę podczas wizyty w Izraelu, pokazał Rosji swoją pokojową elastyczność przez porzucenie ostatniego etapu tworzenia obrony przeciwrakietowej. Każdy absolwent Harwardu wie, że obrona przeciwrakietowa nie przynosi pokoju. Ale czego można było oczekiwać od Reagana? Biedny dureń uczęszczał do Eureka College. Skąd mógł wiedzieć, że pokonanie Związku Radzieckiego nie zadziała?

Obama chce tej samej rzeczy od Izraela, jaką próbuje zdobyć przez sprzedanie Polski w sprawie obrony przeciwrakietowej. Chce pokoju. Podczas gdy jedyne okresy, kiedy Izrael miał jakikolwiek spokój, były następstwem wojny, absolwenci Harwardu i ludzie, którzy ich słuchają, wiedzą, że pokój przychodzi tylko na końcu długiego szeregu ustępstw i ugłaskiwania. A kiedy już oddałeś swojemu prześladowcy klucze do mieszkania, kluczyki samochodu i twój szczęśliwy banknot dwudolarowy, wtedy, przeszukując twoje puste kieszenie, przytaknie niechętnie i wreszcie zgodzi się na pokój. To znaczy, jeśli nie chodziło mu również o to, by cię zabić.

I to jest problem z działaczami pokojowymi; nie biorą pod uwagę tego, jak zawrzeć pokój z mordercami. Większość krajów zamyka morderców, którzy dla zabawy zabili dziesiątki ludzi. Kiedy jednak zabijają dziesiątki ludzi w celu wyzwolenia innych morderców, albo mają roszczenia do kawałka ziemi, wtedy warci są negocjacji. A jedynym wynikiem takich negocjacji jest zatwierdzenie mordowania jako taktyki negocjacyjnej.

Pokój prowadzi do wojny, ponieważ czynienie pokoju nagradza czyniących wojnę. Nagradza zawziętych morderców, którzy odmawiają zaprzestania mordów. A im bardziej ich nagradza, tym więcej zabijają.

To dlatego Izrael spóźnia się o dziesięciolecia z dostarczeniem pokoju, jakiego chcą wszyscy amatorscy działacze pokojowi. Za każdym razem, kiedy dzwoni do Terrorism Inc., żeby zamówić pokój zwieńczony braterstwem, zamachowiec-samobójca wjeżdża przez jego drzwi frontowe. I tak przez dwa dziesięciolecia, w uprzykrzonej rzeczywistości, o której nie chce słyszeć żaden działacz pokojowy… pokój znaczył wojnę.

Za każdym rozpoczęciem nowej fazy niekończącego się procesu pokojowego ginęło więcej ludzi. Więcej ludzi ginie w trakcie negocjacji niż bez nich. Działacze pokojowi wyjaśniają to, mówiąc, że terroryści, którzy nie siedzą przy stole negocjacyjnym, próbują sabotować terrorystów, którzy przy tym stole siedzą. Zabici są ofiarami na rzecz pokoju i jeśli Izrael walczy przeciwko jednej lub drugiej grupie terrorystów, to jest winny hamowaniu procesu pokojowego, który inaczej rozwijałby się dobrze.

Tu więc jesteśmy, z koszulkami Obamy na sprzedaż dla liberalnych Żydów amerykańskich w kioskach Jerozolimy, miasta, którego żydowskości nie uznaje człowiek na koszulkach, bo zaszkodziłoby to procesowi pokojowemu. A najważniejszym pytaniem w ich umysłach jest, jak wreszcie doprowadzimy do pokoju.

Racjonalną odpowiedzią jest, że pokoju po prostu nie będzie. Dwie grupy terrorystyczne usadziły się w swoich dwóch państwach z jednym celem: zniszczenia Izraela. Finansują je i popierają te kraje, które atakowały czołgami farmy izraelskie w czasach, kiedy Orwell kończył pisanie „Wojna jest Pokojem, Niewolnictwo jest Wolnością i Ignorancja jest siłą”.

Nie ustaną w próbach zniszczenia Izraela, bo tylko to umieją i jest to jedyny powód ich istnienia. A gdyby tego nie było dość, przez pokolenia uczyli swoje dzieci nienawiści i nie ma w ogóle żadnych oznak, że starają się założyć hamulce machinie nienawiści, która wyraża wyraźniej niż cokolwiek innego, że nie zamierzają przestać walczyć teraz ani za dwadzieścia lat.

Nie, bo ich system edukacyjny zajęty jest szkoleniem samobójców zamachowców na jutro.

Ignorancja jednak jest szczególną siłą działaczy pokojowych. Nie chcą znać powodów, dlaczego ich marzenia nie staną się rzeczywistością. Ani nie chcą słyszeć, że najlepszym rodzajem pokoju z ludźmi, których religia mówi im, że pójdą do nieba, jeśli zginą w trakcie podrzynania ci gardła, jest ciężko uzbrojony pokój zimnego żelaza i stali.

Wojna jest ich pokojem, a ignorancja jest ich siłą.

Tekst oryginału

Sultan Knish, 20 marca 2013r.

Żródło: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8854

Deklaracja Zasad Wiary, Celów i Wartości

Źródłem naszych zasad wiary, celów oraz wartości jest Bóg, który poprzez swoje Słowo objawione w Biblii do nas, ludzi przemawia.
To, w co i jak wierzymy oraz wynikające z tego cele i wartości, jednoczy nas jako chrześcijan skupionych w Kościele Chrystusowym w RP.

PO CO ISTNIEJEMY?

(cel i główne zadania)

Kościół Chrystusowy istnieje, aby w oparciu o naukę Pisma Świętego i moc Ducha Świętego, kontynuować dzieło Pana Jezusa Chrystusa na ziemi.

Za główne zadania Kościoła Jezusa Chrystusa uznajemy:

czczenie Boga
komunikowanie Ewangelii
rozwijanie więzi wśród członków
edukowanie i wychowywanie wiernych
służenie zgodne z posiadanymi umiejętnościami i zasobami

CZYM SIĘ KIERUJEMY?
(reguła podstawowa)

Nasz Pan i Mistrz, Jezus Chrystus, który jest naszym najwyższym autorytetem i wzorcem dał przykład, że prawda i miłość muszą być ze sobą powiązane.

W naszej wspólnocie kościelnej trzymamy się reguły:

W ZASADACH JEDNOŚĆ

Zachowujemy jedność w zasadniczych kwestiach wiary, jednoznacznie określonych w Piśmie Świętym.

W OPINIACH WOLNOŚĆ

Szanujemy różnorodność opinii i poglądów w kwestiach drugorzędnych. Uznajemy prawo każdego chrześcijanina i każdej wspólnoty chrześcijańskiej do wolności w kwestii opinii i poglądów dotyczących spraw, które mogą być odczytywane z Biblii w sposób nie jednoznaczny.

WE WSZYSTKIM MIŁOŚĆ

We wszystkim okazujemy miłość, która jest najdoskonalszym spoiwem każdej wspólnoty ludzkiej.

W CO WIERZYMY?

(zasadnicze prawdy wiary)

Podobnie jak wierni większości kościołów chrześcijańskich za najbardziej podstawowe wyznanie wiary uznajemy Apostolskie Credo:

„Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego,

Stworzyciela nieba i ziemi

i w Jezusa Chrystusa,

Syna Jego Jedynego, Pana naszego,

który się począł z Ducha Świętego.

Narodził się z Marii Panny,

umęczon pod Ponckim Piłatem,

ukrzyżowan, umarł i pogrzebion.

Zstąpił do piekieł,

trzeciego dnia zmartwychwstał,

wstąpił na niebiosa,

siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego,

stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Wierzę w Ducha Świętego,

święty Kościół powszechny,

świętych obcowanie,

grzechów odpuszczenie,

ciała zmartwychwstanie,

żywot wieczny.

Amen

Opisując zasadnicze prawdy wiary w sposób bardziej szczegółowy:

1. Wierzymy, że jest JEDEN, ŻYJĄCY I PRAWDZIWY BÓG,

jedyny, nieskończony, niezmienny, suwerenny, nieograniczony czasem i przestrzenią, wierny sobie i swoim obietnicom, który istnieje wiecznie w trzech, rozróżnialnych osobach, Ojca, Syna i Ducha Świętego, równych w mocy i chwale, który wszystko stworzył, wszystko podtrzymuje swą mocą i nad wszystkim panuje, który w sposób najpełniejszy i ostateczny objawił się w Jezusie Chrystusie jako doskonały w miłości, świętości i sprawiedliwości, i dokonał w pełni swojego miłosierdzia i łaski dzieła zbawienia człowieka .

2. Wierzymy, że JEZUS CHRYSTUS, jest jednorodzonym Synem Bożym,

poczętym w ciele przez Ducha Świętego i narodzonym z Marii dziewicy, który jest prawdziwie Bogiem i prawdziwie człowiekiem. Wierzymy w Jego bezgrzeszne życie i całkowite wypełnienie się w Nim wszystkich mesjańskich proroctw Starego Testamentu; wierzymy w Jego cuda, nauczanie, zastępczą, odkupieńczą śmierć, cielesne zmartwychwstanie i wniebowstąpienie; Jego nieustanne wstawiennictwo i Jego osobowy, widzialny powrót na ziemię, kiedy wzbudzi do życia umarłych, odsłoni pełnię swego Chwalebnego Królestwa i obdarzy wierzących wiecznym błogosławieństwem.

3. Wierzymy, że DUCH ŚWIĘTY przyszedł od Ojca i Syna,

aby przekonać świat o grzechu, sprawiedliwości i o sądzie; że odnawia, uświęca, napełnia mocą i wyposaża do służby wszystkich, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Wierzymy, że Duch Święty zamieszkuje w każdym wierzącym w Jezusa Chrystusa i że jest On nieustającym Pomocnikiem, Nauczycielem, Dawcą darów i Przewodnikiem. Wierzymy, że poprzez zamieszkującego w nas Ducha Świętego możemy doświadczać uwolnienia z niewoli szatana, świata i grzechu. Wierzymy, że Duch Święty przynosi częściowe doświadczenie rzeczywistości Królestwa Bożego, wówczas gdy działa w życiu wierzącego i poprzez nie, swoją suwerenną i ponadnaturalną mocą.

4. Wierzymy, że PISMO ŚWIĘTE jest Słowem Boga,

które zostało nam przekazane za sprawą Bożego natchnienia i jest ostatecznym autorytetem dla życia wierzących w każdej kulturze i wieku, i nieomylną regułą w sprawach wiary i praktyki, mającą pierwszeństwo przed tradycją kościoła i wszelką ludzką opinią. Pismo Święte jest ostateczną instancją w sprawach dotyczących sporów doktrynalnych, sądów moralnych i sprawach dyscypliny kościelnej. Powinno być ono interpretowane zgodnie z kontekstem i celem; w pełnym czci posłuszeństwie żyjącemu Panu, który poprzez nie mówi w mocy Ducha Świętego. Nadrzędnym celem Pisma Świętego jest prowadzenie ludzi do wiary w Jezusa i zbawienia, które jest w Jego imieniu. Wierzymy, że poprzez głoszenie Słowa Bożego ludzie są prowadzeni ku bliskiej, osobowej więzi z Chrystusem i stają się Jego dojrzałymi naśladowcami.

5. Wierzymy, że CZŁOWIEK został stworzony przez Boga na Jego podobieństwo,

ale uległ kuszeniu diabła i w następstwie tego zbuntował się przeciwko Bogu. Człowiek jako Mężczyzna i Kobieta jest upadły w swej naturze, dowodząc tego stanu poprzez swoje grzeszne uczynki. Jest więc on grzesznikiem poprzez swoją naturę i wybór, i dlatego ciąży na nim klątwa potępienia. Bóg dokonuje odnowienia tych, którzy pokutują ze swoich grzechów i wyznają Jezusa Chrystusa jako Pana; ogłasza ich usprawiedliwionymi na podstawie wiary, przebacza im grzechy, adoptuje ich jako swoje dzieci i włącza ich w swoje Ciało chrzcząc Duchem Świętym, który jest gwarancją przyszłego zmartwychwstania i wiecznego dziedzictwa z Chrystusem.

6. Wierzymy w jeden, święty, powszechny i apostolski KOŚCIÓŁ,

żywe Ciało Jezusa Chrystusa, którego On jest Głową, a wszystkie osoby “narodzone z wody i z Ducha”, są członkami. Wierzymy, że Pan Jezus Chrystus pozostawił Kościołowi dwa obrzędy; Chrzest i Wieczerzę Pańską, które stanowią dramatyczny obraz istoty Ewangelii. Wierzymy, że ci, którzy zostali ochrzczeni w Chrystusa w wodzie i Duchu Świętym są tym samym zobowiązani i upoważnieni do posłuszeństwa Bożemu Słowu, pokutowania, kiedy zgrzeszą i powinni dążyć do życia w posłuszeństwie i świętości. Ci, którzy trwają w grzechu powinni być napominani i poddani kościelnej dyscyplinie.

7. Wierzymy, że wierzący posiadają duchowy AUTORYTET,

dany im przez Jezusa Chrystusa, nad mocami duchowej ciemności sterowanymi przez szatana, władcę tego świata. Aktywnie doświadczamy tego autorytetu, kiedy się modlimy, przywdziewamy “duchową zbroję”, walczymy przez wiarę, posługujemy naszymi duchowymi darami i podążamy ku duchowej dojrzałości w Chrystusie. Wierzymy, że szatan i demony są osobowymi, inteligentnymi istotami, które zostały pokonane przez Chrystusa, który dokona ich ostatecznego zniszczenia na wieki, kiedy powróci, aby dokończyć dzieła budowania Królestwa Bożego na ziemi.

CO CENIMY?

(wartości najwyższe)

Z wyznawanej wiary wynikają nasze wartości, z których najwyższe to:

BÓG

Najwyższą wartością jest dla nas sam Bóg, który w osobach Ojca, Syna i Ducha Świętego siebie samego ludziom objawia.

EWANGELIA

Natchnione przez Boga prawdy ewangeliczne zaliczamy do najcenniejszych wartości dziedzictwa ludzkości. Są one dla nas miarą wartości życia i działania oraz wezwaniem do właściwych postaw względem Stwórcy i stworzenia.

CZŁOWIEK

Stworzenie człowieka na „Boże podobieństwo” czyni go wyjątkowym pośród wszelkich form życia. Uznanie tej wyjątkowości i niepowtarzalności sprawia, że życie ludzkie zaliczamy do wartości naczelnych.

Umiłowanie Boga, miłość bliźniego i oddanie Ewangelii jako DNA ewangelicznego chrystianizmu powodują, że zarówno w życiu osobistym jak i wspólnotowym dążymy do tego, aby na wzór Chrystusa Pana być;

“Wierni Bogu, przyjaźni ludziom, oddani Ewangelii”

http://www.chrystusowi.pl/Dokumenty/Deklaracja-zasad-wiary-celow-i-wartosci.html

Habent papam

Wolne myśli na temat Franciszka, spojrzenie niekatolickie.

13 marca kardynałowie w Watykanie wybrali spośród siebie nowego biskupa Rzymu, Jorge kardynała Bergoglio z Argentyny, arcybiskupa Buenos Aires. Papież, Włoch z pochodzenia, w 1958 wstąpił do zakonu jezuitów a w 1969 został wyświęcony na księdza. W naszym kraju jest to postać bliżej nie znana, mimo że już 8 lat temu był wymieniany w gronie potencjalnych następców JP2. Katolicy mają więc papieża i tu zaczyna się problem, gdyż nie przystaje do schematów.
Zarzuca mu się wspólne świętowanie Chanuki z judaistami „pogańskiego święta” – ryzykowne może utracić „tradycyjnych” katolików; „pogańskie święto” – i tak i nie. Tak, być może dla tych, którzy uważają Stary Testament za pogańską księgę (oczywiście pamiętam, że księgi machabejskie są wtórnokanoniczne, a co za tym idzie można je uznawać lub nie).
„Nawet nie przedstawił się jako papież, a jedynie jako biskup Rzymu. Nie życzył sobie także składania hołdu i posłuszeństwa przez kardynałów.” – może pragnie być pierwszym z równych sobie (przynajmniej teoretycznie) biskupów – to chyba nie jest nie biblijne. Jeśli nie będzie, w dodatku, używał tytułu pontifex maximus to można będzie uznać, że to właśnie miał na myśli. Podobne znaczenie mogła mieć, odmowa założenie czerwonej papieskiej peleryny i słowa „karnawał się skończył”; czyli koniec przebierania się w imperatorskie szatki pontifexa maximusa czyli de facto Cezara. Użycie jedynie, tytułu biskupa Rzymu, to może być próba pokazania, że papież czy biskup jest sługą kościoła, przywódcą duchowym a nie władcą świeckim. Piotr nie był królem chrześcijan a jedynie posłańcem Króla.
Klękał przed „heretyckimi” duchownymi i przyjął ich „błogosławieństwo” – to kolejny zarzut. Widocznie papież Francuszek nie uznawał ich za heretyków tylko za duchownych innej chrześcijańskiej sekty i braci w Chrystusie.
Chrystus nie nakazywał swoim uczniom podboju świata, a jedynie przekazywanie „dobrej nowiny”: istnieje grzech ale istnieje też ratunek. Nowy papież nie życzył sobie także składania hołdu i posłuszeństwa przez kardynałów może chciał w ten sposób skończyć ze średniowieczną zależnością lenną. Ten papież nie chce być papieżem. Papieżem w starym stylu. Może pragnie zostać papieżem nie tylko katolików ale papieżem chrześcijan. Może …
Któż wie, zobaczymy co przyniesie przyszłość.

Samokrytyka chrześcijańska

Wyjątki z http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,958/q,Kosciol.w.IV.V.w. autorstwa Mariusza Agnosiewicza

Ammian Marcellin pisał, że „chrześcijanie są gorsi od dzikich zwierząt, gdy toczą spory ze sobą”.
Cesarz Julian [Apostata] wytykał chrześcijanom, że „zabijają nie tylko pogan, ale i tych współwyznawców, którzy inaczej niż oni opłakują zmarłego Chrystusa”.

„Wszyscy jesteśmy pobożni tylko w takiej mierze, w jakiej innych posądzamy o bezbożność (…) otwarliśmy nie «wrota sprawiedliwości», lecz drzwi obmowy i arogancji wobec braci. (…) Sąd przychylny bądź ujemny zależy nie tyle od obyczajności, ile od tego, czy człowiek, którego się ocenia, jest kimś obcym, czy przyjacielem. (…) Cóż to za nieszczęście! Atakujemy się wzajemnie i pożeramy. (…) Wszędzie najważniejszą sprawę czyni się z wiary; ten piękny pretekst przydaje się w waśniach prywatnych. Naturalną koleją rzeczy spotyka nas nienawiść ze strony pogan. Co gorsza, nie możemy nawet twierdzić, że oni nie mają racji. (…) Takie są dla nas skutki owej wewnętrznej wojny; to zgotowali nam ci, którzy nie przestrzegając żadnych reguł toczą walkę w imieniu dobrych i łagodnych, ludzie, którzy wykazują nadgorliwość w okazywaniu Bogu swej czci (…) Czy należy walczyć w imię Chrystusa, nie stosując się do tego, co on przykazał? czy przysłużymy się sprawie zachowania pokoju, jeśli będziemy o niego walczyć w sposób niedozwolony?” – św. Grzegorz z Nazjanzu (330-390).

„Nie byłoby już pogan, gdybyśmy okazali się prawdziwymi chrześcijanami (…) Wskazywać na cuda? Te już się nie zdarzają. Dawać przykład własnym życiem? Ależ ono jest całkiem nieobyczajne. Okazywać miłość? Nigdzie nie ma po niej śladu” – Jan Chryzostom (350-407).

Św. Atanazy Wielki, (ok. 295-373) teolog, biskup Aleksandrii od 328, ojciec i doktor Kościoła, pisał o swoim adwersarzu Ariuszu i jego zwolennikach (jak rozumiem w słowach łagodnych, życzliwych i pełnych miłości jak przystało biskupowi) „Biada wam skoroście tacy nieroztropni, że do niego przystajecie! Jakież to opętanie każe wam znosić jego obraźliwy język, jego twarz? A teraz zwracam się do ciebie, ty bezmyślna duszo, ty gaduło, ty niewierny łbie. Nie pozostawiaj mi w twych słowach rozległego, bezkresnego pola, lecz pozostaw ściśle wyznaczony krąg, grunt nie grząski, lecz mocny i pewny, ty zły i podstępny bezbożniku. Albowiem nie po to zaczynam tę walkę z tobą, by tylko mówić; chcę, żebyś znalazł się w matni, chcę cię złapać za słowo, aby cały lud przekonał się, jaki jesteś zły. A więc do dzieła: skoro ręce są umyte, przystąpmy do modlitwy, wezwijmy Boga. Nie, wstrzymaj się jeszcze przez chwilę i powiedz mi, niegodziwcze, którego Boga wezwiesz na pomoc, bo utracę swój spokój, jeśli się tego nie dowiem” (De decr. Nic. synodii, 40).

Minęło szesnaście wieków z okładem i nic się nie zmieniło. Judeokatolicy walczą z „Tradycyjnymi Katolikami”, ci ostatni z Protestantami i Kościołami Wschodnimi. Dalekośmy odeszli od nauk naszego mistrza: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13,34-35).