Prawdziwa pretensja Arabów do Żydów

Jako Arabowie jesteśmy mistrzami w żądaniu, by respektowano nasze prawa człowieka, przynajmniej wtedy, kiedy żyjemy w demokracjach liberalnych, takich jakie są w Ameryce Północnej, Europie i Izraelu. Ale co z naszym respektowaniem praw człowieka innych ludzi, szczególnie Żydów?

W maju 1948, jordański Legion Arabski wygnał wszystkich – około 2000 – Żydów, którzy mieszkali na Starym Mieście Jerozolimy, a następnie zamienił Dzielnicę Żydowską w ruinę

Kiedy analizujemy naszą postawę wobec Żydów, zarówno w historii, jak obecnie, widzimy, że koncentruje się ona na odmawianiu Żydom najbardziej fundamentalnego prawa człowieka, prawa, bez którego wszystkie inne prawa są nieistotne: prawa do istnienia.

Prawo do istnienia na Bliskim Wschodzie przed 1948 r.

Antysyjoniści często powtarzają twierdzenie, że przed powstaniem nowoczesnego Izraela Żydzi mogli żyć w pokoju na Bliskim Wschodzie i że właśnie ustanowienie Izraela stworzyło wrogość arabską wobec Żydów. Jest to kłamstwo.

Zanim powstał nowoczesny Izrael, napisał historyk Martin Gilbert: „Żydzi mieli podrzędny status zimmi, który, mimo że dawał im prawo wyznawania własnej wiary, poddawał ich dokuczliwym i upokarzającym restrykcjom w życiu codziennym”. Jak napisał inny historyk, G.E. von Grunebaum, Żydów na Bliskim Wschodzie “spotykała długa lista prześladowań, arbitralnych konfiskat mienia, prób przymusowego nawracania się lub pogromów”.

Prawo do istnienia jako niepodległe państwo

Syjonizm wynikł z potrzeby Żydów, by być panami własnego losu; by mogli przestać być ofiarami dyskryminacji lub masakr po prostu za to, że są Żydami. Brytyjczycy zaakceptowali i formalnie uznali ten projekt i Liga Narodów dała im mandat nad Palestyną. Świat arabski jednak nigdy nie zaakceptował tego uznania, sformułowanego przez Wielką Brytanię w Deklaracji Balfoura w 1917 r. i nigdy nie zaakceptował planu podziału zaaprobowanego przez Narody Zjednoczone w 1947 r., który uznawał prawo Żydów do własnego państwa.

Wynikiem arabskiej odmowy zaakceptowania prawa do istnienia państwa żydowskiego, prawa, które ma większe międzynarodowe imprimatur prawne niż prawo do istnienia jakiegokolwiek innego państwa, było kilka wojen, poczynając od wojny o niepodległość 1948-1949. Świat arabski nadal nie akceptuje państwa żydowskiego jakiejkolwiek wielkości i kształtu. Nawet Egipt i Jordania, które podpisały traktaty pokojowe z Izraelem, nie akceptują Izraela jako państwa żydowskiego i nadal propagują antysemicką nienawiść do Izraela.

Prawo do istnienia w Gazie, na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie

W 2005 r. Izrael ewakuował wszystkich swoich żołnierzy i wszystkich żydowskich mieszkańców z Gazy w nadziei, że przynajmniej na jednym froncie przyniesie to pokój i pozwoli Strefie Gazy – uwolnionej od Żydów, na rozkwit w arabską Riwierę lub drugi Singapur, a może i na posłużenie jako model dla Zachodniego Brzegu. Eksperyment poniósł sromotną porażkę. W tym wypadku Żydzi dobrowolnie zrezygnowali ze swojego prawa do istnienia na pewnym obszarze, ale niestety, Palestyńczycy w Gazie nie potraktowali tego jako okazji do pokoju, ale jako znaku, że jeśli będą nadal strzelać do Żydów, to oni odejdą – a więc strzelajmy.

Wśród syjonistów jest wiele opinii w sprawie Zachodniego Brzegu. Te opinie obejmują pełen wachlarz: od całkowitego, jednostronnego wycofania się, podobnie jak w Gazie, do całkowitego anektowania (z wieloma opcjami pomiędzy). Chwilowo przeważa status quo bez żadnych konkretnych planów na przyszłość.

Wszyscy jednak wiedzą, mimo zdradzieckiego UNESCO, które przepisuje na nowo historię, że zanim ten kawałek ziemi nazywał się Zachodnim Brzegiem, przez ponad dwa tysiące lat nazywał się Judea i Samaria.

Wszyscy wiedzą, że w Hebronie jest tradycyjne miejsce pochówku biblijnych Patriarchów w Jaskini Patriarchów, i że uważane jest za drugie najświętsze miejsce w judaizmie. Każdy rozsądny człowiek wie, że Żydzi powinni mieć niekwestionowane prawo istnienia na tej ziemi, nawet jeśli jest ona pod jurysdykcją arabską lub muzułmańską. Niemniej wszyscy wiedzą także, że żadna władza arabska nie jest w stanie, ani nie jest chętna obronić bezpieczeństwa Żydów żyjących pod jej jurysdykcją przed antysemicką nienawiścią, jaka emanuje ze świata arabskiego.

Wschodnia Jerozolima, która została odcięta od reszty Jerozolimy przez królestwo Jordanii podczas wojny o niepodległość, jest częścią Jerozolimy i zawiera Wzgórze Świątynne, najświętsze miejsce Żydów. Żydzi mieszkali na Starym Mieście w Jerozolimie aż do czasu, kiedy zostali poddanie czystce etnicznej przez Jordanię w wojnie 1948-1949.

Chociaż w przeszłości Izrael dwukrotnie – najpierw za premiera Ehuda Baraka, a potem za premiera Ehuda Olmerta – oferował Wschodnią Jerozolimę jako część państwa palestyńskiego, nie jest prawdopodobne, by ta oferta została powtórzona. Żydzi wiedzą, że znaczyłoby to nową czystkę etniczną, która odmówiłaby Żydom prawa istnienia na tym kawałku ziemi, gdzie to prawo jest dla nich ważniejsze niż gdziekolwiek indziej.

Prawo istnienia na Bliskim Wschodzie obecnie

Podczas izraelskiej wojny o niepodległość Żydzi zostali wyczyszczeni etnicznie z Gazy, Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy, a w latach, które nastąpiły, także z reszty świata arabskiego.

Dzisiaj wrogowie Izraela, a wielu z nich to Arabowie, kwestionują jego prawo do istnienia, a więc prawo Żydów do istnienia, na dwóch frontach: groźbą unicestwienia jądrowego i unicestwienia przez zduszenie demograficzne.

Islamistyczny reżim Iranu powtarzał wielokrotnie swoje zamiary zniszczenia Izraela przy użyciu broni jądrowej. Na wypadek, jeśli Iran nie odniesie „sukcesu”, tak zwany ruch „propalestyński”, włącznie z ruchem Bojkot Dywestycje, Sankcje (BDS) ma inny plan zniszczenia państwa żydowskiego: jedno państwo z wymuszonym „powrotem” wszystkich potomków uchodźców palestyńskich. Odmowa prezydenta Mahmouda Abbasa i jego poprzednika, Jasera Arafata, zaakceptowania rozwiązania w postaci dwóch państw, jakie im przedstawiano, jest częścią tego planu.

Prawo do istnienia gdzie indziej

Antysyjoniści twierdzą, ze Żydzi są imperialistami na Bliskim Wschodzie, tak jak byli Brytyjczycy i Francuzi, i podobnie jak oni, powinni powrócić tam, gdzie przynależą. Ta analogia, oczywiście, jest fałszywa: Żydzi mają dłuższą historię na Bliskim Wschodzie niż muzułmanie lub Arabowie.

Czy miejsce Żydów jest w Europie, która zaledwie kilkadziesiąt lat temu próbowała zabić wszystkich Żydów, mężczyzn, kobiety i dzieci? Czy miejsce Żydów jest w Ameryce Północnej, gdzie jeszcze kilkaset lat temu nie było żadnych Europejczyków, a tylko Indianie?

Mówienie, że Żydzi “należą” do takich miejsc nie ma nic wspólnego z rzeczywistością; jest to po prostu wygodne twierdzenie dla antysyjonistów.

Żydzi nie poddadzą się

Jako Arabowie, skarżymy się, bo Palestyńczycy czują się upokorzeni przechodząc przez izraelskie punkty kontrolne. Skarżymy się, bo Izrael buduje na Zachodnim Brzegu bez pozwolenia Palestyńczyków i skarżymy się, bo Izrael ośmiela się bronić przed palestyńskimi terrorystami. Jak wielu z nas jednak zatrzymało się na chwilę, by pomyśleć, jak doszło do takiej sytuacji? Jak wielu z nas ma odwagę przyznać, że rozpoczynanie wojny za wojną przeciwko Żydom, by odmówić im prawa do istnienia i odmawianie przyjęcia każdego rozsądnego rozwiązania konfliktu, doprowadziły to obecnej sytuacji?

Nasze przesłanie dla Żydów przez całą historię, a szczególnie od czasu, kiedy mają czelność rządzić się sami, było jasne: nie możemy tolerować samego waszego istnienia.

Niemniej Żydzi żądają prawa do istnienia i to do istnienia jak równi na ziemi, gdzie istnieli i do której należeli przez ponad trzy tysiące lat.

Ponadto, odmawianie ludziom prawa do istnienia jest zbrodnią o niewyobrażalnych proporcjach. My, Arabowie, udajemy, że nasz brak respektu dla prawa Żydów do istnienia, nie jest przyczyną konfliktu między Żydami a nami. Wolimy twierdzić, że konflikt jest o „okupację” i „osiedla”. Oni widzą, co radykalni islamiści robią teraz chrześcijanom i innym mniejszościom, które także były na Bliskim Wschodzie przez tysiące lat zanim muzułmański Prorok Mahomet w ogóle się urodził: Jazydzi, Kurdowie, chrześcijanie, Koptowie, Asyryjczycy, Aramejczycy i wiele innych. Gdzie są teraz te rdzenne ludy Iraku, Syrii i Egiptu? Czy żyją swobodnie, czy też są prześladowane, wyganiane ze swoich historycznych ziem, masakrowane przez islamistów? Żydzi wiedzą, że taki byłby ich los, gdyby nie mieli własnego państwa.

Prawdziwą pretensją Arabów wobec Żydów jest to, że istnieją. Chcemy, by Żydzi albo zniknęli, albo byli podporządkowani naszym kaprysom, ale Żydzi odmawiają nagięcia się do naszej bigoterii i nie przekonują ich ani nasze groźby, ani nasze oszczerstwa.

Kto przy zdrowych zmysłach może ich za to winić?

Fred Maroun

Pochodzący z Libanu Kanadyjczyk. Wyemigrował do Kanady w 1984 roku, po 10 latach wojny domowej. Jest działaczem na rzecz liberalizacji społeczeństw Bliskiego Wschodu.

The Arabs’ Real Grievance against Jews

Gatestone Institute, 7 maja 2016

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Źródło : http://izrael.org.il/opinie/4879-prawdziwa-pretensja-arab%C3%B3w-do-%C5%BCyd%C3%B3w.html

Reklamy

Nielegalność izraelskich osiedli w świetle prawa międzynarodowego

Izraelskie osiedla na Zachodnim Brzegu są przedmiotem niezliczonych kontrowersji i nieustannie powtarzanych twierdzeń o ich nielegalności. Eugene Kontorovich, amerykański prawnik, wybitny specjalista w dziedzinie prawa międzynarodowego analizuje prawne aspekty tej kwestii. Poniżej publikujemy edytowany zapis tego wykładu.

Dzień dobry. Nazywam się Miriam Malman, wielu z was mnie już zna, jestem profesorem w Maxwell, jestem również stowarzyszona z INSCIP (Instytutem Bezpieczeństwa Narodowego i Antyterroryzmu).

Dzisiejsze spotkanie jest częścią serii wykładów finansowanych przez rodzinę Carol Becker, która jest z nami dzisiaj i której dziękujemy za popieranie naszej instytucji i naszego programu.

Jest to seria wykładów o bezpieczeństwie na Bliskim Wschodzie i mamy dziś przyjemność gościć profesora Eugene Kontorovicha, profesora prawa z Northwestern University. Studiował na University of Chicago. Jego badania są interdyscyplinarne, obejmują szereg dziedzin prawa i ekonomi: głównie prawo konstytucyjne i prawo międzynarodowe

Ma wielostronicowe CV z różnymi artykułami i pracami. Jest specjalistą w dziedzinie analiz kosztów transakcji, prawa cywilnego, prawa konstytucyjnego. Jest wiodącym ekspertem polityki morskiej, choć nie będzie o tym mówił dzisiaj. Jeśli was to interesuje, pisze właśnie książkę dla Harvard University Press pod tytułem Sprawiedliwość na morzu. Był biegłym w wielu sprawach dotyczących stosunków zagranicznych, zeznawał przed Kongresem, wykładał w USA i za granicą. To jest jego praca.

Ale w czasie wolnym pisuje także do „Washington Post”, gdzie ma stałą kolumnę i jego teksty rozchodzą się szeroko w USA i za granicą. Tam też pisał obszernie o legalności osiedli izraelskich i o prawnych aspektach antyizraelskiego bojkotu. Jeśli ich nie czytaliście, ma dwa posty na swoim blogu opublikowane w zeszłym tygodniu, o stanowisku administracji Obamy vs. Kongresu w kwestii przeciwstawiania się bojkotowi Izraela.

Nie musisz być absolwentem prawa, by rozumieć to, co pisze Eugene. Pisze jasno i bardzo dobrze. Dał niesłychany wkład w dyskurs i debatę tak na uniwersytetach, jak również wśród decydentów. Dzisiaj będzie mówił o kwestiach prawnych w Izraelu i Palestynie, o granicach Izraela i prawie międzynarodowym. Będzie mówił około 40 minut a potem będzie czas na pytania.

***

Dziękuję wszystkim za przybycie, dziękuję państwu Beckerom za sponsorowanie tego wykładu. Niewiele kontekstów geopolitycznych jest w dyskusjach publicznych tak przesyconych terminologią prawniczą, jak konflikt izraelsko-arabski, nazywany izraelsko-palestyńskim. Publiczna dyskusja o obecności Izraela na Zachodnim Brzegu, na Wzgórzach Golan jest niemal zawsze połączona z interpretacją prawną.

„Izraelska okupacja jest nielegalna; izraelskie osiedla są nielegalne.”

Przeanalizujemy prawne podstawy tych twierdzeń. Rozpakujemy je i popatrzymy, jakie są źródła prawa istotnego dla statusu prawnego obecności Izraela na tych terytoriach, zarówno militarnej, jak cywilnej i popatrzymy na wiążące źródła prawa międzynarodowego.

Czytacie w gazetach, słyszycie w radiu stwierdzenie „osiedla są nielegalne” ale właściwie nigdy nie ma omówienia, jakie są te międzynarodowe postanowienia prawne lub normy, które powodują tę domniemaną nielegalność. Zbadamy zatem, co na ten temat mówią wiążące teksty prawa międzynarodowego. Prawo międzynarodowe nie jest całkiem takie samo jak normalne prawo państwowe. Pytanie brzmi: czym jest prawo międzynarodowe i skąd się bierze? Ważne jest stwierdzenie na początku, że nie wszystko, co ma roszczenia prawne lub dotyczy spraw regulowanych prawem i brzmi międzynarodowo, jest źródłem prawa międzynarodowego.

Weźmy rezolucje Zgromadzenia Ogólnego. To bardzo międzynarodowe! To jest ONZ! Często wygłasza się tam twierdzenia prawne: to jest legalne, to jest nielegalne. Czy są one źródłem prawa międzynarodowego? Są istotne dla zrozumienia, co politycy uważają za prawo międzynarodowe. Ale same nie są aktami legislacyjnymi nie są źródłem zobowiązań prawnych. Dlaczego? Ponieważ Organizacja Narodów Zjednoczonych i jej Zgromadzenie Ogólne zostało stworzone przez traktat, a ten Traktat definiuje kompetencje Zgromadzenia Ogólnego i jedyną wiążącą moc mają ich postanowienia o własnym budżecie (z tych kompetencji poprawnie korzystają).

Nie mają jednak możliwości stanowienia prawa międzynarodowego. Kraje założycielskie im tego wyraźnie nie dały.

Jaką więc siłę ma Zgromadzenie Ogólne? Rezolucje? Porównałbym to do rezolucji jednej izby Kongresu Stanów Zjednoczonych. Izba Reprezentantów uchwala rezolucję. Ale nie jest to wiążące prawo. Dlaczego nie? Skąd wzięła się Izba Reprezentantów? Z postanowień Konstytucji USA. I według nich potrzeba pewnego procesu, dla którego sama Izba Reprezentantów nie wystarcza.

To dlaczego uchwalają te rezolucje? Bo są politykami i lubią, kiedy ludzie wiedzą, co myślą. Zgromadzenie Ogólne też lubi, jak ludzie wiedzą, co myślą, ale nie jest to źródło prawa międzynarodowego. Prawo międzynarodowe pochodzi z traktatów wyrażonych przez zobowiązania krajów i z drugiej postaci prawa nazywanego prawami zwyczajowymi, co oznacza powtarzający się sposób zachowania się krajów, powszechny, niemal uniwersalny, co może tworzyć reguły, które stają się ogólnymi regułami, stosowanymi wobec wszystkich. Jest nieco trudniej je zidentyfikować.

Oglądając kwestię granic Izraela przez pryzmat prawa międzynarodowego nie będziemy interesować się tym, kto był tam pierwszy, ani kto chce tam być, ani żadnym innym rodzajem dezyderatów normatywnych. Zaczynamy od kwestii współczesnych, a więc na Bliskim Wschodzie od 1917 roku.

Do 1917 r. nie ma sporu co do statusu tego obszaru. To jest geograficznie obszar od południowego Libanu, przez to, co obecnie jest Izraelem, Zachodnim Brzegiem i Gazą, i to było pod panowaniem Imperium Osmańskiego. Było suwerennym terenem Imperium Osmańskiego. Czy było to sprawiedliwe? Przyjemne? Nie tym się zajmujemy.

Gdybyście zapytali kogokolwiek w 1917 r., do kogo to należy? Wszyscy zgodziliby się. Nie powiedzieliby: do Izraelczyków, nie powiedzieliby: do Palestyńczyków, nie powiedzieliby: do Żydów, nie powiedzieliby: do Arabów. Powiedzieliby: do Turków osmańskich. To był podział administracyjny. Sandżaki i wilajety były osmańskimi okręgami.

W 1917 Imperium Osmańskie, jak i inne imperia, rozpadło się. Upadło po przegranej w Pierwszej Wojnie Światowej. Przegrało z Brytyjczykami i Francuzami, którzy teraz okupowali terytoria Imperium Osmańskiego.

Po Pierwszej Wojnie Światowej, większość krajów świata, włącznie ze zwycięskimi mocarstwami, ale i Turcją też, na mocy traktatu stworzyła nową organizację o nazwie Liga Narodów. Traktat jest formą prawa międzynarodowego. Liga Narodów dostała swoje uprawnienia na mocy traktatu, podpisanego przez odpowiednie mocarstwa i zwanego Kartą Ligi Narodów.

Karta Ligi Narodów dała Lidze Narodów rozmaite zadania. Jednym z nich był nadzór nad systemem budowania państw na byłych terytoriach kolonialnych Austro-Węgier, Niemiec i ich kolonii w Afryce – i Imperium Osmańskiego. Zamiast wzięcia tych terenów przez zwycięskie mocarstwa jako swojej własności, mieli nadzorować je na drodze do niepodległości i to nazywa się systemem mandatów.

Mandat był systemem, dzięki któremu Liga Narodów nadzorowała tworzenie nowych państw narodowych z byłej własności Imperium Osmańskiego.

Liga Narodów dała mandat Wielkiej Brytanii dla Palestyny, jak nazywano ten region. Obszar zwany Palestyna obejmował wszystkie tereny, które dziś nazywamy Izraelem, Gazą i Zachodnim Brzegiem oraz to (Kontorovich pokazuje na mapie Jordanię – M.K.) To było znane jako Palestyna. Palestyna miała stać się państwem narodowym pod nadzorem Brytyjczyków.

Mandat Ligi Narodów stanowił, że to państwo narodowe ma być użyte na siedzibę narodową narodu żydowskiego. To orzekła Liga Narodów. A dlaczego ma to być siedziba narodowa narodu żydowskiego? Bo stamtąd pochodzą. Z powodu ich historycznego związku z nią. Jest to „zrekonstruowanie siedziby narodowej”, powiedziała Liga Narodów.

Co to znaczy „siedziba narodowa dla narodu żydowskiego?” Jakie prawa dawała Liga Narodów narodowi żydowskiemu na tym terytorium? Odpowiedź brzmi: żadnych konkretnych praw. Mandat Ligi Narodów nie dawał Żydom żadnych praw politycznych

ani praw rządzenia lub kontrolowania Palestyny. Dali tylko jedną konkretną, specjalną koncesję Żydom, która znajduje się w artykule 6 Mandatu i teraz po raz pierwszy zobaczymy słowo „osiedle”.

Tym, na co mandat Ligi Narodów pozwala Żydom, jest przyjazd do Palestyny. Osmanowie mieli bardzo restrykcyjne w zasadzie prohibicyjne zasady imigracji. Nie pozwalali na żydowską imigrację do Palestyny. Nie pozwalali Żydom na kupowanie ziemi w Palestynie. Mandat Ligi Narodów usuwał te restrykcje. Znieśli te restrykcje i Żydzi dostali pozwolenie na imigrację do Palestyny. Na kupno tam ziemi, i na „osiedlanie się”.

Mandat Ligi Narodów mówi o żydowskich osiedlach w Palestynie. Jako cel, jako coś dozwolonego. Jako coś, na co Brytyjczycy mieli pozwolić i do czego mieli zachęcać. Większość ludzi, jeśli kiedykolwiek słyszeli o mandacie Ligi Narodów – większość, oczywiście, przeżywa życie nie wiedząc o żadnym mandacie Ligi Narodów – ci którzy słyszeli, to słyszeli o tym mandacie Ligi Narodów. Wydaje się więc, że to jakiś dziwaczny przypadek historyczny. Liga Narodów stworzyła siedzibę narodową dla narodu żydowskiego. Specjalne względy, ale Mandat Palestyny był jednym z licznych mandatów ustanowionych przez Ligę Narodów na Bliskim Wschodzie. Cały nowoczesny Bliski Wschód powstał z systemu mandatowego. Syria była mandatem francuskim. Liban był kolejnym mandatem francuskim. Irak był innym mandatem brytyjskim, Mandatem Mezopotamii. Nie był to więc specjalny wyjątek. Cała mapa Bliskiego Wschodu jest konsekwencją równoczesnego systemu mandatów.

Co ciekawe, Mandat Palestyny był wówczas najmniej kontrowersyjny. Było wiele dyskusji o mandatach Syrii i Mezopotamii, bo tam była ropa. Jeśli spojrzycie na obrady Komisji Mandatowej Ligi Narodów, mandat Palestyny był rzadko wspomniany.

W Mandacie Palestyny było ważne postanowienie w Artykule 25. Stwierdza ono: „Jeśli okaże się, że administrowanie Mandatu, tak jak jest opisany został przez Ligę Narodów, jest niedogodne na całym tym terytorium, Brytyjczycy mogą go podzielić i stworzyć inne władze po drugiej stronie Jordanu – Transjordanię. Osobną jednostkę polityczną.”

Brytyjczycy natychmiast z tego skorzystali, w latach 1920., zaprosili swoich przyjaciół z Hidżaz, rodzinę Haszymidów, by rządziła tym obszarem, Transjordanią, tworząc tym Haszymidzkie Królestwo Jordanii. Od tego czasu mamy Jordanię.

Czy kiedykolwiek pada pytanie – nie sądzę, by często pojawiało się w dyskusjach na kampusie – „Czy Jordania ma prawo istnieć?” To jest pytanie stawiane czasem w odniesieniu do innych krajów na Bliskim Wschodzie, a przynajmniej w odniesieniu do jednego kraju…

Dlaczego Jordania ma tak dziwne granice, to dziwne ramię? To nie wygląda jak normalna granica. Sądzę, że powodem była linia kolejowa, która łączyła Hajfę z Mosulem. Więc dlaczego ta dziwna granica? Dlaczego to ramię? Dlaczego Jordania ma prawo istnieć? Dlaczego ma być królestwem Haszymidzkim?

Odpowiedzią na te wszystkie pytania jest jedno zdanie w mandacie Ligi Narodów w Artykule 25. Najwyraźniej akceptujemy jego postanowienia jako wiążące i zasadne, do dnia dzisiejszego, akceptujemy rzeczywistość stworzoną przez mandaty Ligi Narodów – patrz: Jordania.

To, co pozostało z Palestyny, obszar włącznie z Zachodnim Brzegiem i Gazą, jest Mandatem Palestyńskim. Mandat brytyjski wygasł w 1948 r. Brytyjczycy zakończyli mandat w 1948 r. i Izrael ogłosił niepodległość. Pytanie brzmi: jakie są granice Izraela w momencie niepodległości? I tutaj zapoznam was z ważną metodologią i z ważnym pojęciem. Nie jest to zbyt skomplikowane, ale bardzo mocne. Patrzcie, jak analogiczne kwestie były rozwiązane w sytuacjach innych niż Izrael. Czym jest prawo międzynarodowe? Prawo jest systemem ogólnych reguł, które stosują się do przyszłych spraw, a prawo międzynarodowe jest systemem zobowiązań pomiędzy krajami. Jeśli chcesz wiedzieć, jakie mają być granice kraju stworzonego na tym terytorium mandatowym, musisz spojrzeć, co dzieje się w innych sytuacjach. Istnieje bardzo silna reguła w prawie międzynarodowym, która opisuje, co dzieje się w każdej takiej sytuacji, w każdej, poza tą jedną, nazwana uti possidetis juris. A ta reguła mówi, kiedy nowy kraj jest tworzony, jakie są jego granice. Jakie są granice nowego kraju? Krajów tworzonych, bo skończyła się władza kolonialna, jak na przykład kiedy Belgowie wycofali się z Kongo, lub Francuzi z Afryki, albo kiedy rozpadł się ZSRR

kiedy Jugosławia rozpadła się. Jak ustalamy ich granice?

Bez wyraźnej reguły tworzenie nowego kraju byłoby przepisem na niekończące się wojny, bo każdy możliwy centymetr jego granicy byłby otwarty na żądania rewizji. Dlatego jest bardzo silna reguła stabilności, zwana uti possidetis juris, która mówi, że kiedy powstaje nowy kraj, jego granice są granicami ostatniej geopolitycznej jednostki administracyjnej na tym terenie.

Np. kiedy kraj wyłania się z kolonializmu, jego granice są granicami tej byłej kolonii. Nawet jeśli zostały wytyczone bez zgody ludności i często arbitralnie, jeśli służyły ekonomicznym i politycznym interesom mocarstwa kolonialnego i dzieliły plemiona, są granicami. Bo w przeciwnym wypadku wszystko byłoby do wzięcia w każdej minucie. Widzimy tę regułę stosowaną cały czas. Z pewnością ta zasada była zastosowana w przypadku każdego innego mandatu.

Żeby podać przykład z teraźniejszości: rosyjski samolot, zestrzelony niedawno przez Turków. Nie jest tak zaskakujące, że Turcy go zestrzelili. Został zestrzelony w bardzo drażliwym miejscu o nazwie Aleksandretta lub Hataj, zależnie czy jesteś Turkiem, czy Arabem. To była część Mandatu Syrii, regionu Syrii, który w latach 1930. Turcy zabrali Syrii ze swego rodzaju przyzwoleniem Francuzów. Mogło to być legalne lub nie, ale to nie ma znaczenia. Kiedy Syria zyskała niepodległość w 1943 r., jej terytorium nie obejmowało Hataj więc nie zostało uznane, że ma Hataj. Od wtedy Syria zgłasza sprzeciw wobec tureckiego panowania nad Hataj ale takie są granice. Przyjmujemy więc granice mandatowe jako wiążące.

Nawet jeśli nie były dobrym pomysłem. Kiedy Saddam Husajn najechał na Kuwejt, nie powiedział: „Najadę na Kuwejt, bo jestem złym człowiekiem i chcę więcej terytorium”. W istocie podnosił wieloletnie irackie zastrzeżenie do granicy z Kuwejtem, którego sam nie wymyślił, datuje się ono od początku niepodległości Iraku? Jak ustalono południową granicę Iraku z Kuwejtem? Brytyjczycy rządzili w okresie mandatowym. Dlaczego Irakijczycy mają być związani granicą Mandatu? Mieli b. silny argument sprawiedliwości przeciwko linii nakreślonej przez Brytyjczyków. Kuwejt jest krajem o b. małej liczbie ludności i mają około 300 mil linii wybrzeża Zatoki. Irak jest krajem z dziesiątkami milionów i mają około 30 mil wybrzeża. Twierdzili, że to niesprawiedliwe. Odpowiedź brzmiała „nie”. Sprawiedliwość nie ma znaczenia. Sprawiedliwe lub nie, granice mandatowe są granicami i cały czas tak robimy.

Najnowszy przykład. Weźmy Krym. Społeczność międzynarodowa nie uznaje rosyjskich roszczeń suwerenności nad Krymem. I pytanie brzmi: dlaczego nie? Czy to z powodu etnicznego samostanowienia? Czy ludność tam woli być częścią Ukrainy? Nie, większość woli być częścią Rosji. Nie 97%, jak powiedzieli, ale z pewnością znaczna większość. Czy dlatego, że są etnicznymi Ukraińcami? Nie, większość nie jest. Czy dlatego, że to jest neokolonialna sprawa, że jest daleko od Rosji? Nie. Czy dlatego, że to zawsze była część Ukrainy? Nie, w przeszłości na ogół Krym nie był częścią Ukrainy. Jakie więc są podstawy roszczeń ukraińskich? Bardzo proste. W latach 50. Nikita Chruszczow, sekretarz generalny partii komunistycznej, kiedy Ukraina i Rosja były rządzone z Kremla i były tylko socjalistycznymi republikami, przesunął granicę administracyjną Krymu, by włączyć go do terytorium Ukrainy. Nie pytał nikogo. Nie przeprowadził referendum. Przesunął i tyle. Ale w dniu, w którym Ukraina zyskała niepodległość, Krym był na terytorium tej jednostki administracyjnej i to jest granica nowego kraju. Kropka. Nie robimy wyjątków.

Kiedy więc Izrael został niepodległy w 1948, mimo faktu, że były proponowane rozmaite kompromisy przez Zgromadzenie Ogólne, że w 1947 r. Zgromadzenie Ogólne zasugerowało drugi podział, który nigdy nie wszedł w życie, więc te propozycje nie stały się granicami. Dlaczego? Bo Zgromadzenie Ogólne ONZ nie ma uprawnień do zrobienia czegokolwiek, nie mówiąc o ustalaniu granic i oni wiedzieli o tym. Oni nie mówili: „To są granice”, powiedzieli: rekomendujemy, by Wielka Brytania, władza mandatowa, wprowadziła propozycję kompromisową, która tak powinna wyglądać. Na co odpowiedź brzmiała: Dziękujemy za radę, to szalony pomysł i nie zrobimy tego.

Tak więc granice pozostały granicami Palestyny mandatowej i one były założonymi granicami suwerennego Izraela, kiedy stał się niepodległy.

W momencie ogłoszenia niepodległości na Izrael najechała koalicja armii arabskich, która chciała podziału tych terytoriów w stylu paktu Ribbentrop-Mołotow. To im się nie udało. Dlatego mamy dziś państwo Izrael.

Częściowo się jednak udało – dlatego mamy Zachodni Brzeg i Gazę. Zachodni Brzeg jest po prostu najdalszym miejscem najazdu wojsk jordańsko-irackich na terytorium mandatowe Palestyny. Tam ustały walki kiedy wprowadzono zawieszenie broni. Tam przestali walczyć.

Gaza była miejscem dokąd doszli Egipcjanie. Doszli dalej, ale zostali zepchnięci i stąd jest Strefa Gazy. Innymi słowy, te linie nie odpowiadają żadnym uprzednio istniejącym administracyjnym, demograficznym lub topograficznym liniom. Były to linie zawieszenia broni. A czym jest linia zawieszenia broni? Linia zawieszenia broni nie jest granicą, nie jest zmianą suwerennych granic, raczej, jak wyraźnie mówi egipsko izraelskie i jordańsko-izraelskie porozumienie o zawieszeniu broni jest tymczasowym przerwaniem walk, które nie wpływa na rzeczywiste granice geopolityczne. Tylko w tej sprawie byli zgodni.

A więc, powstała tzw. Zielona Linia – wiecie, dlaczego nazywa się Zieloną Linią?

Porozumienie o zawieszeniu ognia jest jak przerwa w meczu bokserskim. Chłopaki idą do różnych rogów, zbierają siły i wychodzą znowu do walki. Musisz więc wiedzieć, gdzie jest twój róg, bo pójdą do tego samego i się wzajem zatłuką. Więc pułkownik izraelski i pułkownik jordański spotkali się w hotelu, żeby pokazać na mapie, gdzie są ich siły. Izraelczyk miał zielony mazak i… Jordańczyk miał czarny mazak. To jest zielona linia. Innymi słowy, sama forma stworzenie tej linii pokazuje, że nie ma ona żadnej mocy prawnej i nie tworzy żadnych nowych rzeczywistości po jednej lub drugiej stronie, że jest po prostu linia, na której zatrzymały się wojska i strony chwilowo zgodziły się, by zaprzestać strzelania.

Jaki zatem był status Zachodniego Brzegu między 1948 a 1967 r.? Sądzę, że są tu dwie możliwe odpowiedzi. Pierwsza, można powiedzieć, że było to terytorium izraelskie okupowane przez Jordanię. Dlaczego izraelskie terytorium? Uti possidetis juris.

Z tego samego powodu, że była to część Mandatu Palestyny. Można też powiedzieć, że dla ustanowienia suwerenności na terytorium musisz mieć pewną początkową kontrolę nad tym terytorium. A ponieważ Izrael nie miał początkowo kontroli nad tym obszarem, nie miał doskonałej suwerenności, ale raczej roszczenie suwerenności.

Powodem, dla którego nie mogę podać różnicy między tymi dwiema definicjami, jest to, że nie ma żadnego precedensu, z którym można to porównać. Jedną rzecz powinniście wiedzieć. Kiedy ktoś mówi wam w sprawie Izraela i prawa międzynarodowego: „Prawo międzynarodowe mówi wyraźnie…” Możemy odpowiedzieć – naprawdę? Pokaż mi sprawę, z której to wnosisz. Nie ma żadnych sytuacji, w których nowoutworzone terytorium mandatowe, nowe, niepodległe terytorium mandatowe, jest natychmiast okupowane przez wiele agresywnych armii i utrzymywane pod okupacją przez pewien czas. To jest wyjątkowa sytuacja.

Prawo międzynarodowe nie jest zwartym systemem reguł, by mieć odpowiedzi na wszystko. Ale jasne jest, że okupacja terytorium palestyńskiego zaczęła się w 1948 r. przez Jordanię – ONZ nie mówiło wiele o tej okupacji – i skończyła się w 1967 r. kiedy Izrael w wojnie 6-dniowej odebrał to terytorium, jak też zajął Synaj i Wzgórza Golan.

Gdy więc Izrael odebrał te terytoria, brał terytoria, które po prostu były pod wojenną okupacją Jordanii bez uznanego prawa własności, do których Izrael już miał roszczenia własności, jeśli nie rzeczywistą suwerenność. Ujmę to w ten sposób: powiedzmy, że za 19 lat Ukrainie udaje się wygnać Rosję z Krymu. To jest science fiction, ale powiedzmy, że za 19 lat Ukrainie udaje się wygnać Rosję z Krymu. Czy powiedzielibyśmy: „Rosja była tam 19 lat. Krym jest jej. Ukraina jest okupantem”. To nie byłaby ogólna zasada.

Izrael ma więc silne roszczenie własności do tego terytorium, co prowadzi nas do kwestii osiedli. Czym są osiedla? Osiedla to żydowska cywilna obecność na tych terytoriach. Osiedla są definiowana jako żydowska populacja cywilna na terenie okupowanym przez Jordanię od 1948 do 1967 r. To jest definicja.

To znaczy, że koncepcja jest taka, iż okupacja jordańska permanentnie zmieniła charakter terytorium tak, że jakakolwiek przyszła cywilna żydowska obecność tam jest zbrodnią międzynarodową. To wydaje się sprzeczne z intuicją. I moim zdaniem jest sprzeczne. Zobaczmy, jaka jest podstawa tego argumentu prawnego.

Argument brzmi: Jordania to okupowała, jeśli Izrael kiedykolwiek ponownie to zajmuje, nie mają prawa mieć izraelskich lub żydowskich cywilów na tych terytoriach. Skąd się to wzięło? W standardowym poglądzie społeczności międzynarodowej – a jest to stanowisko większości – prawo międzynarodowe zabrania cywilom izraelskim lub żydowskim (zależnie jak opisuje się reguły) mieszkania na tym terytorium. Terytorium zdefiniowanym jako terytorium uprzednio kontrolowanym przez Jordanię.

Ludzie nazywają to: po drugiej stronie granic 1967. Ale granice 1967 nie były granicami, według porozumienia o zawieszeniu broni i zostały stworzone nie w 1967 r., ale w 1949.

Cała dyskusja o legalności tych społeczności cywilnych opiera się na jednym zdaniu z jednego traktatu, który zresztą nie używa słowa „osiedle”. Pierwszą rzeczą, jaką trzeba zrozumieć, to, że osiedle nie jest międzynarodowym terminem prawnym. To nie jest słowo z prawa międzynarodowego, to potoczne wyrażenie, zapożyczone z hebrajskiego. Ciekawe, że wybrali słowo hebrajskie. Po francusku nazywane są „koloniami izraelskimi”. A więc osiedle to słowo idiomatyczne.

IV Konwencja Genewska jest konwencją o traktowaniu cywilów podczas wojny. Dlaczego to stosuje się tutaj? O tej kwestii możemy pomówić. Artykuł 49 ma pewne postanowienia o okupacji militarnej. Wszystkie dyskusje o legalności osiedli opierają się na jednym zdaniu z tego Traktatu. Artykuł 49 paragraf 6, o którym porozmawiamy i w którym nie ma słowa „osiedla”.

Pierwszym pytaniem jest, czy Konwencja Genewska ma tu zastosowanie. Jest kilka argumentów, że Konwencja Genewska tego nie dotyczy. Przede wszystkim, jeśli jest to terytorium, do którego Izrael ma roszczenie suwerenności, no cóż, nie możesz okupować siebie samego, to dość oczywiste. Nawet jeśli to nie jest terytorium izraelskie, tekst Konwencji Genewskiej mówi, że jest to traktat między krajami, nie zaś słowo Boga. Nie stosuje się to do wszystkich rzeczy we Wszechświecie. A jako traktat między krajami stosuje się to do okupacji terytoriów krajów sygnatariuszy. Nie stosuje się do okupacji terytoriów nie-sygnatariuszy – oni nie są stronami.

Pytanie więc brzmi: czy było to terytorium Jordanii? Wygląda na to, że nie. Z pewnością, gdybyście spytali kogoś w 1966 r. odpowiedziałby, że to nie jest terytorium jordańskie, ale okupowane przez Jordanię. Niektórzy ludzie chcą powiedzieć: słuchaj, to stosuje się także do okupacji terytorium kraju, który nie jest stroną traktatu, nie jest suwerennym terytorium strony traktatu, bo to są dobre, liberalne humanitarne reguły, chcemy interpretować je szeroko, to jest jakby to było słowo Boga, może terytorium nie znaczy suwerenne terytorium, nie znaczy terytorium pod kontrolą, więc może dotyczy, bo było pod kontrolą Jordanii? Ale, jeśli konwencja ma tu zastosowanie, bo terytorium było pod kontrolą Jordanii, to z pewnością nie stosuje się dłużej, bo Izrael podpisał traktat pokojowy z Jordanią w 1994 r. A traktat pokojowy kończy stan wojny i stosowalność Konwencji Genewskiej. Postanowienia Konwencji Genewskiej o okupacji nie przeżywają traktatu pokojowego. A zatem albo to nie było terytorium Jordanii, więc konwencja nie dotyczy, albo było Jordanii, a w takim razie już dłużej nie dotyczy.

Powiedzmy jednak, że dotyczy – choć w rzeczywistości tego nie robi. Czego zabrania? „Mocarstwo okupacyjne nie może dokonywać deportacji lub przesiedlenia części własnej ludności cywilnej na terytorium przez nie okupowane”. Teraz widzicie, dlaczego używają słowa „osiedla”, „izraelskie osiedla”. Wywołuje to znacznie mniej pytań, niż gdyby używali języka postanowień, które rzekomo łamie i nazywali je „izraelskie ośrodki deportacji lub przesiedlenia”. To bowiem wywołałoby pytanie: jak byli ci ludzie przesiedleni? Kto ich przesiedlił? Jakimi środkami zostali przesiedleni?

Pierwsze pytanie brzmi: kogo dotyczą reguły Konwencji Genewskiej? Komu zabrania działań? Które działania są zabronione? Nie jest to pytanie trywialne.

(Głos z sali) Dotyczy każdego, kto jest sygnatariuszem konwencji.

Kontorovich: Każdej osoby?

(Głos z sali) Każdego suwerennego kraju.

Kontorovich: A więc mówi o mocarstwach okupacyjnych! Obowiązki według Konwencji Genewskiej są obowiązkami suwerennych sygnatariuszy. Jedyną rzeczą, którą Konwencja Genewska wyraźnie mówi, to że „Mocarstwo okupacyjne nie może deportować lub przesiedlać własnej ludności cywilnej”, a ludzie próbują to interpretować, że ludność cywilna mocarstwa okupacyjnego nie może się przeprowadzać i nie wolno jej tam wchodzić. To jednak nie jest zakaz dla cywilów z mocarstwa okupacyjnego! To jest zakaz pewnego rodzaju zorganizowanej, kolektywnej akcji demograficznej mocarstwa okupacyjnego.

Konwencja tego nie mówi… mogłaby równie łatwo powiedzieć: cywilom mocarstwa okupacyjnego nie wolno mieszkać na terytorium okupowanym i tak właśnie ludzie chcą to interpretować. Ale tego właśnie konwencja najwyraźniej nie mówi. Sformułowanie Artykułu 49:1 Konwencji Genewskiej było spowodowane niemiecką praktyką w Europie Wschodniej podczas II wojny światowej, kiedy wyrzucali ludność polską i ukraińską i sprowadzali Niemców na olbrzymią skalę. Najpierw musieli wygnać Polaków, bo nie byłoby gdzie sprowadzać Niemców. Pierwszym zakazem Artykułu 49 jest wygnanie populacji. Artykuł 49:1 do 5 tym się zajmuje, czystką etniczną, deportowaniem i przesiedlaniem ludności z terytorium. Zwróćcie uwagę na użyty język: „przymusowe przesiedlenia, masowe lub indywidualne”. To znaczy, że nie można wygnać wszystkich ludzi i nie można wygnać pojedynczych ludzi.

Porównajcie to z językiem w paragrafie 6. Zakaz dotyczy przesiedlania „części ludności cywilnej”, ruchów ludności na dużą skalę. Konwencja nie używa słowa „indywidualne”! Nie ma zakazu dla indywidualnych ludzi na przeprowadzenie się na ten teren. Jeśli Izraelczycy chcą kupić ziemię, budować domy, nie ma tu żadnego zakazu. Nie ma takiego zakazu dla osób przenoszących się jako cywile i jako indywidualni ludzie. A co znaczy „przesiedlenie”? Przesiedlenie znaczy zmuszenie ludzi, przeniesienie ich. Musi być działanie przenoszące.

Ludzie chcą twierdzić, że Izrael przenosi ludzi przez pozwalanie im na wyjazd. Przez umożliwianie tego. Przez dostarczanie tym społecznościom usług, wody, bezpieczeństwa, że w ten sposób Izrael umożliwia im przeniesienie się. Nawet jeśli to prawda, jest to stawianie artykułu 49:6 Konwencji Genewskiej na głowie. Artykuł 49:6 zabrania pewnych działań afirmacyjnych. Nie deportuj i nie przesiedlaj. Nie mówi: „A jeśli sami chcą iść, masz im uniemożliwić życie w tym miejscu. Utrudniaj im, wykop fosy, zrób zasieki kolczaste, a jeśli jednak dotrą tam, zagłodź ich”. Nie to jednak mówi artykuł 49:6! Państwo nie ma takiego obowiązku… A dowodem tego jest, że kiedy pisano definicję zbrodni w Statucie Rzymskim, wycięli i wkleili rozmaite zbrodnie wojenne, tak jak je definiuje Konwencja Genewska. Z jednym wyjątkiem. Zmienili jedno postanowienie. Nie postanowienia, które są rzeczywiście używane i interpretowane, takie jak użycie siły i ataki na populację cywilną, które są samą istotą prawa humanitarnego, ale to jedno postanowienie, które nigdy nie było stosowane w żadnym kontekście prawnym. Na żądanie Maroko, Syrii oraz kilku innych krajów arabskich dodano słowa „bezpośrednio lub „pośrednio”.

Była to próba objęcia tym artykułem pozwolenia ludziom na przeprowadzkę. To jednak tylko podkreśla, że tych słów nie ma w Konwencji Genewskiej. Nie ma tam słowa „pośrednio”. A Izrael nie ratyfikował statutu ICC, nie ratyfikowała go również też Ameryka, ani nawet kraje, które pchały tę propozycję. Wyraźnie Maroko, które okupuje Saharę Zachodnią i stworzyło tam sytuację, w której większość składa się z osadników, nie sądziło, że to może odnosić się do nich. Mimo to oni też nie podpisali. Ani Syria, która wysłała setki tysięcy osadników do Libanu. To było skierowane tylko na Izrael i dlatego Izrael nie podpisał. Więc Izraela to nie wiąże, a ta zmiana języka pokazuje dokładnie, czego nie twierdzi Konwencja Genewska.

Problem ze standardową interpretacją 49:6… Uważam, że można dyskutować o poszczególnych działaniach rządu izraelskiego: czy to jest przesiedlenie, czy tamto nie jest przesiedleniem. Zamiast tego jednak wychodzi się od wniosku. Tym wnioskiem jest stwierdzenie: powinno być nielegalne dla cywilów izraelskich mieszkanie na tym terytorium,

spróbujmy więc wpasować to do artykułu 49:6, ale nie wszystko daje się wpasować. Na przykład: co z ludźmi, którzy urodzili się na tych terenach? Dzieci osadnicy. Czy były przesiedlone? Urodziły się tam. I faktycznie, w innym kontekście, kiedy np. Unia Europejska lub Rada Praw Człowieka ONZ próbują liczyć osadników tureckich na Cyprze Północnym, co nie zdarza się często, wyraźnie mówią: osadnikami są ci, którzy przybyli z Turcji na Cypr, ale nie obejmuje ich potomków, bo tam się urodzili. To nie jest status, który ma się we krwi. Tylko w tym jednym wypadku definiuje się rzecz inaczej.

Słyszeliście o „nielegalnych osiedlach, nielegalnych placówkach”? Co to jest nielegalne osiedle? Czy one wszystkie nie są nielegalne? Nielegalne osiedle jest popularnym określeniem społeczności cywilnych, które są zbudowane nie tylko bez aprobaty rządu izraelskiego, ale wbrew jego woli. Wbrew miejskim, administracyjnym, strefowym przepisom rządu izraelskiego, które rząd próbuje zburzyć. Oni nie mają wody, elektryczności i bywają zrównywane z ziemią buldożerami. Są to więc dzikie osiedla. Jeśli są zbudowane wbrew rządowi izraelskiemu, czy z definicji nie powinny być legalne według prawa międzynarodowego?

Jeśli to jest nielegalne według prawa izraelskiego, to czy nie czyni ich to per se legalnymi według prawa międzynarodowego? Bo jak mocarstwo okupacyjne może deportować ich lub przesiedlać na terytoria, kiedy równocześnie próbują ich stamtąd wysiedlić? Ale nikt nie mówi, że te właśnie osiedla są w świetle prawa międzynarodowego legalne.

Jeśli chcecie wiedzieć więcej o osiedlach, można dowiedzieć się dużo poza kontekstem Izraela. Okazuje się, że nie jest to jedyna sytuacja… Np. Ameryka okupowała Berlin Zachodni. Czy wiecie, kiedy skończyła się okupacja Berlina? W 1990. To była długa okupacja. Gdyby spytać kogoś w 1988 r., kiedy skończy się okupacja Berlina, powiedziałby: nigdy. Czy ktokolwiek mówił, że Amerykanom nie wolno przeprowadzić się do Berlina Zachodniego? Nikomu to nawet nie przyszło do głowy. Czy było międzynarodową kwestią prawną, jeśli Burger King otworzył restaurację w Berlinie? Wielu Amerykanów przybyło do Berlina w różnym czasie w różnych celach. To było super miejsce. Berlin Zachodni nie był częścią RFN, dlatego był wyłączony z poboru do wojska w RFN. W latach 1960. wielu Amerykanów przeniosło się tam, bo to było cool. Nikt nigdy nie krzyknął: „Amerykanie osiedlają się w Berlinie Zachodnim!” Armia amerykańska wręcz zachęcała amerykańskich cywilów do mieszkania w Berlinie Zachodnim, bo to miejsce było uważane za bardzo męczącą placówkę, w przypadku wybuchu wojny z ZSRR oczekiwana długość życia wynosiła 5 minut. Więc cywile byli zachęcani do przenoszenia się, by stworzyć bardziej domowe środowisko.

W istocie widzimy, że obywatele mocarstwa okupującego, często przenoszą się na terytoria okupowane, w olbrzymich ilościach, w licznych kontekstach i na całym świecie, część (w istocie rzeczy większość) populacji Cypru Północnego to tureccy osadnicy,

większość populacji Sahary Zachodniej to marokańscy osadnicy, mamy setki tysięcy osadników w Timorze Wschodnim i setki tysięcy wietnamskich osadników w Kambodży. Społeczność międzynarodowa w niektórych wypadkach krytykowała leżącą u podstaw akcję, jak w przypadku inwazji tureckiej.

Inwazja Cypru była krytykowana. Rada Bezpieczeństwa uchwaliła rezolucję krytykującą to. Pytanie brzmi: czy nazywali cywilną obecność złamaniem artykułu 49:6? I okazuje się, że odpowiedź brzmi „nie”. Czy można znaleźć sytuację, w której ONZ mówi o wietnamskich osadnikach w Kambodży: „To jest zbrodnia wojenna”. Nie mówią tego. W prawie międzynarodowym, jak w każdym innym, jeśli 9 spraw idzie w jedną stronę, a jedna w drugą, nie można powiedzieć, że ta jedna sprawa jest poprawna, a wszystkie pozostałe 9 powinny zostać zrewidowane zgodnie z nią. To może być prawdą w kwestii polityki, ale w kwestii prawa mówimy, że te 9 spraw reprezentuje najlepsze dopasowanie, do normy prawnej, a ta jedna sprawa jest anomalią.

Źródło : http://izrael.org.il/opinie/4863-nielegalno%C5%9B%C4%87-izraelskich-osiedli-w-%C5%9Bwietle-prawa-mi%C4%99dzynarodowego.html

Kultura judeo-chrześcijańska czy rzymsko-chrześcijańska


No cóż pan profesor przeciwstawiając się pojęciu, kultury judeo-chrześcijańskiej, popełnił istotny błąd, wylewając z kąpielą niejakiego rabiego Jehoszuę bar Josefa (z Nazaretu, bardziej znanego pod łacińskim nazwiskiem Jezusa Chrystusa). Oczywiście judaizm talmudyczny, nie miał wpływu na kulturę rzymsko-chrześcijańską, ale był on drugą, a nie pierwszą postacią judaizmu. Pierwsza odmiana judaizmu – judaizm rabiniczny (stanowiąca podstawę talmudycznego, ale tylko podstawę), pojawiła się na skutek wpływu na kulturę żydowsko-mozaistyczmną, kultury heleńskiej. Chrześcijaństwo, wywodzi się z tej właśnie tradycji judaizmu rabinicznego judaizmu, i jako sekta judaizmu rabinicznego, zaistniało. Więc albo mówimy o tym samym używając różnej terminologii, albo pan profesor, nie uznaje żydowskich (względnie izraelickich), korzeni chrześcijaństwa.

Kiedy prawa człowieka nie są już ważne dla organizacji pozarządowych

Kilka dni temu izraelski program telewizyjny UVDA, co znaczy “fakt” nadał audycję, która ujawniła infiltrację przez Izraelczyka organizacji pozarządowej Ta’ayush, która reklamuje się jako “ruch oddolny Arabów i Żydów, działający na rzecz przełamania murów rasizmu i segregacji”. Izraelczyk spotkał się także z Nasserem Nawajahem, członkiem B’tselem. Te dwie organizacje pozarządowe [NGO] określa się mianem wiodących „organizacji praw człowieka”, których celem jest naświetlenie domniemanych pogwałceń praw człowieka. Zorganizowane objazdy Izraela, które mają pokazać rzekomą „brutalność Izraela”, bardzo rzadko obywają się bez udziału jednej lub obu tych organizacji.

Sama operacja infiltracji była prosta, chodziło o towarzyszenie Ezrze Nawiemu, Żydowi izraelskiemu i znanemu “działaczowi na rzecz pokoju” z organizacji Ta’ayush, kiedy zajmował się swoimi codziennymi sprawami. Izraelczyk, który używa pseudonimu „Arik” , sfilmował działaczy na wysokich stanowiskach w B’tselem i Ta’ayush, jak donosili na Arabów, którzy chcieli sprzedać ziemię Żydom. Nawi przechwalał się, co zostało sfilmowane, że palestyńskie siły bezpieczeństwa będą torturować tych palestyńskich sprzedawców ziemi i zabiją ich oraz „zaopiekują się” rodzinami palestyńskimi, które są gotowe sprzedać swoją ziemię.

Ta akcja dodatkowo naświetliła coś, co już było oczywiste, że niektórzy działający na tym obszarze wolontariusze organizacji pozarządowych, nie są „działaczami pokojowymi”, ale powodowanymi nienawiścią aktywistami, którzy zajęli stronę w trudnej i skomplikowanej sytuacji. Ich ingerencja, zamiast pomóc, oznacza, że wiele tych organizacji stało się nieustępliwą i nieodłączną częścią samego konfliktu, uwieczniając mity, szerząc dezinformację, podsycając wściekłość i działając na rzecz nasilenia, a nie zmniejszenia przemocy.

Sprawa wygląda na całkiem jasną. Do działacza z Ta’ayush zgłosił się Palestyńczyk w nadziei, że znajdzie żydowskiego kupca dla palestyńskiego właściciela ziemi, który chce tę ziemię sprzedać. W odpowiedzi Ezra Nawi kontaktuje się z przyjacielem, Nasserem Nawajahem z organizacji pozarządowej B’tselem, żeby omówić, czego potrzeba, by wydać tego Palestyńczyka w ręce palestyńskich sił bezpieczeństwa. Nie ma tu wielu różnych możliwości interpretacji; jest to sytuacja analogiczna to takiej, w której Amnesty International spiskowałaby, by złapać w pułapkę człowieka i przekazać go następnie władzom chińskim, wiedząc doskonale, co Chińczycy robią tym, którzy się im sprzeciwiają. Każdy przyzwoity człowiek natychmiast potępiłby takie działanie i żaden prawdziwy działacz na rzecz pokoju nie zaangażowałby się w nią, ani nie broniłby ludzi, którzy to zrobili. Ale tu reakcje są zupełnie inne.

Natychmiast po nadaniu programu zaczął się odpór. Do samego programu Illana Dayan, prezenterka, zaprosiła Gideona Levy’ego, częstego komentatora w kwestiach praw człowieka, by odpowiedział. Jak się okazało, największą troską Levy’ego było to, że program w ogóle został nadany. Levy opublikował następnie artykuł w Haaretz, mówiąc, że autorzy programu „powinni wstydzić się nadanego raportu, który przedstawiał działaczy praw człowieka jako niebezpiecznych, ignorując równocześnie okupację”. Dość niewiarygodnie Levy zaczyna od sugestii, że cała rzecz została wyjęta z kontekstu i kończy w dość dramatycznym i ironicznym duchu, sugerując, że przez pokazanie tych działań światu program dokonał szkód. Mamy tu Gideona Levy’ego, który twierdzi publicznie, że nie należy pokazywać w telewizji ludzi pomagających w łamaniu praw człowieka.

Gideon Levy w żadnym razie nie jest sam. Magazyn 972, portal internetowy, który w całości jest poświęcony krytykowaniu Izraela i prawieniu o prawach człowieka, nagle ślepnie na działania w jasny sposób sprzeczne z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka ONZ. Dzisiaj (10/1) opublikowali artykuł autorstwa Haggai Matar, atakujący tych, którzy nagłośnili działania tych aktywistów. Nagle, kiedy analizują słowa człowieka, który wydaje się radować z powodu losu, jaki spotka Palestyńczyka sprzedającego ziemię Żydowi, są tam różne „ale” i „jednakże”. To niewiarygodne, ale krytykują źródło nagrania, nie zaś ludzi, którzy spiskowali, by kogoś zabito. Wygląda na to, że dla tych „moralistycznych myślicieli” lewego skrzydła prawa człowieka niektórych ludzi są ważniejsze niż innych.

Nie są to jedyne przykłady. Od momentu nadania tej audycji była ona atakowana bez końca przez ludzi i organizacje rozpaczliwie broniące wizerunku organizacji pozarządowych i ruchów, które twierdzą, że samą ich raison d’être jest obrona praw człowieka. Nie powinniśmy jednak skupiać się tylko na tych, którzy podnoszą wrzawę, ale także na tych, którzy milczą. Grupy, które określają siebie jako daleko na lewo na spektrum politycznym, te, które często chowają się za lub używają materiałów dostarczonych przez te dwie organizacje pozarządowe, chwilowo przestały umieszczać posty i tweetować. Nie mają niczego do powiedzenia. Gazety takie jak „Guardian” i „Independent”, które krzyczałyby pod niebiosa, gdyby sytuacja była odwrotna, chowają się po kątach w oczekiwaniu aż skandal ucichnie. Nie chcą atakować „swoich”.

Nie chodzi mi o to, że organizacje pozarządowe nie mają ważnej roli do odegrania ani o utrzymywanie, że Izrael powinien automatycznie uważać działalność organizacji pozarządowych jako wrogą. Przy istniejącej sytuacji między Izraelem a Palestyńczykami, organizacje pozarządowe powinny teoretycznie być mile widziane jako system „gwarancji zachowania równowagi” między dwiema stronami o nierównej sile. Najwyraźniej jednak jest coś bardzo złego w sytuacji istniejącej obecnie i wiele organizacji pozarządowych działających w tym konflikcie „zajęło stronę”. W niektórych wypadkach organizacje te zostały przejęte przez rzeczywistych uczestników walki i niemal straciły rozeznanie co do tego, jakie naprawdę jest ich zadanie.

Zawsze wiedzieliśmy, że istnieje hipokryzja. Zawsze byliśmy świadomi, że te grupy, te media, te osoby, pracują wspólnie i napędzają je osobiste uprzedzenia oraz nienawiść do Izraela, nie zaś prawdziwe współczucie wobec Palestyńczyków. Byłoby miło zobaczyć jedno z nich, choćby jedno, jak występuje i wydaje jednoznaczne potępienie, jakiego zawsze żądają od innych. Zamiast tego widzimy tych, którzy atakują posłańca, słabe próby odwrócenia uwagi oraz całą, dużą część spektrum politycznego, która po prostu chwilowo znika. Nie, nie jest to zaskoczenie, ale jest to solidny dowód, że ta nienawiść, jaką codziennie widzimy wobec Izraela, jest po prostu tym – ślepą nienawiścią. Nienawiścią, która emanuje z grupy bardzo głośnych, ale równie ułomnych moralnie hipokrytów. Warto o tym pamiętać następnym razem, kiedy zobaczysz jeden z ich raportów.
David Collier

Autor blogu Beyond the great divide

Program, o którym pisze autor można obejrzeć tutaj wideo (są angielskie napisy).

When human rights no longer matter to NGO’s

10 stycznia 2016, tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska (listyznaszegosadu.pl)

Orygiginał : http://izrael.org.il/opinie/4830-kiedy-prawa-człowieka-nie-są-już-ważne-dla-organizacji-pozarządowych.html

Powrót do dialogu z Rosją – według PiS.

„My nie chcemy się konfrontować na prawo silniejszego z Rosją, my chcemy z Rosją prowadzić rozmowy na rzecz odprężenia, ale pod warunkiem przestrzegania prawa (…) Dzisiaj Rosja jest krajem, który tego prawa międzynarodowego nie przestrzega”. Polacy muszą być pewni własnego bezpieczeństwa, zaś „o jego poziomie w naszym regionie Polska ma decydować sama, w ramach NATO, A dziś poziom bezpieczeństwa dyktowany jest przez stronę rosyjską w tym regionie, a nie przez nas” – podkreślił prezydencki minister Krzysztof Szczerski.

Zatem kiedy my, w ramach NATO, dyktujemy Rosji warunki bezpieczeństwa, to jest to zgodne z prawem międzynarodowym, zaś kiedy nam „dyktuje” Rosja – nie.

więcej : https://adnovumteam.wordpress.com/2016/01/25/wojna-domowa-na-ukrainie-25-01-2016r-340-dzien-od-nowego-rozejmu/#more-16258

Łapanka w Krasnogoriwce

Ukraińscy „anty”terroryści do spółki z ichnią esbecją urządzili sobie łapankę, w iście „europejskim” stylu.

Najwyraźniej władzom współczesnej Ukrainy brakuje „separatystów” na wymianę, i postanowiła sobie zorganizować sobie ich spośród mieszkańców Krasnogoriwki. Pojawia się zatem pytanie: co z więźniami politycznymi przetrzymywanymi przez SBU, pomarli w trakcie przesłuchań „europejskimi” metodami ?

SyøTroll